O konsumowaniu

fot. Viking/tvpolsat.info

Czy można konsumować nastroje?

Wojciech Maziarski w artykule Histeria to najlepsze paliwo napisał: „We Francji urósł w siłę Front Narodowy, w Grecji – faszystowski Złoty Świt, na Węgrzech nastroje antyuchodźcze umiejętnie skonsumował Viktor Orbán, który przybrał pozę zbawcy narodu broniącego ojczyzny przed cudzoziemskim zalewem”.

Autor uznał widocznie słowo wykorzystać za zbyt zużyte i sięgnął – jakżeby inaczej – do słownika języka angielskiego. To consume tłumaczy się na wiele sposobów, ale po co zawracać sobie głowę subtelnościami, skoro można przełożyć prosto i zwyczajnie?  Gdy natykam się w angielskim tekście na przykład na zdanie „He was consumed by his own remorse and guilt” zawsze pękam ze śmiechu, ale do głowy mi nie przyjdzie, by je przetłumaczyć „Konsumowały go wyrzuty sumienia i poczucie winy”.

Konsumować po polsku też ma kilka znaczeń, już od dawna tym słowem nie nazywa się tylko jedzenia i picia. A skoro można skonsumować małżeństwo, konsumuje się towary, klient to teraz też najczęściej konsument, konsumpcjonizm króluje w naszym życiu, to czemu nie konsumować nastrojów? Oj, czepiam się, jak zwykle. Pójdę z duchem czasu i wybiorę się na spacer, by skonsumować piękne okoliczności przyrody albo, konsumując umiejętność czytania, oddam się pasjonującej lekturze.