Skarbony i firany

fot. bomap.pl

Obejrzałam w telewizji krótki reportaż o dwóch mało pobożnych parafianach, którzy okradali kościelne skarbony. Jak długo żyję, zawsze słyszałam, że pieniądze wrzuca się do skarbonek, a tu takie dziwo. A właściwie nie dziwo, tylko wynik osobliwego zjawiska – uznawania przez braci Polaków (i siostry Polki) podstawowej formy rzeczownika za zdrobnienie tylko dlatego, że ma końcówkę -ka. Pewnego razu handlowcy, a i producenci, uznali, że firanka, choć zasiedziała w polszczyźnie, brzmi mało poważnie, przecież towarzyszy na oknach zasłonom. A skoro zasłona, to i firana. Kropka. Ale coś w głowie stukało, wprowadzono więc rozróżnienie: firaną nazywa się długi i najczęściej gęsty okienny woal, firanka jest krótsza, bardziej przejrzysta (obok firanek, rzecz jasna, muszą zawisnąć zasłonki). Firaneczka, czyli zdrobnienie od firanki, została zapomniana.

firanaWracając do skarbon: złodzieje je okradający zostali złapani na gorącym uczynie przez sprytnego proboszcza i oddani karzącej ręce sprawiedliwości. Reportażyście zaś, a także autorom firan, należy się antynagroda za zasługi w dziedzinie słowotwórstwa. „Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie, co by tu jeszcze?”. Mam w głowie kilka podpowiedzi, ale zachowam je dla siebie.