„Perpetrators” i „bajka o Zagładzie”

Głośno ostatnio o wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, w której użył on słowa perpetrators w odniesieniu do Żydów, Polaków, Ukraińców, Rosjan i Niemców. To, że słowa mają duże znaczenie, zwłaszcza w świecie polityki, nie trzeba nikogo przekonywać. To akurat wywołało ogromne poruszenie na całym świecie.

W polskich mediach słowo perpetrators było tłumaczone na zbrodniarze, sprawcy, a także – kolaboranci. Każde niesie z sobą inny ciężar gatunkowy, co można dowolnie wykorzystywać w interpretacji. Dyskusji na temat tej wypowiedzi co niemiara, a ranga sprawy jest niebagatelna. Rozmówcy, pamiętając o burzy wywołanej konstatacją premiera, powinni starannie dobierać słowa, tymczasem niektórzy lekce je ważą.

perpetrators, dr Ewa Kurek
fot. Twitter TVP Info

TVP Info zaprosiła doktor Ewę Kurek, badaczkę stosunków polsko-żydowskich. Nie mam zamiaru polemizować z jej poglądami ani podważać historycznych faktów, chcę zwrócić uwagę na słowa. Niedawno wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówił o wrabianiu Polski w Holokaust, co spowodowało, że zabrakło mi tchu. W debacie publicznej, w tak ważnej sprawie TAKI język? Teraz pani doktor w licznych dostępnych w Internecie wywiadach mówi o stworzonej przez Żydów bajce o Zagładzie, twierdzi, że została uruchomiona masowa produkcja żydowskich kłamstw oraz że zrobili oni genialny PR na swojej Zagładzie. Przypomina także stworzone przez Andrzeja Niemojewskiego, poetę, pisarza i publicystę okresu Młodej Polski, skądinąd zabawne, określenie polskiego filosemity – „dwużydzian Polaka”. Doprawdy niezwykle cenne to sformułowania, wygłoszone w czasie krajowych i międzynarodowych napięć.

W programie O co chodzi, prowadzonej przez inną panią doktor, Magdalenę Ogórek, zapytana o rolę obywateli ojczyzny Hitlera w Holokauście, doktor Kurek, jak naukowcowi przystało, powiedziała: „Austriacy wyszli na czysto”, a broniąc słów premiera, stwierdziła „Jesteśmy w momencie być albo nie być”, co prowadząca potwierdziła: „Jesteśmy w momencie kulminacyjnym”. Domyślam się, co obie panie miały na myśli, ale wydaje mi się, że Szekspira bardzo zdziwiłaby taka trawestacja najsłynniejszego w historii literatury monologu.