Miej proporcje, Mocium Panie

„Miej proporcje, Mocium Panie. To powiedzenie z Zemsty Aleksandra Fredry pasuje do wrzasków totalnej opozycji o rzekomej izolacji Polski w Europie. Kompletnie przeczą temu fakty” – napisał na swoim blogu europoseł, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki.

miej proporcje, mocium panie
fot. Wojciech Kusiński/Polskie Radio

Kolejny raz zadumałam się nad beztroską polityków. Cytat ma to do siebie, że powinien być dokładny. W rzeczywistości Cześnik oczekuje od Dyndalskiego czegoś innego (Znaj proporcjum, mocium panie”). W innym miejscu o Podstolinie mówi: Ależ wdowa – doświadczona / Zna proporcją, mocium panie”. Te staromodne wyrazy i ich odmiana stanowią współcześnie wielką trudność, ale Polak przecież potrafi. I sięga po różne sposoby, by zabłysnąć. Cytat z Fredry – proszę bardzo, przecież to słynny polski (dziś wypadałoby powiedzieć: narodowy) komediopisarz! A że Zemsty się nie czytało albo tekst zapomniało, a sprawdzają u źródła tylko ci, co mają wątpliwości…

Poseł Czarnecki nieuważnie zaglądał do skarbnicy literatury polskiej i postanowił poprawić autora. Niezalezna.pl z kolei, dostrzegłszy popełnione przez niego błędy, postanowiła poprawić europosła i – publikując jego post – nadała mu litościwie tytuł Znaj proporcje, mocium panie. I tak dobrze, że nie Znaj proporcją, mocium panie, bo i takie zapisy widuję. Miłość do literatury polskiej różne ma imiona. Postanowiłam pójść w sukurs wielbicielom twórczości hrabiego Fredry i podpowiedzieć, że mocium panie to skrót od miłościwy panie, zakładając, że ta informacja przyda się też kolejnym politykom. Niektórym, nie tylko parlamentarzystom, podpowiem także, że hrabia to nie imię. Może nie będą więc pisać Aleksander Hrabia Fredro.

Wrobić w Holokaust

„Jeżeli Polskę dało się wrobić w Holokaust, to już da się nas wrobić we wszystko. Dość już skakania Polsce po głowie” – te słowa wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, wygłoszone w „Sygnałach dnia”, spowodowały, że zamieniłam się w żonę Lota. Nie po raz pierwszy.

Patryk Jaki, wrobić w Holokaust
fot. Damian Burzykowski / newspix.pl

Kolokwializmem (po łacinie colloqium to rozmowa) nazywamy wyrażenie używane tylko w swobodnej, potocznej pogawędce. W takiej rozmowie można kogoś na przykład ‘wrobić w kredyt’, można także ’zrobić go w konia’, ‘wkopać’ i w coś ‘wkręcić’. Można też ‘robić z kogoś balona’ i ‘wykręcić numer albo kawał’. Politycy różnych partii przyzwyczaili nas już do – subtelnie rzecz ujmując – sformułowań przeniesionych znad stolików w bufetach (kiedyś mawiano o budce z piwem) na salony. Ale wrobić w Holokaust? To po prostu zapiera dech w piersi. Czyżbyśmy dochodzili do etapu, kiedy taki język będzie obowiązywał w debacie publicznej?

Kiedyś autorytetem był człowiek mający duże poważanie ze względu na swą wiedzę lub postawę moralną, mający wpływ na postawy i myślenie innych ludzi. I pięknie mówiący po polsku. Ale to już było. Teraz autorytetem dla wielu z nas staje się człowiek (polityk), który nie przywiązuje wagi do słów i dla konkretnego celu, jakim jest popularność, mówi tak, jak jego wyborcy, starając się w ten sposób uwiarygodnić. A może nie ma w tym żadnej wyrafinowanej zasady i po prostu mówi tak, jak mówi?

Dziś publicznie opowiada się o burej suce, która łże, pętakach, nieukach, popaprańcach, pornogrubasach, idiotkach, chłystkach, świniach oderwanych od koryta, palantach, oszołomach, hołocie, rżnącym głupa rządzie, czerwonej pajęczynie, złodziejach, ciemnogrodzie, a także o kanaliach i zdradzieckich mordach. Kiedyś forma miała znaczenie. I czasem chce mi się krzyknąć, trawestując słynne powiedzenie Jamesa Carvilla: Kultura (nie tylko) języka, głupcze! Niestety obawiam się, że długo będziemy czekać na to, by powszechnie uznane zostały normy, dzięki którym wiadomo, co wypada, a czego nie wypada.

Głosowany wniosek

Ach, ta angielszczyzna! Tak bardzo ją kochamy, że co tylko się da nazywamy z angielska, z upodobaniem przenosimy także na rodzimy grunt jej przynależne formy gramatyczne, w tym znacznie częściej niż w polszczyźnie występującą stronę bierną.

głosowany wniosek
youtube.com

Głośno ostatnio było o procedurze wszczętej przez Parlament Europejski w sprawie odwołania Ryszarda Czarneckiego ze stanowiska wiceprzewodniczącego tegoż Parlamentu. Dzięki dziennikarzom i politykom można było dowiedzieć się, że wniosek w sprawie odwołania europosła był głosowany.

Głosowane, zdaniem parlamentarzystów, bywają także kandydatury. Swego czasu poseł PiS, Dominik Tarczyński, nękany traumą po wyborze na przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, zadał w jakimś wywiadzie dramatyczne pytanie: „Dlaczego nie był głosowany kandydat Polski?”, mając oczywiście na myśli Jacka Saryusza-Wolskiego. ‘Głosowanie kogoś’ lubią także politycy innych partii, na przykład Sławomir Neumann przy jakiejś okazji zapewniał, że Grzegorz Schetyna, przewodniczący Platformy Obywatelskiej „nie będzie głosowany na premiera”.

Kandydatury bywają także konsultowane, konsultowane (lub nie) bywają także ustawy, o czym co rusz dowiaduję się z mediów. Ostatnio wiele o tym pisano z powodu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i sprawy przypisywaniu narodowi polskiemu odpowiedzialności za Holokaust. Do niedawna konsultowano się w jakiejś sprawie, a konsultacje bywały przeprowadzane. Okazało się jednak, że zbyt trudno sformułować komunikat, dochowując wierności regułom ojczystego języka, i nasi dumni parlamentarzyści zaproponowali skrót, który natychmiast podchwycili żurnaliści.

Akty prawne nagminnie są procedowane, na poważnych portalach czytam także o procedowaniu samego prawa. Jak można procedować ustawę? Dziennikarze, politycy, a i sami prawnicy niemal codziennie próbują przekonać mnie, że można. Przypuszczam, że rozumieją przez to proces legislacyjny lub dyskusję nad projektem ustawy. Niektórzy procedują nawet wnioski o wydanie pozwolenia na budowę… Ale procedować to przecież ‚postępować zgodnie z określoną procedurą. Paskudne jest to słowo, dziecko polityki. Niebezpiecznie bliskie słowu proceder, które nie kojarzy się dobrze.

Złotousty Tadeusz Cymański któregoś dnia powiedział: „Nie mówmy o tym, co nie zostało zaprzeczone”. Kto następny?

 

 

Mądrej głowie dość po słowie

„Mądrej głowie dość po słowie” napisał na Twitterze słynny poseł Ryszard Czarnecki w dyskusji ze Zbigniewem Bońkiem. Pan poseł dołączył do wielu osób, które powtarzają to przysłowie w niewłaściwej postaci. Nieznane sobie staropolskie formy wyrazów dwie słowie zmieniają na współcześnie brzmiące po słowie, żeby powstał rym. Po mądrej głowie chodzi, że coś jest na rzeczy.

Mądrej głowie dość dwie słowie
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

„Mądrej głowie dość dwie słowie” mówimy, mając na myśli to, że inteligentnej osobie nie trzeba niczego długo tłumaczyć, wystarczą dwa słowa. Dwie słowie jest archaiczną formą tak zwanej liczby podwójnej. To frazeologizm, nie powinien podlegać przekształceniom, bo jest częścią naszego językowego i kulturowego archiwum.

Internauci i posłowie to szczególne grupy – szacunek dla ojczystego języka ich nie dotyczy, a normy językowe i utrwalone znaczenia słów mają za nic. Można śmiało powiedzieć, że wart Pac pałaca, a pałac Paca. Walka z ich – delikatnie mówiąc – dezynwolturą to kwadratura koła i jest grą niewartą świeczki.

Tajemnicą poliszynela jest to, że posłowie lubią bić pianę. To niezwykłej wagi zajęcie wyklucza staranność wypowiedzi, bo na troskę o nią szkoda czasu. Słuchacze, czyli naród (albo suweren), najczęściej puszczają płazem przewiny parlamentarzystów, co powoduje, że rzeczeni osiadają na laurach, przekonani o swojej wielkości i nieomylności. I choćby stawało się na uszach i wychodziło ze skóry, by udowodnić, że to, co robią to często przelewanie z pustego w próżne i wciskanie głodnych kawałków, pozostaną niewzruszeni w owym przekonaniu. Tak bardzo chcą wypłynąć na szerokie polityczne wody, że – nie zważając na nic – po trupach dążą do celu. A że czasem są śmieszni? Nic to, najważniejsze, by nie znaleźć się poza nawiasem, a gdy powstanie problem, umyć ręce. Wszelkie oczekiwania, że posłowie, zwłaszcza niektórzy, wyzbędą się patosu i pustosłowia, przestaną powtarzać wyuczone formułki, a zaczną mówić z sensem i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, należy odłożyć ad calendas greacas.

Ot, ponarzekałam. Ale nikt tym zapewne się nie przejmie, bo to tylko takie austriackie gadanie.

Naród, czyli kto?

Gorące dyskusje o nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, na mocy której mają być karani grzywną lub więzieniem ci, którzy godzą w dobre imię narodu polskiego, przypisując mu udział w Holokauście, a także fala wzmożonych patriotycznych nastrojów, każą zastanowić się, co rozumieć pod słowem naród. Słowem odmienianym przez wszystkie przypadki i różnie rozumianym.

Do niedawna żyłam w przekonaniu, wspartym definicją słownika języka polskiego PWN, że naród to ‘duża wspólnota etniczna, przeważnie mówiąca tym samym językiem, związana wspólną historią i kulturą oraz wspólnymi interesami politycznymi i gospodarczymi’. Wspólnota, czyli grupa osób, zbiór jednostek. Wobec ostatnio zarysowanego rozłamu politycznego podział na jednostki zaznaczył się bardzo wyraźnie. Pewna grupa jednostek sądzi, że druga grupa jednostek nie jest właściwym narodem, to samo o pierwszej sądzi ta druga grupa. Skoro, zdaniem przedstawicieli obu grup, istnieje naród właściwy i naród niewłaściwy, to co oznacza wyrażenie ‘naród polski’?

naródnaródnaród

Wiceminister Marcin Warchoł tłumaczył, że „pojęcie naród, które zostało zapisane w ustawie, jest traktowane bardzo wąsko [?] jako ‘ogół wszystkich obywateli’. Ktoś, kto chciałby narazić się na odpowiedzialność, musi więc obrazić cały naród polski”. W jaki sposób można obrazić cały naród polski, skoro to ogół, a na ogół składają się pojedynczy obywatele?

naródTo trudne pojęcie wyjaśniał rodakom z mównicy sejmowej także poseł Dominik Tarczyński, mówiąc: „Polska jest dumnym narodem”. Posła Tarczyńskiego wsparł inny poseł Prawa i Sprawiedliwości, Marcin Horała, mówiąc: „[…] chodzi bowiem o Polskę jako naród, która może z dumą wspominać swoją wojenną historię”. Czyli naród to Polska. Postanowiłam puścić mimo uszu te oświadczenia, kładąc je na karb niedoinformowania wyrazistych posłów. Widocznie w otoczeniu obu parlamentarzystów doszło do jakiegoś przekłamania lub dezinformacji. Gdy nadal zastanawiałam się, czy naród to jednostki czy ogół, a może dwa ogóły, wsłuchałam się w słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który w swoim wystąpieniu podkreślił, że „naród to pewna całość”. Odetchnęłam z ulgą.

 

 

Zdjęcia: M. Warchoła – Rafał Zambrzycki/Kancelaria Sejmu, D. Tarczyńskiego – Rafał Guz/PAP, M. Horały – Piotr Olejarczyk/Onet, A. Dudy – Rafał Guz/PAP

Muszka Smokingowa Prezydenta Dudy

Jednym z przedmiotów licytowanych podczas 26. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy była muszka smokingowa głowy państwa, dumnie nazwana Muszką Smokingową Prezydenta Andrzeja Dudy.

muszka smokingowa
źródło: amjphotography.pl

Umiłowanie przez rodaków dużych liter przekracza wszelkie bariery zdrowego rozsądku. Zasadę pisowni, wedle której zdecydowaną większość wyrazów w języku polskim powinniśmy zapisywać małą literą, współbracia uznali za zgrzybiałą i anachroniczną i gdzie tylko się da puszczają wodze fantazji. W sklepach kupujemy Cukier Biały, Kawę Zbożową, Prawdziwy Chleb i wiele innych Artykułów Pierwszej (i Nie Pierwszej) Potrzeby, możemy także wykupić Ferie Zimowe w Promocji, dzięki różnym portalom dowiadujemy się, jak zapewnić sobie Zdrowie w Praktyce lub jak powinna zachowywać się Panna Młoda w Dniu Ślubu. Kupujemy Najlepsze Tonery w Polsce, możemy Wycenić i Zamówić Taniej Długopisy Reklamowe, a w wolnej chwili poczytać „Przygody Pana Kleksa” lub „W Pustyni i w Puszczy”. Niektórzy zaglądają do Słowników Polsko-Angielskich lub Polsko-Francuskich, przesyłamy sobie Najlepsze Życzenia, pewne Firmy Zapewniają Bezpieczeństwo i Zaufanie… Ręce opadają.

Makaron Cztero Jajeczny i „Sztuka Kochania”

Urzędniczo-dziennikarskie poletko również porasta nowinkami. Posłowie obradują w Sejmie, Senatorzy w Senacie, ministrowie stali się Ministrami, w ulicznych burdach interweniuje Policja, a w placówkach dyplomatycznych pracują Ambasadorowie. Zawieramy także Umowy, według których jesteśmy Stronami lub czegoś Uczestnikami, a w sklepach jesteśmy Klientami. Konkursy rozstrzyga Profesjonalne Jury (do niedawna jury składało się z założenia z profesjonalistów, teraz profesjonalizm to rzadkość, a więc jego obecność należy podkreślić), korporacjami i restauracjami zarządzają Menedżerowie, a sprawami pracowników zajmują się Specjaliści DS Zasobów Ludzkich.

Przypływ uczuć patriotycznych w narodzie też ma swoje przełożenie na pisownię: biało-czerwona jest Polską Flagą, hymn stał się Naszym Hymnem Narodowym, a w licznych pisemnych wypowiedziach przywoływane jest Polskie Godło. Długie lata sądziłam, że jestem po prostu Polką, teraz dowiaduję się, że przynależę do Narodu Polskiego, a o moje prawa obywatelskie dba Państwo Polskie. Tromtadracja, tak mnie i wielu innym niemiła, święci triumfy. A Gombrowicz w grobie się przewraca.

Ekskluzywne badanie

ekskluzywne badanie
źródło: tvn24.pl

Słowo ekskluzywny robi oszałamiającą karierę.

Znany psycholog społeczny, nauczyciel akademicki i profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, Janusz Czapiński, w telewizyjnym wywiadzie powołał się na wyniki ekskluzywnego badania. Zamarłam. Nie pierwszy raz słyszę z profesorskich ust słowa, które wywołują u mnie nerwowy tik. Na przykład profesor Tomasz Nałęcz swego czasu informował społeczeństwo, że w trakcie rozmowy przewodniczącego Rady Europejskiej i prezydenta Andrzeja Dudy, gdyby do niej doszło, „Donald Tusk mógłby skonsumować swoją pozycję”.

Dlaczego Donald Tusk miałby konsumować, a nie wykorzystywać swoją pozycję? Moda na wprowadzanie do naszego języka angielskich znaczeń podobnie brzmiących słów kwitnie. Nie tylko profesor Nałęcz polubił inne od dotychczasowego znaczenie słowa konsumpcja. Dziennikarze i politycy wręcz prześcigają się w ustalaniu, co można skonsumować. Otóż, jak się okazuje, wiele: nastroje społeczne, nowele ustawy, władzę sądowniczą, poprawki do ustaw, a także przeróżne treści. Angielskie to consume można tłumaczyć na wiele sposobów, co rodacy ochoczo wykorzystują, tworząc przedziwne komunikaty.

Ochoczo także rekomendują, a nie zalecają. Rodzime rekomendować, czyli ‘wydawać o kimś pozytywną opinię, zachęcać kogoś do skorzystania z jakiejś rzeczy lub usług jakiejś osoby’ zlało się z to recommend, czyli polecać, zalecać. A ostatnimi czasy wiele zaleceń, nazywanych coraz częściej rekomendacjami, wydała polskiemu rządowi Unia Europejska.

Z pewnością badania przeprowadzane pod egidą profesora Czapińskiego nie są ani rzadkie, ani przeznaczone dla wąskiej grupy osób, ani eleganckie lub luksusowe. Nie są także wyłączne, jako że angielski przymiotnik exclusive ma również takie znaczenie. Od jakiegoś czasu tabloidy donoszą o ‘ekskluzywnych wywiadach’ i ‘ekskluzywnych kontraktach’. Piszący tam dziennikarze ‘wywiad na wyłączność’ lub ‘kontrakt na wyłączność’ uznali za zbyt swojski, a może nawet zgrzebny, i postanowili, idąc z duchem czasu, uwspółcześnić te wyrażenia.

Słowo ekskluzywny robi oszałamiającą karierę. Ekskluzywne bywają promocje, linie perfum, samochody, sklepy, bielizna, buty, zdjęcia, smartfony, żele pod prysznic, koncerty, premiery, a nawet sejfy, płoty, remonty, odzież robocza  i… domy pogrzebowe. Słowniki synonimów podają różne współczesne odpowiedniki tego przymiotnika: wyrafinowany, elitarny, wyjątkowy, komfortowy, doborowy, luksusowy, pełen przepychu, uprzywilejowany, wykwintny. Co miał na myśli profesor Czapiński, nazywając badanie ekskluzywnym? Nie udało mi się rozwiązać tej zagadki.

Utwórz order, zatwierdź order

Chyba wszyscy powinniśmy obowiązkowo zdać egzamin z angielskiego. Bez znajomości  tego języka coraz trudniej w Polsce funkcjonować.

orderW nowej telewizyjnej reklamie Powszechnej Kasy Oszczędności Banku Polskiego, czyli PKO BP, uśmiechnięty przedsiębiorca, klient tego banku, dokonuje przelewu, korzystając z konta internetowego. Na stronie banku klika polecenie „Utwórz nowy order”, a następnie tenże order zatwierdza i zadowolony udaje się do dalszej pracy. Interes kwitnie.

Przypuszczam, że zarząd banku zakłada, że bankowy interes też będzie kwitł, gdy zamiast zużytego polskiego słowa zlecenie użyje się świeżego angielskiego order. Na swojej stronie internetowej przedstawiciele banku wyrażają troskę o klientów niesłyszących, proponując im pomoc tłumacza języka migowego (o, przepraszam, rozpędziłam się, trzymając się starych i wysłużonych nawyków – chodzi oczywiście o Tłumacza Migowego, jakżeby inaczej). Szkoda, że nie proponuje również usług Tłumacza Języka Angielskiego. Współpraca z nim przydałaby się wielu klientom tego banku.

Powszechna Kasa Oszczędności z dumą podkreśla, że jest bankiem z polskim kapitałem. Działające przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Narodowe Centrum Kultury od kilku lat prowadzi kampanię „Ojczysty – dodaj do ulubionych”, aktualnie wspartą programem dotacyjnym pod tą samą nazwą, rząd przeprowadził głośną akcję repolonizacji banków (świat idzie z postępem: kiedyś repolonizowano wynarodowioną ludność, teraz za wynarodowione uznano banki), ale marketingowcy PKO BP postanowili nie przejmować się patriotycznym nakazem. Uważam, że należy im się order. Order Bezmyślności.

Generalnie życie jest trudne

Wytrwale poddajemy się kolejnym językowym modom.

Mody z czasem się zmieniają. Kiedyś ich głównym źródłem były wypowiedzi spikerów telewizyjnych i prowadzących programy informacyjne, dziś prym wiodą zapraszani do telewizji politycy i eksperci. Co z tego, że słuchanie oratorskich popisów wielu z nich powoduje u wrażliwców ból brzucha, skoro ciągle u ludzi umiarkowanie wykształconych panuje przekonanie, że słowa padające z telewizyjnego okienka są słowami elity i używając ich, w jakiś magiczny sposób dostają się na salony. Tyle że słowem elita przestaliśmy nazywać wyróżniającą się pozytywnie w jakimś środowisku grupę ludzi…

Zapożyczone od Lecha Wałęsy w tym temacie weszło do języka i przestało śmieszyć, tylko i wyłącznie nie denerwuje, gadające telewizyjne głowy wiedzą na dzień dzisiejszy coś, co de facto nie budzi ich zdziwieniabardzo często wątpią w sens tego, co mówią przez jakby i jak gdyby wtykane co rusz w wypowiedź, choć wygląda na to, że nie zdają sobie z tego sprawy. Bardzo też lubią generalizować.

Moda na generalnie zyskała wielu zwolenników. Ogólnie, powszechnie, całkowicie, zasadniczo, w zupełności, zupełnie zostały odesłane do lamusa, królowanie rozpoczęło generalnie. Występujący w telewizyjnych studiach politycy i eksperci generalnie mają rację, tworzą generalnie trafne koncepcje lub generalnie zgadzają się z przedmówcą. Czasami też generalnie są czymś znużeni. Oczywiście telewizyjny lud to „kupuje” i tworzy własne warianty:

  1. Pewien pan generalnie nie jest w stanie przyjąć jakiegoś stanowiska.
  2. Właścicielka pewnego baru stwierdza, że konsumpcja generalnie spada.
  3. Ktoś inny generalnie ma swoje zasady.
  4. A jeszcze ktoś inny generalnie mówiąc z czymś się nie spotkał.

Są też tacy, którzy generalnie nadużywają alkoholu. A mnie generalnie coraz trudniej tego słuchać.

generalnie
fot. Justin Lane/PAP/EPA

Ps. Swój wkład w utrwalenie mody na generalnie zaznaczył właśnie prezydent Andrzej Duda, który na konferencji prasowej po wystąpieniu w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku stwierdził, że „chciałby generalnie, żeby ONZ zwiększyła swoją aktywność w przestrzeni bezpieczeństwa światowego”.

 

Caritas jest kobietą

Przy okazji 26. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odżyły dyskusje o wyższości WOŚP nad Caritas lub Caritas nad WOŚP. 

CaritasDziennikarze piszą o złym Owsiaku i dobrym Caritasie (albo odwrotnie), o księżach z Caritasu, pracownikach Caritasu, braku raportów Caritasu, rodzinach, które zamieszkały w Caritasie, o skuteczności Caritasu, zastanawiają się, jak wygląda sytuacja w Caritasie. Mnie wszystko boli, gdy widzę lub słyszę męskie końcówki w odmianie nazwy tej zasłużonej organizacji. Sama Caritas Polska nigdy tego nie robi. W jej komunikatach caritas (to łacińskie słowo rodzaju żeńskiego oznacza m.in. ‚uszanowanie, szacunek, miłość, miłosierdzie’) zawsze jest kobietą.

Podobnie cierpiałam, gdy swego czasu działała w Polsce prawicowa partia polityczna Libertas. Czytałam i słyszałam o działaniach Libertasu, o kłopotach z rejestracją Libertasu, docierały do mnie wieści o tym, co w Libertasie się dzieje, krytykowano rzekome promowanie Libertasu w TVP. Libertas po łacinie oznacza ‚wolność, wolnomyślność, nieskrępowane życie’ i również jest rodzaju żeńskiego. I choć językoznawcy uznają odmienianie caritas i libertas według męskiego wzorca (jak hałas, szałas, głuptas), buntuję się. Ja ciągle będę pisać i mówić ta Caritas, o tej Caritas i nie obdarzę sympatią tych, którzy zapiszą się do Libertasu, a nie do Libertas. Nie wybiorę się też do Wenusa, planetarium w Zielonej Górze, choć czynią tak niektórzy mieszkańcy tego miasta. Kupię bilet do Wenus. Ryzykuję, że zostanę uznana za dziwaczkę, ale trudno. Łacina jest mi bliska i odrywanie słów od korzeni, tak ostatnio popularne, trudno mi zaakceptować.

A zarówno Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jak i Caritas pomagają ludziom i ustawianie tych organizacji po dwóch stronach barykady nie ma sensu.