Mądrej głowie dość po słowie

„Mądrej głowie dość po słowie” napisał na Twitterze słynny poseł Ryszard Czarnecki w dyskusji ze Zbigniewem Bońkiem. Pan poseł dołączył do wielu osób, które powtarzają to przysłowie w niewłaściwej postaci. Nieznane sobie staropolskie formy wyrazów dwie słowie zmieniają na współcześnie brzmiące po słowie, żeby powstał rym. Po mądrej głowie chodzi, że coś jest na rzeczy.

Mądrej głowie dość dwie słowie
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

„Mądrej głowie dość dwie słowie” mówimy, mając na myśli to, że inteligentnej osobie nie trzeba niczego długo tłumaczyć, wystarczą dwa słowa. Dwie słowie jest archaiczną formą tak zwanej liczby podwójnej. To frazeologizm, nie powinien podlegać przekształceniom, bo jest częścią naszego językowego i kulturowego archiwum.

Internauci i posłowie to szczególne grupy – szacunek dla ojczystego języka ich nie dotyczy, a normy językowe i utrwalone znaczenia słów mają za nic. Można śmiało powiedzieć, że wart Pac pałaca, a pałac Paca. Walka z ich – delikatnie mówiąc – dezynwolturą to kwadratura koła i jest grą niewartą świeczki.

Tajemnicą poliszynela jest to, że posłowie lubią bić pianę. To niezwykłej wagi zajęcie wyklucza staranność wypowiedzi, bo na troskę o nią szkoda czasu. Słuchacze, czyli naród (albo suweren), najczęściej puszczają płazem przewiny parlamentarzystów, co powoduje, że rzeczeni osiadają na laurach, przekonani o swojej wielkości i nieomylności. I choćby stawało się na uszach i wychodziło ze skóry, by udowodnić, że to, co robią to często przelewanie z pustego w próżne i wciskanie głodnych kawałków, pozostaną niewzruszeni w owym przekonaniu. Tak bardzo chcą wypłynąć na szerokie polityczne wody, że – nie zważając na nic – po trupach dążą do celu. A że czasem są śmieszni? Nic to, najważniejsze, by nie znaleźć się poza nawiasem, a gdy powstanie problem, umyć ręce. Wszelkie oczekiwania, że posłowie, zwłaszcza niektórzy, wyzbędą się patosu i pustosłowia, przestaną powtarzać wyuczone formułki, a zaczną mówić z sensem i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, należy odłożyć ad calendas greacas.

Ot, ponarzekałam. Ale nikt tym zapewne się nie przejmie, bo to tylko takie austriackie gadanie.