Miłego dnia!

Miłego dnia!Nie ma dnia, by ktoś, często obcy, nie życzył mi miłego dnia.

Bardzo to byłoby miłe, gdyby nie było irytujące. Dni bywają różne, miłe mniej i bardziej, jak to w życiu, a i rodacy różni bywają. Uprzejmość, przejawiająca się chociażby w usilnym wpatrywaniu się w zaokienny pejzaż albo nagły przypływ senności w chwili, gdy do przedziału pociągu wchodzi kobieta z ciężką walizką, słowa (coraz mniej) powszechnie uważane za wulgarne w niemal każdej podsłuchanej – z braku innego wyjścia – ulicznej rozmowie, znikająca kindersztuba – w zderzeniu z masowym życzeniem sobie miłego dnia są ciekawym zjawiskiem psychologiczno-socjologicznym. Oczywiście „Miłego dnia” może sprawić przyjemność, bo to, że o kimś myślimy, jest ujmujące, ale trudno zakładać, że pani prowadząca stragan nieustannie żywi ciepłe uczucia do klientów, a motorniczy w tramwaju codziennie obdarza sympatią pasażerów. I nie jestem pewna, czy akceptuje to, że w jego imieniu lektor w nagranym komunikacie składa jadącym życzenia miłego dnia.

Rodacy przez lata życzyli sobie dobrej nocy, teraz przyszła dzienna moda. Znany z anglosaskich kontaktów handlowo-biznesowych zwrot Have a nice day, a więc z obszaru, w którym grzeczność jest wręcz obowiązkiem, ponieważ zakłada nadzieję na sprzedaż kolejnych dóbr, umościł się w naszym kraju i zaczął zastępować „Do widzenia”, „Do jutra”, „Do zobaczenia”.

Gdyby za kryterium stosunku rodaków do siebie brać zwroty z mejli (niemal każdy zaczyna się od „Witam serdecznie”, a kończy „Serdecznie pozdrawiam”) oraz powszechne życzenie sobie miłego dnia, można by dojść do wniosku, że jesteśmy bardzo przyjacielskim i życzliwym bliźniemu swemu narodem. A tymczasem…

Miłego dnia (wieczoru, poranka, południa, popołudnia) Czytelnikom życzę! I serdecznie pozdrawiam.