Ubogacać życie i słownictwo

Jest kilka słów będących w powszechnym użyciu, budzących we mnie (i wielu innych) szczególne uczucia. Jednym z nich jest „ubogacać”.

Ponoć odpowiedzialnym za rozpowszechnienie tego słowa, używanego już w czasach Hugona Kołłątaja, a obecnie oznaczającego wzbogacenie duchowe, powiększenie zasobu niematerialnego, jest kardynał Józef Glemp. O ile przystaje ono do języka Kościoła – trudnego, hermetycznego, często pełnego patosu („Uczestnicząc w ofierze mszy świętej, ubogacamy swoje serca, swoją duszę”) – o tyle w zwykłym życiu drażni. Wygląda jednak na to, że wrażliwość językowa dana jest tylko nielicznym. Co chwila dowiaduję się, że coś kogoś nie wzbogaca, a ubogaca. Pewnie dzięki ubogacaniu ten ktoś czuje się lepszy, mądrzejszy, może sądzi też, że ubogaca polszczyznę.

Ubogacać stało się słowem-wytrychem, oznaczającym ‘poznać coś nowego, posiąść nową umiejętność’. Używając go, nie musimy precyzyjnie formułować myśli. Ale, jak wiadomo, Polak potrafi i – nie bacząc na ducha – postanowił ubogacać także materię. Zwykłe bogacenie się lub czegoś wzbogacanie woli nazwać ubogacaniem. Tu nie bez winy są również słudzy Kościoła, którzy twierdzą na przykład, że nowe witraże ubogacą świątynię. A że to pretensjonalne? Nic to, ważne że „tak się mówi”.

Po pobieżnej lekturze kilku artykułów w Internecie wiem, że:

  • darami można ubogacać inne osoby;
  • Polacy nie przyjmując imigrantów, nie chcą ubogacać się kulturowo;
  • dzięki mobilności obywatele Europy mogą ubogacać się wzajemnie;
  • czas wolny jest źródłem ubogacania się dzieci i rodziców;
  • któregoś wdzięcznego ucznia ubogacali i nadal ubogacają jego profesorowie;
  • członków pewnego konsorcjum ubogaciła wspólna praca;
  • wykłady dla studentów można ubogacić ilustracjami, zdjęciami i schematami;
  • a także, że zaostrzając prawo aborcyjne, rząd chce rodaków ubogacić chorymi i niepełnosprawnymi dziećmi.

Dowiedziałam się również, że „proces poznania ubogaca umysł”. Tę złotą myśl dedykuję wielu moim rodakom.

Królestwo „tak że”

Tak że, czyli więc.

Tak że siedziało sobie lata całe cichutko w kąciku słownika, z rzadka używane. Aż nagle nastąpiła eksplozja i, podobnie jak tak naprawdę,  stało się niemal podstawą wypowiedzi rodaków. Wygląda na to, że wypowiedź bez tak że, które zaczęło zastępować synonimiczne tak więc, więc, zatem, toteż, a więc, a zatem, dlatego, tym samym, wydaje się niektórym niepełna.

„Informacji mnóstwo, tak że od razu przechodzę do meritum”.

„Ojciec zranił syna, tak że ten trafił do szpitala”.

„Mam mało czasu, tak że będę mówić szybko”.

„Jak pisał Roman Dmowski, szkodnicy świadomi i nieświadomi istnieją wszędzie. Tak że nie ma się czemu dziwić”.

„Będą jeszcze dwa kursy, na razie nie wiadomo które. Tak że na razie odpoczywamy”.

„Nie znam tego człowieka, tak że nie ma o czym mówić”.

A gdy mówiącemu brakuje pomysłu na następne słowo, ratuje się, mówiąc: Tak że, tak że…, aby nie zamilknąć.

Niestety, nastąpił nieunikniony ciąg dalszy: ponieważ tak że brzmi jak także, synonim również, w piśmie także zaczęło zastępować tak że. Ostatnio tak że zastępuje również… nie wiadomo co. Bo jak zrozumieć: Tak że pozdrawiam albo Tak że żegnam się?

Tak że ja też postanowiłam pozdrowić czytelników i pożegnać się – do następnego wpisu.

Przestrzeń widzę ogromną

Namnożyło się nam ostatnio przestrzeni.

przestrzeńZawsze był to termin pojemny, najogólniej oznaczał nieograniczony trójwymiarowy obszar, w którym zachodzą zjawiska fizyczne, albo po prostu rozległy teren bez widocznych granic. Pojęcie przestrzeni, pojmowanej także jako dziedzina, sfera, płaszczyzna, tematyka, dyscyplina, zbiór elementów etc. stosowano w matematyce, fizyce, filozofii, geografii, antropologii, politologii i astronomii. Ale przyszły nowe czasy, czasy konsumpcjonizmu, i do akcji ruszyli marketingowcy. Aby klienta zachęcić, najlepiej sięgnąć do sprawdzonych, a jeszcze lepiej – wyszukanych nazw i niebanalnych pojęć. I tak obok przestrzeni konfiguracyjnej i przestrzeni absolutnej, przestrzeni logicznej, geograficznej, politycznej czy kosmicznej pojawiły się bardziej swojskie przestrzenie: miejskie (teraz wstyd powiedzieć, że coś dzieje się po prostu w mieście), sklepowe, eventowe i konferencyjne (to pomysł PR-owców hotelu Double Tree by Hilton), a także wypoczynkowo-konferencyjne. Młodzi pracownicy działów promocji teatrów zapraszają nie do foyer, a do przestrzeni teatru, w której organizowane są wystawy. Istnieją także przestrzenie biblioteczne, przestrzenie dźwiękowe, przestrzenie sztuki, przestrzenie swobody i inspiracji, przestrzenie aktywności, przestrzenie rozwoju, a nawet przestrzenie pasji. Firma Orange nie proponuje możliwości zatrudnienia, a zaprasza do „przestrzeni dla ciekawych ludzi, którzy potrafią dzielić swoją pasję z zaangażowaniem w pracy”. Twórcy programów komputerowych informują o istnieniu przestrzeni roboczej i przestrzeni osobistej oraz przestrzeni dyskowej i przestrzeni wariantów. A ostatnio dzięki reklamie dowiedziałam się, że właściciele opla astry mają do dyspozycji przestrzeń bagażową. Właściciele octavii są zasobniejsi – w tych samochodach jest i przestrzeń bagażowa, i pasażerska.

Z opisów działalności przeróżnych organizacji wynika, że przestrzeń można stworzyć, kreować, okiełznać, można ją także zauważyć i następnie zorganizować. Ciekawe zadania ma przestrzeń społeczna lub publiczna: w rozmaitych ogłoszeniach czytam, że ponieważ jest przyjazna, może integrować lub przygarnąć, a wcześniej można ją uruchomić lub udostępnić, powinna też być dobrze skomunikowana z resztą przestrzeni miejskiej.

Lękiem nabawiła mnie informacja pewnej galerii sztuki, że „tekst nieuchronnie znajduje się w przestrzeni języka”. A ja tu sobie po prostu piszę, nie zdając sobie sprawy, że mój wpis znajduje się w jakiejś przestrzeni!

Kwoty płci i park zabaw rodzinnych

„Biedroń wprowadził kwoty płci we władzach spółek. Efekty? Bez kwot nie byłoby mężczyzn” – taki tytuł w gazecie przykuł moją uwagę. Staram się na bieżąco obserwować zmiany w języku, jednak zrozumienie tego przekazu kosztowało mnie sporo wysiłku.

kwoty
www.slupsk.pl

„Zrobiłem trzydziestoprocentowe kwoty, ponieważ do tej pory w spółkach prawie nie było kobiet” – powiedział prezydent Słupska w rozmowie z Jarosławem Kuźniarem w #OnetRano, co zacytowała gazeta. Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam tę wypowiedź.  Pewnie w Słupsku postanowiono, że trzydzieści procent liczby osób zasiadających w zarządach spółek będą stanowiły kobiety. I pozostanę w niepewności, bo dalsza część wypowiedzi prezydenta Słupska nie wyjaśniła mi, dlaczego dzięki wprowadzonym kwotom w spółkach miejskich nie byłoby mężczyzn, ale mniejsza z tym.

Nie posunę się tak daleko, by obrażać się na słowo kwota w znaczeniu przydział (po angielsku quota to kontyngent, przydział, ograniczona liczba czegoś) i uznać je za niegodne rodzimego języka, bo – jak powiedział kiedyś profesor Bralczyk  – „i tak ulica zdecyduje”, ale przestać smucić się beztroskim przekładaniem angielskich znaczeń podobnie brzmiących słów do rodzimego języka przestać nie zamierzam. Kiedyś zasmuciła mnie premier Beata Szydło, wygłaszając w sejmie płomienne przemówienie poświęcone decyzji rządu o nieprzyjmowaniu żadnych kwot uchodźców, teraz mój smutek pogłębił Robert Biedroń.

Kwoty uchodźców

Smucą mnie także urzędnicy ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego (!), którzy zobowiązują beneficjentów programu Niepodległa „do umieszczania informacji na temat realizowanego zadania na portalu Biura Programu Niepodległa dedykowanym ogólnopolskim obchodom 100-lecia odzyskania niepodległości”.

Nie wiem, gdzie owe dedykacje mają być zapisywane: okładek instytucje i organizacje przecież nie mają. Z ‘dedykowaniem’ zamiast ‘przeznaczaniem’, ‘kierowaniem do kogoś’, ‘poświęcaniem czemuś’ mimo gorących nawoływań wielu autorytetów językoznawczych chyba nikt nie wygra. Rodacy, a zwłaszcza urzędnicy, wiedzą lepiej niż profesor Miodek. Miałam niedawno wątpliwą przyjemność uczestniczyć w szkoleniu poświęconym nowym przepisom dotyczącym ochrony danych osobowych i co chwila dowiadywałam się, że któryś przepis jest czemuś dedykowany.

Dziś zobaczyłam szyld na budynku: Park zabaw rodzinnych. Rozglądałam się intensywnie i nigdzie nie zobaczyłam kawałka zieleni ani żadnych urządzeń służących zabawie na świeżym powietrzu. Czyli park to już nie tylko park, czyli teren zielony, ale także miejsce, kompleks, bo takie znaczenie ma też słowo park w angielszczyźnie.

Kiedyś Polskę zasypały różne rodzaje centrów (do najciekawszych przypadków zaliczam Centrum mięsa i wędlin, Centrum pompowe i Centrum upominkowe), teraz przyszła pora na parki.

 

Propozycja ciekawa intelektualnie

„Propozycja ciekawa intelektualnie” – tak pomysł wicepremiera Jarosława Gowina, by rodzice dysponowali nie tylko głosem własnym, ale też głosem swoich dzieci, skomentował europoseł Ryszard Czarnecki.

propozycja ciekawa intelektualnie
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Zawsze z uwagą nasłuchuję, co ma on do powiedzenia na nurtujące opinię publiczną tematy, bo zdolności retoryczne posiadł pan poseł niewątpliwe. I zawsze jestem pod wrażeniem: dużo słów, mało treści, za to ciekawe figury stylistyczne. Zastanawiałam się już kiedyś, co może znaczyć „bardzo profesjonalne zachowanie podczas głosowania” (to o głosowaniu nad odwołaniem z funkcji premier Szydło). Podnoszenie ręki jest czy nie jest bardzo profesjonalne? A może bardziej profesjonalne jest takie głosowanie, którego nikt nie widzi? Pan Czarnecki był pełen uznania dla pani Szydło w tych trudnych chwilach i uznał, że pokazała „piękną klasę”, przy czym nie wyjaśnił, kiedy klasa jest, a kiedy nie jest piękna. Teraz znów zaskoczył. Wysilam z ciekawości intelekt i za nic nie potrafię pojąć, co znaczy, że coś jest ciekawe intelektualnie. Ale z pewnością pan poseł jest intelektualnie wygimnastykowany, skoro sięga po tak interesujący pakiet środków wyrazu artystycznego.

Pełna podziwu jestem także dla zdolności retorycznych prezydenta Andrzeja Dudy. „Dziękuję, że mogłem dotknąć olimpijskiego medalu! Proszę Państwa, to jest wielka sprawa, że mogłem dotknąć go dosłownie dzisiaj i że mogłem go dotknąć dlatego, że został zdobyty, tak samo jak wszystkie pozostałe” – powiedział do skoczków narciarskich podczas Gali Olimpijskiej. W jaki sposób dotyka się czegoś dosłownie? Nie wiem. Ale cieszę się, że pan prezydent mógł dotknąć medalu dlatego, że został zdobyty.

propozycja ciekawa intelektualnie
fot. tvn24/x-news

Ciekawe intelektualnie są fragmenty wystąpienia prezydenta Dudy podczas Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej:
„Moje pokolenie dumne jest z pokolenia moich dziadków i moich rodziców, którzy wtedy szli i oddawali krem dla Węgrów, żeby pomóc, i władza tego nie blokowała, bo tego nie dało się zablokować. Bo to byłoby dla nich zbyt groźne. Jest ta solidarność pomiędzy naszymi narodami, jest ta przyjaźń. Przyjaźń, tak jak powiedziałem, oparta na więzach krwi, więzach przyjaźni, przyjaźń która liczy sobie 1000 lat”.

„Rozwijajmy Panie Prezydencie infrastrukturę, niech łatwiej będzie dojechać z Polski, z Małopolski do Budapesztu  i w inne miejsca. Niech turyście przyjeżdżają, niech się spotykają, niech piją razem wino w Tokaju, i w innych miejscach na Węgrzech, niech przyjeżdżają do Krakowa, do Warszawy, do Polski nad morze. Bardzo serdecznie Was zapraszamy, drodzy przyjaciele, jesteście zawsze mile widziani. My dziękujemy za to dzisiejsze zaproszenie, Boże zbaw Węgry i obdarz ich swoimi łaskami. Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”.

No cóż, dzięki nagraniu przemowy podczas uroczystości na Uniwersytecie w Rzeszowie wiemy, że pan prezydent ciągle się uczy.

Cytaty (z zachowaną pisownią) za www. prezydent.pl

Vox populi, vox Dei

Vox populi, vox Dei – tą łacińską sentencją prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zakończył swoje wystąpienie w sprawie bulwersujących opinię publiczną nagród dla członków rządu, informując o obniżeniu wynagrodzeń posłów, senatorów i samorządowców. Zapomniał przy tym o jednym – o akcencie.

Jarosław kaczyński, vox populi, vox dei
fot. Konrad Żelazowski, wp.pl

Słuchanie niektórych wypowiedzi osób publicznych przysparza mi często mąk niemal czyśćcowych, bo albo w obcych słowach kładą one akcent – jak prezes Kaczyński – zgodnie z zasadniczą polską normą na DRUgą syLAbę od KOŃca (pan prezes powiedział „po polsku” vox poPUli zamiast vox POpuli), albo polskie słowa akcentują tak, jakby pochodziły z języka obcego, czyli wyróżniają trzecią sylabę od końca. Wiadomo: Polak (najczęściej jest to niestety dziennikarz telewizyjny, a jego sposób mówienia staje się wzorem do naśladowania) potrafi.

Do rozpaczy doprowadza mnie sącząca się zewsząd NAuka. Czy ktoś mówi NAukowiec, NAuczyciel, NAuczycielka albo wspomina o NAuczaniu? Mogę sobie dać rękę uciąć, że nie. Ale co tam LOgika, NAuka brzmi dumnie i już. Dumnie i zagranicznie brzmi także biBLIOteka. Nagłe a niespodziewane to zjawisko: wielu ludzi po latach hurtem doszło do wniosku, że to polskie słowo jest obce. (Ze smutkiem słuchałam Krystyny Jandy, która w Białej bluzce szła do biBLIOteki). A na pierwsze miejsce w rankingu niepolskiego akcentowania polskich słów wspięła się oKOlica. Szczyt popularności zdaje się minął, ale gdzieniegdzie jeszcze słychać tę szlachetną wymowę.

Wracając do łaciny: w filmie nad filmami, będącym adaptacją „Pana Tadeusza”, przy którym pracowało wielu ekspertów, Bogusław Linda, czyli ksiądz Robak, i Daniel Olbrychski, czyli Gerwazy, z namaszczeniem działają pro puBLIco bono. Na liście specjalistów zabrakło, jak było słychać, łacinnika, a na planie filmowym nie znalazł się nikt, kto połączyłby rePUblikę z PUblico. Jak akcentować słowo republika wiedział doskonale nieodżałowany Grzegorz Ciechowski – pamiętam, że na jubileuszowym koncercie w Opolu zawstydził prowadzącego, który niestrudzenie podkreślał znaczenie zespołu RepuBLIka.

Dziennikarze z uporem mawiają też LIceum i MUzeum. W słowniku można by znaleźć proste wyjaśnienie, że liCEum i muZEum to słowa przejęte z greki i łaciny razem z przynależnym akcentem, ale sprawdzanie to taki ogromny trud… Aż dziw bierze, że – idąc za ciosem – dziennikarze nie próbują mówić GIMnazjum. Minister Zalewska postanowiła ukrócić rozterki tych, którzy rozważali ten pomysł.

Totumfacki – rewitalizacja

Konkurs na najpiękniejsze polskie słowo, ogłoszony przez Bibliotekę Śląską w Katowicach z okazji ustanowionego przez UNESCO Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, uświadomił mi, jak wiele starych słów niespodziewanie zyskuje nowe życie. Jednym z nich jest totumfacki.

Wbrew pozorom to rzeczownik. Choć ma źródłosłów łaciński (fac totum – rób wszystko), przez lata zadomowiony był w polszczyźnie. Dawniej totumfacki był zaufanym sługą gospodarza, jego prawą ręką, przełożony zlecał mu wykonanie najważniejszych i poufnych spraw. Był więc także powiernikiem, zausznikiem, dobrym kolegą i bratem łatą. Z czasem słowo to zaczęto łączyć z brzydszymi cechami: oznaczało osobę zaufaną, bez sprzeciwu wykonującą zlecenia zwierzchnika, która czasami wręcz się podlizuje, żeby uzyskać jego przychylność. W wydanym pod koniec XIX wieku Słowniczku wyrazów obcych Michała Arcta można znaleźć taką definicję: ‘totumfacki ł. zaufany sługa, jakby rodzaj powiernika, który ma prawo rozporządzać się w czyim domu, prawa ręka gospodarza; natrętny pieczeniarz, podejmujący się wszelkich usług’. Dodam, że pieczeniarz to ‘człowiek mający skłonności do żywienia się cudzym kosztem, lubiący dobrze zjeść na cudzy koszt; darmozjad’.

Nawet niezbyt uważni obserwatorzy obecnego życia politycznego dojdą do wniosku, że totumfackich ci u nas bez liku. Pierwsze miejsce w rankingu z pewnością mógłby zająć pewien znany wszystkim młody człowiek, który –  działając w imieniu szefa – brał na siebie trudne zadanie zwalniania z posad zasłużonych generałów, ale na usta ciśnie się wiele innych nazwisk, głównie związanych z partią rządzącą.

Ujawnione właśnie premie dla ministrów, pracowników kancelarii prezydenta i premiera, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i wielu innych związanych z rządem instytucji oraz wydatki pracowników Ministerstwa Obrony Narodowej ze służbowych kart kredytowych pozwalają domniemywać, że na rewitalizację zasługują także słowa sybaryta i birbant. A wyrażenie królowie życia w świecie polityki nigdy nie wyjdzie z obiegu.

Ps. Warto zauważyć, że drugie miejsce w konkursie na najpiękniejsze polskie słowa zajął ancymonek, a wśród niepięknych wyróżniono słowo szpanować. Znaki czasów.

„Pochylić się” brzmi dumnie

Posłowie, i to nie tylko obecnej kadencji, a także członkowie rządów: obecnego i poprzednich, urzędnicy wszystkich szczebli, dziennikarze, osoby publiczne i tak zwani zwykli ludzie bardzo lubią pochylać się.

Posłowie pochylają się nad ustawami i konsekwencjami ustaw, nad sytuacjami, problemami i zagadnieniami, a także nad okolicznościami i kontekstami. Wielu gorąco nawoływało, by pochylić się nad losem imigrantów.

Prezydent Andrzej Duda w trakcie kampanii wyborczej mówił, że państwo polskie powinno bardziej pochylić się nad rodzinami, teraz głosi, że warto pochylić się nad nową konstytucją.

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik twierdzi, że warto pochylić się nad prawem o stowarzyszeniach i rozważyć zmianę przepisu, który mówi o możliwości delegalizacji niektórych stowarzyszeń.

Przedstawiciele opozycji parlamentarnej apelowali, by minister Zbigniew Ziobro i prezes Kaczyński  ponownie pochylili się nad zmianami w Sądzie Najwyższym.

Jerzego Owsiaka dwa finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy poświęcone pediatrii zmobilizowały do tego, „by praktycznie pochylić się nad tematem” braku łóżek dla rodziców na szpitalnych oddziałach dziecięcych.

Organizacje humanitarne pochylają się nad losem ubogich i bólem człowieka, nad bezdomnymi oraz nad znaczeniem słowa braterstwo, a pewne stowarzyszenia – nad zachowaniami dyskryminacyjnymi jako problemem systemowym i mechanizmem wykluczenia całych grup społecznych.

Zastanawiający się nad sensem życia proponują, by pochylić się nad codziennością, nad jej bogactwem, złożonością i kolorytem oraz nad odwiecznym dylematem: serce czy rozum?

Historycy pochylają się nad fenomenem nowożytnego państwa polskiego na tle powszechnym, a poloniści nad poezją Herberta.

Troszczący się o przyrodę pochylają się nad stanem polskiego morza oraz nad losem naszych skrzydlatych przyjaciół.

Pewien sołtys twierdzi, że trzeba pochylić się nad sprawą niedrożnych rowów melioracyjnych, a radni jednego z polskich miast proponują, by pochylić się nad tymże miastem jako pojęciem i konkretnym bytem w przestrzeni oraz nad pomysłem utworzenia miejskiej wypożyczalni rowerów i uchwałą o darmowej komunikacji dla dzieci.

Agencja Rolna i Restrukturyzacji Rolnictwa apeluje, by rolnicy pochyli się nad pewnymi dokumentami.

Inwestorzy pochylają się nad problemem, nad którymi akcjami warto pochylić się w pierwszej kolejności, a architekci wnętrz zastanawiają się, jak umiejętnie pochylić się nad przestrzenią dziecięcą.

Podczas pewnej konferencji pochylano się nad zagadnieniami męskiej płodności w kontekście zdrowia rodziny i społeczeństwa.

Nad losem dań niedojadanych w restauracjach pochyliła się swego czasu sieć hurtowni spożywczych Makro Cash and Carry, której klientami są w dużej mierze kucharze i właściciele lokali gastronomicznych.

Zoolodzy postanowili pochylić się nad nietypowym zagadnieniem. Mianowicie: po co pandzie łaty?

Niektórzy pochylają się nawet nad andrzejkową wróżbą i kolędą.

A gdyby tak wszyscy wyżej wymienieni i niewymienieni przestali się pochylać, a zaczęli interesować się, zastanawiać, rozważać, angażować w coś, rozpatrywać, zajmować się, analizować, badać, kalkulować, omawiać? Ale to chyba zbyt trudne.

Tabletki, kapsułki i kompresy

Ciekawych rzeczy można dowiedzieć się ze spotów reklamowych leków, wyrobów medycznych i suplementów diet. Głównym ich celem  jest informowanie o tych specyfikach oraz zachęcanie do ich stosowania, a co za tym idzie – kupowania. Efektem ubocznym jest pobudzanie odbiorców do śmiechu.

tabletki, kapsułki
źródło: https://mediweb.hnonline.sk

Branża farmaceutyczna jest najbardziej reklamowaną branżą w Polsce. Przy spotach reklamowych pracują sztaby ludzi, jak wieść gminna niesie – sowicie opłacanych, nic więc dziwnego, że ludzie ci dwoją się i troją. Wiele wysiłku wkładają w to, by podbić  walory farmaceutyku, uwznioślić jego działanie, a przede wszystkim – udziwnić.

Kobiety w pewnym wieku dowiadują się dzięki reklamom, że w ich życiu pojawia się menopauza. Pojawienie się menopauzy to niezwykłe wydarzenie, ale przemysł farmaceutyczny jest gotowy na takie przypadki. Nieproszonemu gościowi należy podać odpowiednie tabletki i skutek wizyty z pewnością będzie łatwiejszy do zniesienia. A skoro o tabletkach mowa: z pewnością większość tych, którzy stosują zaordynowaną przez lekarza terapię będzie zdziwiona odkryciem, że przyjmuje leki w wygodnej formie tabletek. Przyjmujący farmaceutyki w płynie są w znacznie gorszej sytuacji.

Głównym zajęciem tabletek jest skoncentrowanie na działaniu. Niektóre tak bardzo się koncentrują, że dobrze wchłaniają się bez połykania. Nieskoncentrowane na działaniu i wchłaniające się wskutek połykania wyprodukowała zapewne konkurencyjna firma i do niczego się nie nadają. Wysoką wchłanialność zapewniają także niektóre kapsułki – to takie, które mają zaawansowaną technologię.

Krew zmroziła mi informacja, że niektóre tabletki mają rdzeń. Uspokoiłam się, gdy dowiedziałam się, że rekordowo szybko się rozkłada. Ale co należy zrobić z otoczką rdzenia: wypluć czy połknąć? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Dręczy mnie także inne pytanie: co mają począć ci, u których nie funkcjonuje odporność. Bo zachwalane są tylko specyfiki, które wspierają funkcjonowanie odporności.

Od rewelacji, których pełno w reklamach farmaceutyków, może rozboleć głowa. Trzeba wtedy sięgnąć po kompres nowej generacji – natychmiast zaaplikuje zimno.

 

„Chlebodawca” premiera Morawieckiego

Szef rządu, premier Mateusz Morawiecki, w Ogólnopolskim Dniu Sołtysa złożył gospodarską wizytę w Przysusze.

chlebodawca
źródło: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

Na tle wyświetlanych na ekranie sielskich obrazków wzruszeni przedstawiciele stanu sołtysiego, wyrażając opinię pobratymców zgromadzonych w liczbie tysiąca w małym mieście koło Radomia w województwie małopolskim, dziękowali rządowi za dobrą politykę, a sam premier wygłosił takie oto słowa:

„Kłaniam się Wam nisko jako polskim chlebodawcom i tym, którzy dbają o rozwój polskiej wsi i poprzez to o rozwój całej Polski”.

Dawno, dawno temu chlebodawcą nazywano tego, co daje wyżywienie, utrzymanie, ale dla współczesnego przeciętnego chleba zjadacza to znaczenie jest już odległe. Dziś chlebodawca to ten, co daje pracę. Praca oczywiście bezpośrednio prowadzi do chleba jako podstawowej jednostki wyżywienia pracobiorcy, ale ten, mało zorientowany w historii języka, mógłby poczuć się skonfundowany takim  prostym przełożeniem. Powody konfuzji byłyby uzasadnione, wszak pan premier ostatnimi czasy wielokrotnie, a i w samej Przysusze, udowodnił, że język ojczysty nie jest jego miłością, nie wszyscy więc są pewni, że użycie słowa chlebodawca w niegdysiejszym znaczeniu było zamierzone.

Premier Morawiecki w dalszej części wystąpienia zapewniał słuchaczy, że dla rządu „jest Polska od A do Z, od akceptacji do zwycięstwa dla wszystkich gmin, dla wszystkich powiatów” oraz że „jeżeli zapomnimy o polskiej wsi to niech uschnie nasza prawica”. Krytykując poprzedników, powiedział między innymi: „Pierwsze 15 lat zwłaszcza po rozpoczęciu zmian do roku 2004, do przystąpienia do Unii Europejskiej wieś miała praktycznie cały czas pod górkę”. Jakże piękne to słowa! Wieś praktycznie mająca pod górkę jest urzekająca. Lud pracujący wsi (czyli suweren obszarów wiejskich) powinien docenić pana premiera za to, że stara się mówić językiem prostych obywateli. A ja złośliwie zapytam: czy rzeczona wieś teoretycznie też miała pod górkę, czy tylko praktycznie?

Trzeba przyznać, że premierostwo to ciężki kawałek chleba.

 

*Cytaty, z zachowaną pisownią, za www.premier.gov.pl