Propozycja ciekawa intelektualnie

„Propozycja ciekawa intelektualnie” – tak pomysł wicepremiera Jarosława Gowina, by rodzice dysponowali nie tylko głosem własnym, ale też głosem swoich dzieci, skomentował europoseł Ryszard Czarnecki.

propozycja ciekawa intelektualnie
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Zawsze z uwagą nasłuchuję, co ma on do powiedzenia na nurtujące opinię publiczną tematy, bo zdolności retoryczne posiadł pan poseł niewątpliwe. I zawsze jestem pod wrażeniem: dużo słów, mało treści, za to ciekawe figury stylistyczne. Zastanawiałam się już kiedyś, co może znaczyć „bardzo profesjonalne zachowanie podczas głosowania” (to o głosowaniu nad odwołaniem z funkcji premier Szydło). Podnoszenie ręki jest czy nie jest bardzo profesjonalne? A może bardziej profesjonalne jest takie głosowanie, którego nikt nie widzi? Pan Czarnecki był pełen uznania dla pani Szydło w tych trudnych chwilach i uznał, że pokazała „piękną klasę”, przy czym nie wyjaśnił, kiedy klasa jest, a kiedy nie jest piękna. Teraz znów zaskoczył. Wysilam z ciekawości intelekt i za nic nie potrafię pojąć, co znaczy, że coś jest ciekawe intelektualnie. Ale z pewnością pan poseł jest intelektualnie wygimnastykowany, skoro sięga po tak interesujący pakiet środków wyrazu artystycznego.

Pełna podziwu jestem także dla zdolności retorycznych prezydenta Andrzeja Dudy. „Dziękuję, że mogłem dotknąć olimpijskiego medalu! Proszę Państwa, to jest wielka sprawa, że mogłem dotknąć go dosłownie dzisiaj i że mogłem go dotknąć dlatego, że został zdobyty, tak samo jak wszystkie pozostałe” – powiedział do skoczków narciarskich podczas Gali Olimpijskiej. W jaki sposób dotyka się czegoś dosłownie? Nie wiem. Ale cieszę się, że pan prezydent mógł dotknąć medalu dlatego, że został zdobyty.

propozycja ciekawa intelektualnie
fot. tvn24/x-news

Ciekawe intelektualnie są fragmenty wystąpienia prezydenta Dudy podczas Dni Przyjaźni Polsko-Węgierskiej:
„Moje pokolenie dumne jest z pokolenia moich dziadków i moich rodziców, którzy wtedy szli i oddawali krem dla Węgrów, żeby pomóc, i władza tego nie blokowała, bo tego nie dało się zablokować. Bo to byłoby dla nich zbyt groźne. Jest ta solidarność pomiędzy naszymi narodami, jest ta przyjaźń. Przyjaźń, tak jak powiedziałem, oparta na więzach krwi, więzach przyjaźni, przyjaźń która liczy sobie 1000 lat”.

„Rozwijajmy Panie Prezydencie infrastrukturę, niech łatwiej będzie dojechać z Polski, z Małopolski do Budapesztu  i w inne miejsca. Niech turyście przyjeżdżają, niech się spotykają, niech piją razem wino w Tokaju, i w innych miejscach na Węgrzech, niech przyjeżdżają do Krakowa, do Warszawy, do Polski nad morze. Bardzo serdecznie Was zapraszamy, drodzy przyjaciele, jesteście zawsze mile widziani. My dziękujemy za to dzisiejsze zaproszenie, Boże zbaw Węgry i obdarz ich swoimi łaskami. Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”.

No cóż, dzięki nagraniu przemowy podczas uroczystości na Uniwersytecie w Rzeszowie wiemy, że pan prezydent ciągle się uczy.

Cytaty (z zachowaną pisownią) za www. prezydent.pl

Vox populi, vox Dei

Vox populi, vox Dei – tą łacińską sentencją prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zakończył swoje wystąpienie w sprawie bulwersujących opinię publiczną nagród dla członków rządu, informując o obniżeniu wynagrodzeń posłów, senatorów i samorządowców. Zapomniał przy tym o jednym – o akcencie.

Jarosław kaczyński, vox populi, vox dei
fot. Konrad Żelazowski, wp.pl

Słuchanie niektórych wypowiedzi osób publicznych przysparza mi często mąk niemal czyśćcowych, bo albo w obcych słowach kładą one akcent – jak prezes Kaczyński – zgodnie z zasadniczą polską normą na DRUgą syLAbę od KOŃca (pan prezes powiedział „po polsku” vox poPUli zamiast vox POpuli), albo polskie słowa akcentują tak, jakby pochodziły z języka obcego, czyli wyróżniają trzecią sylabę od końca. Wiadomo: Polak (najczęściej jest to niestety dziennikarz telewizyjny, a jego sposób mówienia staje się wzorem do naśladowania) potrafi.

Do rozpaczy doprowadza mnie sącząca się zewsząd NAuka. Czy ktoś mówi NAukowiec, NAuczyciel, NAuczycielka albo wspomina o NAuczaniu? Mogę sobie dać rękę uciąć, że nie. Ale co tam LOgika, NAuka brzmi dumnie i już. Dumnie i zagranicznie brzmi także biBLIOteka. Nagłe a niespodziewane to zjawisko: wielu ludzi po latach hurtem doszło do wniosku, że to polskie słowo jest obce. (Ze smutkiem słuchałam Krystyny Jandy, która w Białej bluzce szła do biBLIOteki). A na pierwsze miejsce w rankingu niepolskiego akcentowania polskich słów wspięła się oKOlica. Szczyt popularności zdaje się minął, ale gdzieniegdzie jeszcze słychać tę szlachetną wymowę.

Wracając do łaciny: w filmie nad filmami, będącym adaptacją „Pana Tadeusza”, przy którym pracowało wielu ekspertów, Bogusław Linda, czyli ksiądz Robak, i Daniel Olbrychski, czyli Gerwazy, z namaszczeniem działają pro puBLIco bono. Na liście specjalistów zabrakło, jak było słychać, łacinnika, a na planie filmowym nie znalazł się nikt, kto połączyłby rePUblikę z PUblico. Jak akcentować słowo republika wiedział doskonale nieodżałowany Grzegorz Ciechowski – pamiętam, że na jubileuszowym koncercie w Opolu zawstydził prowadzącego, który niestrudzenie podkreślał znaczenie zespołu RepuBLIka.

Dziennikarze z uporem mawiają też LIceum i MUzeum. W słowniku można by znaleźć proste wyjaśnienie, że liCEum i muZEum to słowa przejęte z greki i łaciny razem z przynależnym akcentem, ale sprawdzanie to taki ogromny trud… Aż dziw bierze, że – idąc za ciosem – dziennikarze nie próbują mówić GIMnazjum. Minister Zalewska postanowiła ukrócić rozterki tych, którzy rozważali ten pomysł.

Totumfacki – rewitalizacja

Konkurs na najpiękniejsze polskie słowo, ogłoszony przez Bibliotekę Śląską w Katowicach z okazji ustanowionego przez UNESCO Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, uświadomił mi, jak wiele starych słów niespodziewanie zyskuje nowe życie. Jednym z nich jest totumfacki.

Wbrew pozorom to rzeczownik. Choć ma źródłosłów łaciński (fac totum – rób wszystko), przez lata zadomowiony był w polszczyźnie. Dawniej totumfacki był zaufanym sługą gospodarza, jego prawą ręką, przełożony zlecał mu wykonanie najważniejszych i poufnych spraw. Był więc także powiernikiem, zausznikiem, dobrym kolegą i bratem łatą. Z czasem słowo to zaczęto łączyć z brzydszymi cechami: oznaczało osobę zaufaną, bez sprzeciwu wykonującą zlecenia zwierzchnika, która czasami wręcz się podlizuje, żeby uzyskać jego przychylność. W wydanym pod koniec XIX wieku Słowniczku wyrazów obcych Michała Arcta można znaleźć taką definicję: ‘totumfacki ł. zaufany sługa, jakby rodzaj powiernika, który ma prawo rozporządzać się w czyim domu, prawa ręka gospodarza; natrętny pieczeniarz, podejmujący się wszelkich usług’. Dodam, że pieczeniarz to ‘człowiek mający skłonności do żywienia się cudzym kosztem, lubiący dobrze zjeść na cudzy koszt; darmozjad’.

Nawet niezbyt uważni obserwatorzy obecnego życia politycznego dojdą do wniosku, że totumfackich ci u nas bez liku. Pierwsze miejsce w rankingu z pewnością mógłby zająć pewien znany wszystkim młody człowiek, który –  działając w imieniu szefa – brał na siebie trudne zadanie zwalniania z posad zasłużonych generałów, ale na usta ciśnie się wiele innych nazwisk, głównie związanych z partią rządzącą.

Ujawnione właśnie premie dla ministrów, pracowników kancelarii prezydenta i premiera, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i wielu innych związanych z rządem instytucji oraz wydatki pracowników Ministerstwa Obrony Narodowej ze służbowych kart kredytowych pozwalają domniemywać, że na rewitalizację zasługują także słowa sybaryta i birbant. A wyrażenie królowie życia w świecie polityki nigdy nie wyjdzie z obiegu.

Ps. Warto zauważyć, że drugie miejsce w konkursie na najpiękniejsze polskie słowa zajął ancymonek, a wśród niepięknych wyróżniono słowo szpanować. Znaki czasów.

„Pochylić się” brzmi dumnie

Posłowie, i to nie tylko obecnej kadencji, a także członkowie rządów: obecnego i poprzednich, urzędnicy wszystkich szczebli, dziennikarze, osoby publiczne i tak zwani zwykli ludzie bardzo lubią pochylać się.

Posłowie pochylają się nad ustawami i konsekwencjami ustaw, nad sytuacjami, problemami i zagadnieniami, a także nad okolicznościami i kontekstami. Wielu gorąco nawoływało, by pochylić się nad losem imigrantów.

Prezydent Andrzej Duda w trakcie kampanii wyborczej mówił, że państwo polskie powinno bardziej pochylić się nad rodzinami, teraz głosi, że warto pochylić się nad nową konstytucją.

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik twierdzi, że warto pochylić się nad prawem o stowarzyszeniach i rozważyć zmianę przepisu, który mówi o możliwości delegalizacji niektórych stowarzyszeń.

Przedstawiciele opozycji parlamentarnej apelowali, by minister Zbigniew Ziobro i prezes Kaczyński  ponownie pochylili się nad zmianami w Sądzie Najwyższym.

Jerzego Owsiaka dwa finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy poświęcone pediatrii zmobilizowały do tego, „by praktycznie pochylić się nad tematem” braku łóżek dla rodziców na szpitalnych oddziałach dziecięcych.

Organizacje humanitarne pochylają się nad losem ubogich i bólem człowieka, nad bezdomnymi oraz nad znaczeniem słowa braterstwo, a pewne stowarzyszenia – nad zachowaniami dyskryminacyjnymi jako problemem systemowym i mechanizmem wykluczenia całych grup społecznych.

Zastanawiający się nad sensem życia proponują, by pochylić się nad codziennością, nad jej bogactwem, złożonością i kolorytem oraz nad odwiecznym dylematem: serce czy rozum?

Historycy pochylają się nad fenomenem nowożytnego państwa polskiego na tle powszechnym, a poloniści nad poezją Herberta.

Troszczący się o przyrodę pochylają się nad stanem polskiego morza oraz nad losem naszych skrzydlatych przyjaciół.

Pewien sołtys twierdzi, że trzeba pochylić się nad sprawą niedrożnych rowów melioracyjnych, a radni jednego z polskich miast proponują, by pochylić się nad tymże miastem jako pojęciem i konkretnym bytem w przestrzeni oraz nad pomysłem utworzenia miejskiej wypożyczalni rowerów i uchwałą o darmowej komunikacji dla dzieci.

Agencja Rolna i Restrukturyzacji Rolnictwa apeluje, by rolnicy pochyli się nad pewnymi dokumentami.

Inwestorzy pochylają się nad problemem, nad którymi akcjami warto pochylić się w pierwszej kolejności, a architekci wnętrz zastanawiają się, jak umiejętnie pochylić się nad przestrzenią dziecięcą.

Podczas pewnej konferencji pochylano się nad zagadnieniami męskiej płodności w kontekście zdrowia rodziny i społeczeństwa.

Nad losem dań niedojadanych w restauracjach pochyliła się swego czasu sieć hurtowni spożywczych Makro Cash and Carry, której klientami są w dużej mierze kucharze i właściciele lokali gastronomicznych.

Zoolodzy postanowili pochylić się nad nietypowym zagadnieniem. Mianowicie: po co pandzie łaty?

Niektórzy pochylają się nawet nad andrzejkową wróżbą i kolędą.

A gdyby tak wszyscy wyżej wymienieni i niewymienieni przestali się pochylać, a zaczęli interesować się, zastanawiać, rozważać, angażować w coś, rozpatrywać, zajmować się, analizować, badać, kalkulować, omawiać? Ale to chyba zbyt trudne.

Tabletki, kapsułki i kompresy

Ciekawych rzeczy można dowiedzieć się ze spotów reklamowych leków, wyrobów medycznych i suplementów diet. Głównym ich celem  jest informowanie o tych specyfikach oraz zachęcanie do ich stosowania, a co za tym idzie – kupowania. Efektem ubocznym jest pobudzanie odbiorców do śmiechu.

tabletki, kapsułki
źródło: https://mediweb.hnonline.sk

Branża farmaceutyczna jest najbardziej reklamowaną branżą w Polsce. Przy spotach reklamowych pracują sztaby ludzi, jak wieść gminna niesie – sowicie opłacanych, nic więc dziwnego, że ludzie ci dwoją się i troją. Wiele wysiłku wkładają w to, by podbić  walory farmaceutyku, uwznioślić jego działanie, a przede wszystkim – udziwnić.

Kobiety w pewnym wieku dowiadują się dzięki reklamom, że w ich życiu pojawia się menopauza. Pojawienie się menopauzy to niezwykłe wydarzenie, ale przemysł farmaceutyczny jest gotowy na takie przypadki. Nieproszonemu gościowi należy podać odpowiednie tabletki i skutek wizyty z pewnością będzie łatwiejszy do zniesienia. A skoro o tabletkach mowa: z pewnością większość tych, którzy stosują zaordynowaną przez lekarza terapię będzie zdziwiona odkryciem, że przyjmuje leki w wygodnej formie tabletek. Przyjmujący farmaceutyki w płynie są w znacznie gorszej sytuacji.

Głównym zajęciem tabletek jest skoncentrowanie na działaniu. Niektóre tak bardzo się koncentrują, że dobrze wchłaniają się bez połykania. Nieskoncentrowane na działaniu i wchłaniające się wskutek połykania wyprodukowała zapewne konkurencyjna firma i do niczego się nie nadają. Wysoką wchłanialność zapewniają także niektóre kapsułki – to takie, które mają zaawansowaną technologię.

Krew zmroziła mi informacja, że niektóre tabletki mają rdzeń. Uspokoiłam się, gdy dowiedziałam się, że rekordowo szybko się rozkłada. Ale co należy zrobić z otoczką rdzenia: wypluć czy połknąć? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Dręczy mnie także inne pytanie: co mają począć ci, u których nie funkcjonuje odporność. Bo zachwalane są tylko specyfiki, które wspierają funkcjonowanie odporności.

Od rewelacji, których pełno w reklamach farmaceutyków, może rozboleć głowa. Trzeba wtedy sięgnąć po kompres nowej generacji – natychmiast zaaplikuje zimno.

 

„Chlebodawca” premiera Morawieckiego

Szef rządu, premier Mateusz Morawiecki, w Ogólnopolskim Dniu Sołtysa złożył gospodarską wizytę w Przysusze.

chlebodawca
źródło: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

Na tle wyświetlanych na ekranie sielskich obrazków wzruszeni przedstawiciele stanu sołtysiego, wyrażając opinię pobratymców zgromadzonych w liczbie tysiąca w małym mieście koło Radomia w województwie małopolskim, dziękowali rządowi za dobrą politykę, a sam premier wygłosił takie oto słowa:

„Kłaniam się Wam nisko jako polskim chlebodawcom i tym, którzy dbają o rozwój polskiej wsi i poprzez to o rozwój całej Polski”.

Dawno, dawno temu chlebodawcą nazywano tego, co daje wyżywienie, utrzymanie, ale dla współczesnego przeciętnego chleba zjadacza to znaczenie jest już odległe. Dziś chlebodawca to ten, co daje pracę. Praca oczywiście bezpośrednio prowadzi do chleba jako podstawowej jednostki wyżywienia pracobiorcy, ale ten, mało zorientowany w historii języka, mógłby poczuć się skonfundowany takim  prostym przełożeniem. Powody konfuzji byłyby uzasadnione, wszak pan premier ostatnimi czasy wielokrotnie, a i w samej Przysusze, udowodnił, że język ojczysty nie jest jego miłością, nie wszyscy więc są pewni, że użycie słowa chlebodawca w niegdysiejszym znaczeniu było zamierzone.

Premier Morawiecki w dalszej części wystąpienia zapewniał słuchaczy, że dla rządu „jest Polska od A do Z, od akceptacji do zwycięstwa dla wszystkich gmin, dla wszystkich powiatów” oraz że „jeżeli zapomnimy o polskiej wsi to niech uschnie nasza prawica”. Krytykując poprzedników, powiedział między innymi: „Pierwsze 15 lat zwłaszcza po rozpoczęciu zmian do roku 2004, do przystąpienia do Unii Europejskiej wieś miała praktycznie cały czas pod górkę”. Jakże piękne to słowa! Wieś praktycznie mająca pod górkę jest urzekająca. Lud pracujący wsi (czyli suweren obszarów wiejskich) powinien docenić pana premiera za to, że stara się mówić językiem prostych obywateli. A ja złośliwie zapytam: czy rzeczona wieś teoretycznie też miała pod górkę, czy tylko praktycznie?

Trzeba przyznać, że premierostwo to ciężki kawałek chleba.

 

*Cytaty, z zachowaną pisownią, za www.premier.gov.pl

Demokracja, dewastacja i inne de-

 

Od czasu, gdy władzę objęło Prawo i Sprawiedliwość, wzrosło zapotrzebowanie na używanie słów zaczynających się na de-.

demokracja
fot. Rafał Zambrzycki/www.sejm.gov.pl

Zaczęło się od demokracji. Słowo to było na ustach polityków wszystkich partii, choć z wymiany zdań wynikało jasno, że kryje się za nim jedno z najbardziej wieloznacznych pojęć. Demokracja stała się słowem-kluczem nieustających sporów – by łagodnie określić to, co działo się w sejmie i poza nim – i jednym z najczęściej w nich przywoływanych.

Potem nastąpił wysyp: delikt (konstytucyjny), demontaż (państwa prawa), destrukcja, dewastacja, destabilizacja, dezorganizacja. Oczywiście, w zależności od punktu widzenia (i przynależności partyjnej) opinie bywały różne: to, co dla jednych było deliktem, dla drugich było korzystaniem z prerogatyw; to, co dla poniektórych było demontażem państwa prawnego, dla innych było próbą zakwestionowania wyniku demokratycznych wyborów z października 2015 roku. Także destrukcja, dewastacja i destabilizacja okazały się pojęciami wieloznacznymi. Przedstawiciele partii rządzącej o dążenie do destrukcji państwa, jego dewastację i destabilizację oraz dezorganizację życia publicznego oskarżali demonstrujących na ulicach członków KOD i Obywateli RP, ci zaś mieli całkowicie odmienne zdanie. Niektórzy uczestnicy politycznych debat popadali w desperację, próbując przekonać do swoich racji.

Niemal w tym samym czasie królowanie rozpoczęły kolejne słowa-klucze: dekomunizacja i dezubekizacja, podobnie jak wyżej wymienione wywołujące ogromne emocje. O ile oznaczone nimi pojęcia bywały tak samo rozumiane po obu stronach politycznej barykady, o tyle postępujące ich śladem czyny już nie.

Gorące dyskusje wywoływały także decentralizacja i dekoncentracja (mediów). I znów wyraźnie zaznaczyły się różnice w rozumieniu kryjących się za tymi słowami pojęć. Dla decydentów i ich zwolenników oznaczały one dekoncentrację obcego kapitału na polskim rynku medialnym, dla ich przeciwników było to ograniczanie wolności słowa.

Ostatnie dni przyniosły wzrost użycia kolejnego słowa na de-: degradacja. Natychmiast pojawił się także zamiennik: degeneralizacja. Chodzi oczywiście o uchwaloną właśnie przez sejm tak zwaną ustawę degradacyjną. Na mocy tej ustawy osoby, które będąc w organach bezpieczeństwa państwa, działały na rzecz podtrzymywania reżimu komunistycznego oraz na szkodę państwa polskiego, zostaną pozbawione stopni oficerskich i podoficerskich. Złośliwcy pytają, kiedy kolej na karierę następnego słowa: dezorderyzacja.

A teraz posłużę się dedukcją: przypuszczam, że rodacy, porównując stan swoich kont bankowych z ministerialnymi po informacjach o wysokich nagrodach dla ministrów, wiceministrów i pracowników kancelarii prezydenta, często będą używać słowa debet.

 

Warunkowość, dostępność i inne -ości

Polscy politycy nad wyraz ukochali słowa kończące się na -ość. Ostatnio takimi gorącymi słowami są warunkowość, dostępność i praworządność. Chodzi o powiązanie rozdziału kwot z unijnego budżetu z przestrzeganiem wartości Unii Europejskiej w krajach członkowskich.

warunkowość
fot. Radek Pietruszka/PAP

„Nie należy wykluczyć tego, że w ramach debaty o budżecie będzie podjęty temat warunkowości dostępności środków unijnych dla poszczególnych państw” – stwierdził Konrad Szymański, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. A premier Mateusz Morawiecki po nieformalnym szczycie w Brukseli dodał: „Co do tej warunkowości mogę powiedzieć, że dzisiaj praktycznie za bardzo nie stanowiło to jakiegoś tematu gorąco dyskutowanego. W kilku głosach pojawiła się ta warunkowość, ale w bardzo różnym kontekście. Ja sam zresztą podkreśliłem, że warunkowość jest bardzo dobrym pomysłem potencjalnie, ale może być ona zależna od bardzo obiektywnych kryteriów”. Na tym litościwie skończę cytowanie wypowiedzi premiera, wyraźnie bowiem widać, że język ojczysty nie jest jego miłością. Przypomnę jedynie, że przyczyną warunkowości dostępności jest praworządność.

Elokwencję polityków pobudzają kolejne procesy legislacyjne i ważne wydarzenia. Podczas dyskusji o reformie sądownictwa z ust pracowników kancelarii prezydenta i premiera nie schodziły słowa sprawiedliwość i praworządność, a sam prezydent z pasją informował, że chce pogłębiać demokratyczność. Ostatnio słowami-kluczami wyzwalającymi silne emocje, związanymi z projektem ustawy dotyczącej życia publicznego, a firmowanej przez szefów służb z założenia działających niejawnie, są jawność i transparentność. Doprowadzenie Władysława Frasyniuka w kajdankach do prokuratury spowodowało natomiast, że często przywoływane było słowo równość (wobec prawa).

Wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej zadomowiły się u nas innowacyjność i konkurencyjność. Wszelkie inwestycje, a także produkty, procesy, usługi, maszyny, urządzenia, opakowania, dystrybucja, organizacja pracy, a nawet strategia cenowa (!) i promocja stały się natychmiast innowacyjne i konkurencyjne. Ba, okazało się, że nawet sposoby rekrutacji pracowników mogą być innowacyjne, co wpływa oczywiście na konkurencyjność.

Pobudzona licznymi -ościami, składam wniosek, którego źródłem jest racjonalność: partia rządząca, dostosowując się do obecnych tendencji, powinna zmienić nazwę. Prawość i Sprawiedliwość brzmi innowacyjnie.

 

„Perpetrators” i „bajka o Zagładzie”

Głośno ostatnio o wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, w której użył on słowa perpetrators w odniesieniu do Żydów, Polaków, Ukraińców, Rosjan i Niemców. To, że słowa mają duże znaczenie, zwłaszcza w świecie polityki, nie trzeba nikogo przekonywać. To akurat wywołało ogromne poruszenie na całym świecie.

W polskich mediach słowo perpetrators było tłumaczone na zbrodniarze, sprawcy, a także – kolaboranci. Każde niesie z sobą inny ciężar gatunkowy, co można dowolnie wykorzystywać w interpretacji. Dyskusji na temat tej wypowiedzi co niemiara, a ranga sprawy jest niebagatelna. Rozmówcy, pamiętając o burzy wywołanej konstatacją premiera, powinni starannie dobierać słowa, tymczasem niektórzy lekce je ważą.

perpetrators, dr Ewa Kurek
fot. Twitter TVP Info

TVP Info zaprosiła doktor Ewę Kurek, badaczkę stosunków polsko-żydowskich. Nie mam zamiaru polemizować z jej poglądami ani podważać historycznych faktów, chcę zwrócić uwagę na słowa. Niedawno wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówił o wrabianiu Polski w Holokaust, co spowodowało, że zabrakło mi tchu. W debacie publicznej, w tak ważnej sprawie TAKI język? Teraz pani doktor w licznych dostępnych w Internecie wywiadach mówi o stworzonej przez Żydów bajce o Zagładzie, twierdzi, że została uruchomiona masowa produkcja żydowskich kłamstw oraz że zrobili oni genialny PR na swojej Zagładzie. Przypomina także stworzone przez Andrzeja Niemojewskiego, poetę, pisarza i publicystę okresu Młodej Polski, skądinąd zabawne, określenie polskiego filosemity – „dwużydzian Polaka”. Doprawdy niezwykle cenne to sformułowania, wygłoszone w czasie krajowych i międzynarodowych napięć.

W programie O co chodzi, prowadzonej przez inną panią doktor, Magdalenę Ogórek, zapytana o rolę obywateli ojczyzny Hitlera w Holokauście, doktor Kurek, jak naukowcowi przystało, powiedziała: „Austriacy wyszli na czysto”, a broniąc słów premiera, stwierdziła „Jesteśmy w momencie być albo nie być”, co prowadząca potwierdziła: „Jesteśmy w momencie kulminacyjnym”. Domyślam się, co obie panie miały na myśli, ale wydaje mi się, że Szekspira bardzo zdziwiłaby taka trawestacja najsłynniejszego w historii literatury monologu.

Miej proporcje, Mocium Panie

„Miej proporcje, Mocium Panie. To powiedzenie z Zemsty Aleksandra Fredry pasuje do wrzasków totalnej opozycji o rzekomej izolacji Polski w Europie. Kompletnie przeczą temu fakty” – napisał na swoim blogu europoseł, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki.

miej proporcje, mocium panie
fot. Wojciech Kusiński/Polskie Radio

Kolejny raz zadumałam się nad beztroską polityków. Cytat ma to do siebie, że powinien być dokładny. W rzeczywistości Cześnik oczekuje od Dyndalskiego czegoś innego (Znaj proporcjum, mocium panie”). W innym miejscu o Podstolinie mówi: Ależ wdowa – doświadczona / Zna proporcją, mocium panie”. Te staromodne wyrazy i ich odmiana stanowią współcześnie wielką trudność, ale Polak przecież potrafi. I sięga po różne sposoby, by zabłysnąć. Cytat z Fredry – proszę bardzo, przecież to słynny polski (dziś wypadałoby powiedzieć: narodowy) komediopisarz! A że Zemsty się nie czytało albo tekst zapomniało, a sprawdzają u źródła tylko ci, co mają wątpliwości…

Poseł Czarnecki nieuważnie zaglądał do skarbnicy literatury polskiej i postanowił poprawić autora. Niezalezna.pl z kolei, dostrzegłszy popełnione przez niego błędy, postanowiła poprawić europosła. Publikując jego post, nadała mu litościwie tytuł Znaj proporcje, mocium panie. I tak dobrze, że nie Znaj proporcją, mocium panie, bo i takie zapisy widuję. Miłość do literatury polskiej różne ma imiona. Postanowiłam pójść w sukurs wielbicielom twórczości Aleksandra Fredry i podpowiedzieć, że mocium panie to skrót od miłościwy panie, zakładając, że ta informacja przyda się też kolejnym politykom. Niektórym, nie tylko parlamentarzystom, podpowiem także, że hrabia to nie imię. Może nie będą więc pisać Aleksander Hrabia Fredro.