Natomiast ja sądzę

Rodacy bardzo polubili natomiast, kiedyś używane tylko w oficjalnej, „urzędowej” polszczyźnie. Nic dziwnego, że się podoba, ładne słowo, „dobitne”, dobrze brzmi -st w wygłosie. Tyle tylko, że najczęściej używane jest wbrew znaczeniu. Znowu daje o sobie znać moja męcząca wada – słyszę słowa – i w natomiast słyszę na to miejsce. Spójnik ten powinien łączyć zdania o przeciwstawnej treści, podobnie jak ale, jednak, jednakże, lecz, przecież, raczej, tylko, tylko że, tymczasem, wszakże, zaś, za to. Powinien. Dziś większość ludzi stosuje to słowo jako łącznik, nie rozumiejąc jego znaczenia. I wychodzą dziwolągi.

„Postawy totalne zawsze były mi obce, natomiast ja nie dostrzegam woli kompromisu”. (Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych)

„Nikt nie neguje, że podręcznik był bezpłatny, natomiast nie pomyślano, jakie będą skutki”. (Piotr Dobrołęcki, wydawca)

„Premier to inna sprawa, natomiast ja nie spotkałem się […]”. (Leszek Miller, były premier)

„Chcemy wprowadzić pewne działania, natomiast umówiliśmy się z dziennikarzami […]”. (Stanisław Karczewski, marszałek senatu)

„Nie znam tej sprawy, natomiast w moim głębokim przekonaniu […]”. (Jan Maria Jackowski, senator)

Nie ma dnia, ba, godziny, by nie usłyszeć wymawianego z namaszczeniem słowa natomiast niezgodnie ze znaczeniem. I chyba tego zalewu nic nie powstrzyma.

 

 

 

Zdjęcie R. Sikorskiego: Wojciech Kusiński/PR, P. Dobrołęckiego: PR24/JW, L. Millera: Polskie Radio, S. Karczewskiego: PAP/Jakub Kamiński, J.M. Jackowskiego: PAP/Tomasz Gzell

Nie trwaj, momencie!

fot: Kancelaria Premiera

Pani premier Beata Szydło, gość Wiadomości TVP, tłumacząc, dlaczego rząd nie uwzględni wniosku o referendum w sprawie reformy edukacji, powiedziała, że co prawda referenda są potrzebne, „natomiast w tym momencie mamy szczególną sytuację”.

Moment ma to do siebie, że trwa krótko, można by więc było liczyć, że w następnym momencie sytuacja nie będzie już szczególna i zostanie podjęta inna decyzja. Sądzę, że wielu składających podpis pod wnioskiem o referendum po wypowiedzi pani premier mogłoby żywić taką (płonną) nadzieję. Płonną, bo jakiś czas temu w tym momencie zaczęło zastępować aktualnie i – niestety – pani premier to właśnie miała na myśli. Oczywiście nietrudno domyślić się, że to kalka angielskiego at the moment, co oznacza aktualnie właśnie. W peerelowskiej nowomowie panowało koszmarne na chwilę obecną, które szczęśliwie umarło śmiercią naturalną. Ale rodacy teraz uznali, że stare i wysłużone aktualnie (lub obecnie) pora wysłać na emeryturę i „z żywymi naprzód iść”, czyli – jakżeby inaczej – zaczerpnąć inspirację z anglojęzycznego świata. No i znowu uszy i rozum cierpią.

Nie trwaj, momencie, nie jesteś piękny!

 

Zupełna nieprawda

Bartłomiej Misiewicz, od jakiegoś czasu ulubieniec mediów, przed wejściem do siedziby Prawa i Sprawiedliwości, w której obradowała komisja PiS jemu poświęcona, wygłosił oświadczenie:

„Jest mi bardzo przykro, że dziennik „Fakt”, który po raz kolejny okazał się brukowcem i opisał wczoraj w swoim artykule zupełną nieprawdę, dzisiaj to powtarza. Jest mi tym bardziej przykro, że dziennik „Rzeczpospolita” dopuścił się wczoraj opisania zupełnej nieprawdy„.

Zbaraniałam. To nieprawda może być zupełna i niezupełna? Całkowita i częściowa? Wyrażona w procentach? Ułamkach?

Ciąg dalszy nastąpił. Komisja w osobach Joachima Brudzińskiego, Marka Suskiego, Mariusza Kamińskiego i Karola Karskiego  „po wnikliwej analizie postępowania pana Bartłomieja Misiewicza całkowicie negatywnie oceniła jego postawę”.

Zbaraniałam po raz drugi. Uruchomiłam proces logicznego myślenia i wyszło mi, że można oceniać coś także niecałkowicie negatywnie, czyli tak troszkę negatywnie. Albo troszkę pozytywnie. Albo dosyć pozytywnie, jak powiedział któregoś dnia Grzegorz Miecugow.

Co to się z narodem porobiło, że przestał rozumieć znaczenie słów? Co i rusz słyszę, że czyjeś stwierdzenia są bardzo populistyczne, konkursy powinny być bardzo zobiektywizowane, sprawa jest bardzo kontrowersyjna, jakaś sytuacja bardzo patowa albo bardzo groteskowa, a specjalista powinien być najprofesjonalniejszy. To ja bardzo i całkowicie przeciwko temu protestuję.

 

 

 

Zdjęcie B. Misiewicza: Maciej Luczniewski, J. Brudzińskiego: Grzegorz Celejewski, M. Kamińskiego: wiadomości.onet.pl, M. Suskiego: Tomasz Gzell

W Jakbylandii

Jakby, użyte prawidłowo, osłabia dosłowność wyrazu, któremu towarzyszy. Ale co tam znaczenie, zasady. Od jakiegoś czasu żyjemy w Jakbylandii –  jakby wstawiane jest gdzie popadnie. I nieważne jest wykształcenie i elokwencja mówcy – jakby cieszy się sporą popularnością u wszystkich. W którymś z programów Marcina Mellera Drugie śniadanie mistrzów jednym z gości był Jacek Wasilewski, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie nauk o polityce, specjalista „od” retoryki, medioznawca, dziennikarz, scenarzysta filmowy i telewizyjny.  I proszę, z ust znawcy retoryki podczas jednego z programów padły takie zdania (zdążyłam zanotować fragmenty):

„W tym momencie jakby to, co jest istotne […]”
„To jest taki jakby cudowny moment […]”
„Inne rozumienia funkcji jakby producenckiej spektaklu …”
„To jest jakby kluczowe […]”
„Spójność opozycji trzyma się na tym, że jakby Jarosław emanuje […]”.

Prowadzący też dołożył swoją cegiełkę do rozwoju Jakbylandii:
„Jest bardzo dużo tego jakby myślenia […]”.

W innym programie Bartosz Szydłowski, dyrektor Festiwalu Teatralnego Boska Komedia, stwierdził: „Michał Borczuch podkreślił swoją jakby znakomitą reżyserią [ …]”, a ktoś, nie pamiętam kto, zapowiedział powrót na scenę wielkiego aktora: „Krzysztof Globisz jest w pełni jakby gotowy […]”.

Bardzo lubi jakby profesor Paweł Śpiewak:
Jakby źródło tego słowa jest w grecczyźnie”.
„To działanie jest jakby w sytuacjach kryzysowych niezwykle trudne„.
„Stosunek do obcego, do kogoś z zewnątrz, wymaga jakby rygorystycznego szacunku dla innych ludzi”.

Maciej Stuhr oznajmił któregoś dnia: „Jestem jakby po premierze”, a i politycy zaznaczają swoją obecność w Jakbylandii: „Rodzimy się z grzechem pierworodnym i chrzest jakby go usuwa” stwierdził dobitnie senator Stanisław Kogut, Ryszard Terlecki zaś, chcąc zdeprecjonować któregoś parlamentarzystę, powiedział: „Poseł zaczyna swoje jakby projekcje”.

Kiedyś podczas wycieczki usłyszałam: „Jest coś jakby niezwykłego w tym miejscu”…

To słowo-wata, słowo-natręt irytuje mnie tak bardzo, że w wypowiedzi, w której jakby zajmuje dużo miejsca, po jakimś czasie słyszę tylko je. I zaczynam liczyć. Przy dziesiątym jakby podskakuję (ostatnio podskakiwałam, gdy słyszałam wypowiedzi Mariusza Janickiego z „Polityki”), przy trzydziestym wychodzę lub wyłączam telewizor. Byłam kiedyś na prelekcji pewnego pracownika ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego, który jakby ukochał. Prelekcja miała jakby temat, jakby rozwinięcie i jakby zakończenie, należało wyciągnąć jakby wnioski, poruszane były sprawy jakby ważne i jakby mniej ważne oraz należało zapamiętać jakby najważniejsze wytyczne

Jakby zostało słowem roku 1997. Mija dwadzieścia lat i nie ma ono zamiaru odejść do lamusa. Niby powinnam być zadowolona, że samo jakby, ponieważ wiele razy wcześniej słyszałam też tak jakby troszeczkę, ale marna to pociecha.

Ps. Z przykrością ostatnio stwierdziłam, że obywatelstwo Jakbylandii przyjęła także Agnieszka Holland. Po powrocie z Berlina ze Srebrnym Niedźwiedziem powiedziała: „Wszystko się składa w jakby wspólny obraz” i „Oni muszą identyfikować się z pewną jakby grupą”. Znikąd nadziei!

 

Zdjęcie M. Mellera: Cezary Piwowarski, TVN, J. Wasilewskiego: Dwa-Brzegi-Two-Riversides, fot.Jarosław Antoniak, B. Szydłowskiego: wiadomości24.pl, P. Śpiewaka: Michał Dukaczewski/RMF FM, M. Stuhra: tvn24.pl, S. Koguta: Sławomir Kaczorek, Senat RP, R.Terleckiego: tvp.info, A. Holland: Rafał Guz/PAP

W sumie tak!

Rodacy sumują na potęgę, często odpowiadając na najprostsze pytania. W sumie to ujmując rzecz ogólnie, podsumowując, tymczasem w sumie tak, w sumie racja, utożsamiane z w gruncie rzeczy, tymczasem, naprawdę, jednak płyną z ust obywateli różnej maści jak Polska długa i szeroka.

W ciągu kilku minut wyłowiłam w sieci takie oto kwiatki:

W sumie i tak nie mógłbym tam pójść.
W sumie to wersja innej zabawy.
W języku angielskim (w polskim w sumie też) right to nie tylko prawy.
Ja w sumie studiuję angielski i niemiecki.
W sumie racja, ale zawsze jest jakieś ale.
No w sumie, to… nie znam!
W sumie mamy szereg problemów.
Na samym końcu okazało się, że w sumie to chcą księgowego z płynnym angielskim.

Często słyszę też samo: „W sumie…”, czemu towarzyszy zawieszenie głosu. Domyślam się, że w ten sposób bracia Polacy przekazują rozmówcom jakąś tajemnicę, ale nie jestem w stanie jej rozszyfrować.

Dlaczego w sumie, a nie w różnicy – pytam złośliwie?

Sejmowe refleksyjki

Sejmowa debata nad konstruktywnym wotum nieufności dla rządu, której fragmenty oglądałam, jak wiele innych debat napełniła mę duszę smutkiem.  I tak:

Jarosław Kaczyński twierdził, że „mechanizmów kontrolnych nie wyłancza się dla zabawy” i mimo chóralnych poprawek płynących z sejmowych ław postanowił nie zmieniać swoich przyzwyczajeń językowych. Na ten temat przetoczyła się już w Internecie fala potępienia, poprzestanę więc tylko na wspomnieniu tego wstydliwego faktu.

Grzegorz Schetyna mówił o rzekomym agencie rosyjskim w najwyższych władzach i zastanawiał się, „jak byłby on zadaniowany”. To słowo jest tak paskudne, że nie mam ochoty poświęcać mu uwagi, niechby wszyscy jak najszybciej o nim zapomnieli.

Marszałek Marek Kuchciński prosił posła Dominika Tarczyńskiego, by nie gestykulował rękami. Zmartwiłam się w imieniu temperamentnego posła, bo czym w takim razie miałby gestykulować?

Ale najwięcej smutku mej duszy przysporzyła wypowiedź pani premier po przemówieniu Michała Kamińskiego, choć dotyczy to nie spraw języka, a historii literatury polskiej. Otóż znany poseł, nawiązując do Krótkiej rozprawy między trzema osobami, panem, wójtem a plebanem Mikołaja Reja, mówił o tym, kto – jego zdaniem – rządzi aktualnie naszym krajem. Rolę pana przydzielił Jarosławowi Kaczyńskiemu, wójta – Beacie Szydło, a plebana – ojcu Rydzykowi. Pani premier wyraźnie oburzona przypomniała, że była burmistrzem, a nie wójtem…

Omówienia tej debaty nie poprawiły mi humoru. Najpierw rzecznik rządu Rafał Bochenek o liderze PO powiedział, że „wychodząc na ring z kobietom, okazało się, że został znokautowany”. Natychmiast przypomniało mi się ulubione zdanie polonistów Idąc do domu, padał deszcz, obrazujące niepoprawną konstrukcję imiesłowową, a wywołujące u nich śmiech lub furię – zależnie od temperamentu. Przypomniały mi się także Trójkowe audycje nieodżałowanej Ewy Szumańskiej, zaczynające się zawsze zdaniem: „Będąc młodą lekarką, wszedł raz do mnie pacjent”.

Profesor Ireneusz Krzemiński, ulegając obejmującej coraz szersze kręgi manierze dookreślania lub wzmacniania znaczenia słów, które tego wcale nie potrzebują, powiedział, że Grzegorz Schetyna wysunął bardzo uargumentowane zarzuty, że rząd trzeba punktować bardzo rzeczowo i żepartia Kaczyńskiego jest po prostu grupą plemienno-ideologiczną. I to jest bardzo przerażające”. Znacznie lepiej byłoby, gdyby rząd punktowano rzeczowo, zarzuty były wystarczająco uargumentowane, a wspomniana partia pana profesora „tylko” przerażała. A bardzo niechby sobie zostało na marginesie.

Na deser Leszek Miller, który uznał Michała Kamińskiego za bardzo przekonywującego. Panie Premierze, może mężczyznę poznać także po tym, że jest przekonujący?

 

Zdjęcie J. Kaczyńskiego: Krzysztof Burski, G. Schetyny: Platforma Obywatelska RP, M. Kuchcińskiego: marekkuchcinski.pl, M. Kamińskiego: fakt24.pl, B. Szydło i R. Bochenka: Radek Pietruszka, PAP,  I. Krzemińskiego: tvn24.pl, L. Millera: Grzegorz Jakubowski, PAP

Ubieranie rękawiczek

fot. portalsamorządowy.pl

Gazety doniosły, że w ostatni poniedziałek Robert Biedroń, prezydent Słupska, odwiedził Poznań i podczas spotkania z jego mieszkańcami powiedział:

„PiS daje kawę na ławę. A Platforma ubiera białe rękawiczki, tylko niestety ma pod nimi coś jeszcze”.

Drgnęła czuła struna w mojej polonistycznej duszy. Od lat cierpię, gdy słyszę o ubieraniu butów, płaszczy, swetrów, spodni czy sukienek. W co rodacy te części garderoby ubierają? Na ulicy widzę buty jasne i ciemne, skórzane i plastikowe, brudne  i czyste, ale ubranych w coś nie mogę się dopatrzyć. Mimo starań nie potrafię też dostrzec żadnych ubranych okryć ani innych elementów stroju. Po słowach Roberta Biedronia zaczęłam głowić się, w co można ubrać rękawiczki. Zadanie tym trudniejsze, że ma to uczynić partia polityczna. Jako starożytna polonistka ciągle pamiętam, że ubrać można na przykład choinkę albo dziecko. Ja sama uparcie części garderoby wkładam. I jestem wtedy ubrana.

 

 

Makaron Cztero Jajeczny i „Sztuka Kochania”

Serdecznie Witamy, Instrukcja Czytania Faktury, Serwis Internetowy,
Sprawdź Sam Najbardziej Atrakcyjne Ceny i Zamawiaj Szybko i Wygodnie,
Źródło Naturalnego Magnezu, Pakiet na Wypadek, Kierownictwo Produkcji,
Śledzik na Raz, Kwiaty Cięte, Czyści i Chroni Zęby i Protezy,
Śpiewaj Kolędy, Mistrz Prażenia Stefan Czub, Muzyka na Orkiestrę,
Zestaw Obiadowy, Twoja Twarz Brzmi Znajomo, Surówka z Selera,
Samochody Dostawcze, Tradycyjna Zupa Fasolowa, Olej z Pestek Winogron,
Płatki Jaglane, 5 Kroków do Udanego Życia, Królowa Mąk Tortowych,
Standardowa Dieta Amerykańska, Zielona Sałata, Przeróbki Krawieckie

Uff…
Zaczęło się od tytułów. I choć pisanie wszystkich słów dużymi literami nie jest w języku angielskim normą, rodacy uznali, że polskie tytuły należy tak zapisywać. A skoro tytuły, a wcześniej w szkole uczono, że nazwy własne pisze się dużymi literami, to czemu nie pójść dalej? Jako że naród ma kłopot z ustaleniem, co nazwą własną jest, a co nie, to pooooszło. Jeszcze tylko nie widziałam tabliczki z napisem Uwaga, Zły Pies!, ale sądzę, że to kwestia czasu. Szaleństwo postępuje. Pomału się z nim oswajam, bo cóż innego pozostało, ale zaakceptować nie jestem w stanie. W przygnębienie wprawiły mnie zdjęcia z toruńskiej świątyni ojca Rydzyka.

A dwie ostatnie wizyty w kinie zasmuciły niebotycznie. Otóż w filmie Andrzeja Wajdy Powidoki Bogusław Linda, czyli Władysław Strzemiński, podchodzi na uczelni do drzwi z napisem Zajęcia Odwołane (Czy wśród dziesiątków nazwisk filmowej „listy płac” nie mogłoby znaleźć się także nazwisko korektora? Polecam się!), a w końcowych kadrach filmu o Michalinie Wisłockiej pokazane są przesuwające się po drukarnianej taśmie dziesiątki egzemplarzy książki Sztuka Kochania.

Po każdym zetknięciu z radosną twórczością ortograficzną powtarzam sobie: Człowieku, Nie Irytuj Się!