Dedykowany program 500+

Grzegorz Schetyna, program 500+
fot. Platforma Obywatelska RP

Nad wypowiedziami polityków fruwa orzeł biały i łopoce biało-czerwona flaga, a niemal wszyscy kaleczą ojczysty język.

„Program 500+ powinien być sprawiedliwie dedykowany” – powiedział przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna, zapytany o plany tej partii, po przejęciu władzy, względem słynnego programu Prawa i Sprawiedliwości. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł obiecał, że pacjentom będzie dedykowana pomoc w szpitalach, a Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, po przesłuchaniu w prokuraturze powiedział: „Jest wiele wątków dedykowanych tej sprawie”.

Politycy, bez względu na poglądy, dużo mówią o patriotyzmie, ale zapominają, że patriotyzm to oddanie ojczyźnie, przejawiające się także w pielęgnowaniu języka. Słowa: Polska, Ojczyzna, Naród (albo Suweren…) ci z prawa, z lewa i ze środka odmieniają przez wszystkie przypadki, nad ich wypowiedziami fruwa orzeł biały i łopoce biało-czerwona flaga, a niemal wszyscy kaleczą ojczysty język. Pisałam już wiele o fałszywych polsko-angielskich przyjaciołach. I niemal codziennie przekonuję się, że będę pisać wiele razy jeszcze. Niestety.

Dedykowany zamiast przeznaczony, skierowany do, związany z króluje w wypowiedziach polityków wszystkich szczebli. To oczywiście wpływ angielskiego. Po polsku dedykować to przecież poświęcić komuś utwór literacki, muzyczny lub dzieło sztuki, umieszczając w nim lub na nim dedykację. Angielskie to dedicate jest brzmieniowym i semantycznym odpowiednikiem naszego dedykować, ale czasownik ten może być także użyty w znaczeniach, o których wyżej, a także zarezerwować, na temat, być oddanym czemuś. Dedicated zaś ma tak wiele znaczeń, że aż ciarki mnie przechodzą, gdy pomyślę, że pomysłowi i idący z duchem czasu rodacy lada chwila  zamiast kościół pod wezwaniem św. Pawła zaczną mówić kościół dedykowany św. Pawłowi (church dedicated to), będą dedykować się jakiejś sprawie (I dedicated myself to that cause) lub dedykują swoje życie ratowaniu ludzi. Pole do popisu jest ogromne.

 

Co można skonsumować?

Politycy i dziennikarze nie dają uszom  i rozumowi chwili wytchnienia, ciągle coś dziwnego konsumują.

I nie mam na myśli „konsumpcji gastronomii” (kiedyś w którejś ogródkowej restauracji w górach zobaczyłam napis „Stoliki tylko do konsumpcji gastronomii” i to wspomnienie ciągle mam żywe w pamięci). W maju pisałam o konsumowaniu nastrojów społecznych, czego miał dokonać, zdaniem redaktora Wojciecha Maziarskiego, Viktor Orbán. W ostatnich dniach w trakcie i po burzliwych obradach parlamentu w sprawie trzech ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości, a przed ogłoszeniem prezydenckich wet, można było wysłuchać wielu wypowiedzi, z których dowiadywaliśmy się, jakie to rzeczy i sprawy zostają lub mogą zostać poddane konsumpcji.  Od politologów dowiedziałam się, że można skonsumować nowelę ustawy, usłyszałam także śmiałe stwierdzenie, że władza wykonawcza zamierza skonsumować władzę sądowniczą. Od senatora Prawa i Sprawiedliwości Jana Marii Jackowskiego, że także poprawki prezydenta Andrzeja Dudy do ustawy o Krajowej Rady Sądownictwa mogą zostać skonsumowane. Profesor Tomasz Nałęcz poinformował społeczeństwo, że „Donald Tusk mógłby skonsumować swoją pozycję” (mowa była bodajże o niedoszłej do skutku rozmowie przewodniczącego Rady Europejskiej z prezydentem Dudą). A Michał Kolanko, dziennikarz „Rzeczypospolitej”, stwierdził, że można także „skonsumować treści dotyczące rozrywki”.

Coraz trudniej mi nazwać uczucia, jakie wywołuje u mnie bezrefleksyjne wprowadzanie do polszczyzny angielskich znaczeń podobnie brzmiących słów. Wcześniej była to irytacja, teraz najczęściej – przygnębienie. Angielskie to consume i polskie konsumować to dwa różne byty. Niestety, coraz więcej osób udaje, że to ten sam byt.

Kiedyś konsumentem był ktoś korzystający z tak zwanych placówek zbiorowego żywienia. Dziś coraz rzadziej konsumujemy obiady, a coraz częściej towary i usługi. Oby nam coś w gardle nie stanęło!

 

 

Zdjęcie J.M. Jackowskiego: youtube.com, T. Nałęcza: polskieradio.pl

Zdradzieckie mordy i opozycjonowanie

Jarosław Kaczyński, zdradzieckie mordy
fot. PAP/wpolityce.pl

Wtorkowe posiedzenie sejmu, podczas którego miano dyskutować o ustawie o Sądzie Najwyższym, uwidoczniło, nie pierwszy raz, jak nieparlamentarny stał się język parlamentarzystów. „Zdradzieckie mordy” i „kanalie” prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego zawojują memy, ale mnie i z pewnością wielu innym do śmiechu nie jest. Tak okropnych słów jeszcze nikt w polskim sejmie nie użył. Język polityków od dawna wykazuje postępującą brutalizację, coraz więcej wolno w debacie publicznej, coraz mniej zgorszenia budzą słowa, których kiedyś na salonach, w salonkach i zwykłych miejscach, w których spotykają się ludzie, nikt nie odważyłby się wygłosić.

Podczas tej debaty zasmucił mnie także prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz, który powiedział do posłów partii rządzącej: „Ubieracie maskę sprawiedliwości”. W kwietniu zastanawiałam się, słysząc słowa Roberta Biedronia, w co można ubrać rękawiczki.

Ubieranie rękawiczek

Teraz zaczynam się głowić, jak i w co można ubrać maskę. W starożytnym teatrze maski wkładano, we współczesnym dziennikarsko-politycznym świecie maski się ubiera. Pytanie: w co? pozostaje bez odpowiedzi. I męczy mnie ciągle, bo co i rusz słyszę, że rodacy ubierają różne części garderoby.

I na koniec miły akcent: jedna z bardzo młodych osób manifestujących w obronie niezawisłych sądów, może dwunastoletnia dziewczynka, zapytana przez reportera, dlaczego to robi, odpowiedziała rezolutnie: „Trzeba opozycjonować!” Urzekło mnie to słowo. W jedno zlało się opozycja i znane z internetowego języka pozycjonowanie. Znak czasów. Ale jaki uroczy!

Polki i Polacy

W Anglii mieszkają Anglicy, we Francji Francuzi, w Niemczech Niemcy, w Stanach Zjednoczonych Amerykanie, w Rosji Rosjanie, w Czechach Czesi, w Rumunii Rumuni, w Norwegii Norwegowie, w Szwecji Szwedzi, w Bułgarii Bułgarzy, w Chinach Chińczycy… Jedynie w Polsce mieszkają Polki i Polacy. Nie pamiętam, który z polityków (lub która z polityczek) dokonał tego przełomowego odkrycia, ale wielu z nich zawstydziło się, że przez tyle lat Polki ignorowali, i na wyprzódki zaczęli naprawiać krzywdę im wyrządzoną. Wśród najważniejszych zawstydzonych są dwie kobiety: premier Beata Szydło i była premier Ewa Kopacz.

„Ja chcę rozmawiać o sprawach ważnych dla Polaków i dla Polek”. „Polki i Polacy muszą wiedzieć, że nie spoczywamy na laurach zwycięstwa” – to premier Szydło.

Była premier Ewa Kopacz chyba częściej martwi się o los obywateli i obywatelek naszego państwa:

„Najcenniejszą rzeczą dla wszystkich Polek i Polaków są: szacunek, lojalność wobec własnego kraju […]”, „Polki i Polacy, słyszeliście wypowiedź kobiety. Kobiety, która za chwilę może być premierem polskiego rządu […]”.
„Ja chcę rozmawiać o sprawach ważnych dla Polaków i dla Polek.
„Drogie Polki i Polacy, stoję tu przed wami i nikogo nie udaję”.

O Polakach obojga płci słychać oczywiście także z mównicy sejmowej:
Polki i Polacy was rozliczą, a San Escobar nie przyjmie wniosku o azyl”.
„My, Polki i Polacy, nieraz zmuszeni byliśmy uciekać z ojczyzny przed wojną czy represjami politycznymi” – to Sławomir Neumann z Platformy Obywatelskiej.

Przedstawiciele innych partii i ugrupowań nie chcą być gorsi, choć wprowadzają warianty. Oto apel partii Razem:
„Jutro o 8.45 podczas konferencji prasowej w warszawskim biurze Razem przedstawimy nasz apel do demokratów i demokratek na prawicy”.

A to zaproszenie do wzięcia udziału w manifestacji pod pałacem prezydenckim:
„Przyjdź, przynieś świeczkę i wzorem dawnych mieszkanek i mieszkańców Polski, którzy świecami odpędzali burzowe gromy, zapal ją pod Pałacem Prezydenckim”.

Dziennikarze także nadrabiają zaległości. Oto kilka tytułów artykułów w gazetach:
„Ile zarabiają Polki i Polacy?”
„Polki i Polacy zdradzają, kiedy partnerzy nie spełniają oczekiwań seksualnych”
„Tak się ubierają Polki i Polacy”
„Polki i Polacy na emigracji”

Polki i Polacy
You Tube/”Ucho prezesa”

Nic jednak nie przebije najsłynniejszego:
„Przez osiem ostatnich lat Polki i Polacy byli ignorowani przez rząd Platformy, który nie wsłuchiwał się…”.

 

Ciężko zrozumieć

Nasz wspaniały kolarz Rafał Majka, który uległ wypadkowi podczas Tour de France, zdecydował o rezygnacji z dalszej jazdy i opisując swój stan zdrowia, powiedział między innymi: „Ciężko mi się oddycha”. Dlaczego ciężko, a nie trudno? Akurat ciężkie oddychanie łatwo zrozumieć, bo chory ma wrażenie, że czuje ciężar na klatce piersiowej. Jednak zastrzygłam uszami, słysząc to, ponieważ bardzo nam wszystkim ostatnimi czasy ciężko, choć właściwie jest nam trudno.

Mariusz Ciarka, ciężko zrozumieć

Ciężko mi się odnieść do takich sytuacji” – powiedział któregoś razu Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji;
Ciężko mi powiedzieć, co pan prezydent Trump będzie chciał powiedzieć – to słowa rzecznika prasowego rządu, Rafała Bochenka, pytanego o przebieg wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Polsce (przy okazji złośliwie zauważę, że zapytany także o to, dlaczego pani premier Beata Szydło nie spotka się z prezydentem Stanów Zjednoczonych, odpowiedział w wyszukanej współczesnej polszczyźnie „To nie jest format premierowski”);

Marcin Kierwiński, ciężko zrozumiećAndrzej dera, ciężko zrozumiećAgnieszka Kublik, ciężko zrozumieć
Ciężko sobie wyobrazić, że pani premier weźmie udział we wtorkowej debacie” – to poseł Platformy Obywatelskiej Marcin Kierwiński;
Ciężko mi znaleźć pozytywne efekty pracy Donalda Tuska w Radzie Europejskiej” – a to już Andrzej Dera, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta;
„Temu też ciężko dać wiarę” – i dziennikarka Agnieszka Kublik.

Gdzie się nie ruszyć, natykamy się na coś ciężkiego. Ciężko nam coś zrozumieć, ciężko z czegoś rezygnować, ciężko milczeć, ciężko patrzeć, ciężko być bezsilnym, ciężko rozwiązać jakiś problem, ciężko wybierać, ciężko żyć, ciężko się podnieść po przegranej, ciężko się dogadać, ciężko cierpieć, ciężko coś sklasyfikować, ciężko walczyć o coś, czasami ciężko nawet kochać…

Od lat mówimy o ciężkiej pracy, ciężko zarobionych pieniądzach, ciężkich sytuacjach czy ciężkich czasach i przywykliśmy do tego. Ale słowo ciężko ewoluuje i coraz częściej zastępuje trudno. Niestety, ta ewolucja ma czasami ciężki przebieg.

 

Zdjęcia: Mariusza Ciarki – Daniel Gnap/East News, Rafała Bochenka – parlamentarny.pl, Marcina Kierwińskiego – Wojciech Kusiński/Polskie Radio, Andrzeja Dery – Andrzej Wiśniewski/East News, Agnieszki Kublik – youtube.com

Prezes Kaczyński powiedział

Jarosław Kaczyński,
fot. PAP/Marcin Obara

„Jestem przekonany, że będą znane [afery i przestępstwa poprzedniej ekipy rządzącej] za jakiś czas jeszcze lepiej i że będą konsekwencje, że będziemy mogli powiedzieć, że ten niedobry czas się skończył, że czas dobrej zmiany jest czymś, co na trwałe zmieni Rzeczypospolitą […]– powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński podczas przemówienia wygłoszonego przed Pałacem Prezydenckim na zakończenie obchodów osiemdziesiątej siódmej tak zwanej miesięcznicy smoleńskiej.

Rzeczpospolita i Wielkanoc to najsłynniejsze chyba w polszczyźnie zrosty, czyli wyrazy utworzone z dwóch innych. Pierwsze ich człony można odmieniać, można nie odmieniać – jak sobie życzymy. Ale gdy użyte są w mianowniku lub – jak w tym przypadku – w bierniku,  z oczywistych względów zachowują pierwotną formę. Gdyby prezes Kaczyński twierdził, że trzeba bronić Rzeczypospolitej, wszystko byłoby w porządku i słowem bym się nie odezwała. Ale gdy słyszę Rzeczypospolita, moja polonistyczna dusza cierpi, ośmielam się więc zawołać: Zmieniać można Rzeczpospolitą, panie prezesie!

Jarosława Kaczyńskiego rewitalizacja inteligencji

Jarosław kaczyński, rewitalizacja inteligencji
fot. Konrad Żelazowski, wp.pl

„Naszym celem jest odbudowywanie, rewitalizacja polskiej inteligencji, w tym tradycyjnym tego słowa znaczeniu, związanej z etosem służby społecznej, z etosem patriotycznym, w dużej części związanej z Kościołem, z katolicyzmem, czasem z innymi religiami” powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości na zjeździe zjednoczonej prawicy w Przysusze. I dalej: „Chcemy z nich robić osoby zaangażowane, niemyślące tylko o sobie, bo to jest warunek bycia inteligentnym”.

Do tej pory żyłam w przekonaniu, że inteligentnym albo się jest, albo nie, i nie trzeba spełniać jakichś warunków, ale mniejsza z tym. W tej wypowiedzi zasmuciło mnie, że inteligencja ma zostać zrewitalizowana. Jarosław Kaczyński nieraz dawał wyraz swoim lingwistycznym umiejętnościom, pisałam już o tym w czerwcu i z pewnością jeszcze wiele razy napiszę, ale tym razem się burzę. Niby wszystko się zgadza: re- + vita – dosłownie: przywrócenie do życia, ożywienie, ale przez pojęcie rewitalizacji rozumie się powszechnie „zespół działań urbanistycznych i planistycznych, których celem jest korzystne przekształcenie wyodrębnionego obszaru gminy będącego w stanie kryzysu wynikającego z czynników ekonomicznych i społecznych”. Jako przedstawicielka inteligencji nie czuję się komfortowo, zestawiona ze zdegradowanym obszarem gminy, któremu należy znaleźć nowe zastosowanie.

Słownik języka polskiego podaje jeszcze dwa inne znaczenia pojęcia rewitalizacja:
1. przywrócenie cerze młodego wyglądu przy pomocy zabiegów kosmetycznych;
2. przywrócenie aktualności dawnym ideom lub poglądom

Sprawę cery z oczywistych względów pominę. Jeżeli pan prezes miał na myśli trzecie znaczenie, nie potrafię zgadnąć, dlaczego zakłada, że inteligencja powinna przywracać aktualność czemukolwiek. Albo też sama powinna zostać zaktualizowana.

Tym razem lingwistyczny zabieg prezesa Kaczyńskiego mnie nie zachwycił.

Osoba personalna Patryka Jakiego

Patryk jaki, osoba personalna
fot. Damian Burzykowski / newspix.pl

„My działamy w imieniu państwa. Uważam, że te wyjaśnienia nie należą się nam jako osobom personalnym z imienia i nazwiska, ale przede wszystkim obywatelom, w imieniu których pani prezydent dysponowała potężnym majątkiem”– powiedział wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, szef komisji weryfikacyjnej ds. warszawskiej reprywatyzacji, komentując decyzję prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która odmówiła stawienia się przed tą komisją.

Nietrudno domyślić się, że autor miał na myśli konkretnego człowieka o konkretnym imieniu i nazwisku. Ale o ile lepiej brzmi: osoba personalna! Są dane personalne, istnienie osoby personalnej zatem jest zrozumiałe samo przez się. Rzeczona osoba personalna poza imieniem i nazwiskiem ma też adres personalny, personalną datę urodzenia, personalny numer PESEL, a wszystkie te personalia oraz personalny numer telefonu zapisane są w aktach personalnych, które znajdują się w posiadaniu kierownika działu personalnego, zwanego kiedyś kadrowym (albo personalnym), a teraz światowo haerowcem.

Osoba personalna, by lepiej poruszać się w świecie, może korzystać z usług trenera personalnego, który przeprowadza trening personalny. W szkole uczono o uniach personalnych i personifikacjach i o tym, że ktoś kiedyś zawołał „Persona non grata”. A jeszcze tyle rzeczy dookoła domaga się personalizacji, na przykład profil na Facebooku czy telefon. Łatwo się pogubić.

Od lat powtarzam: łacina do szkół! Ileż politycy i celebryci zaliczyliby mniej wpadek.