Ubogacać życie i słownictwo

Jest kilka słów będących w powszechnym użyciu, budzących we mnie (i wielu innych) szczególne uczucia. Jednym z nich jest „ubogacać”.

Ponoć odpowiedzialnym za rozpowszechnienie tego słowa, używanego już w czasach Hugona Kołłątaja, a obecnie oznaczającego wzbogacenie duchowe, powiększenie zasobu niematerialnego, jest kardynał Józef Glemp. O ile przystaje ono do języka Kościoła – trudnego, hermetycznego, często pełnego patosu („Uczestnicząc w ofierze mszy świętej, ubogacamy swoje serca, swoją duszę”) – o tyle w zwykłym życiu drażni. Wygląda jednak na to, że wrażliwość językowa dana jest tylko nielicznym. Co chwila dowiadujemy się, że coś kogoś nie wzbogaca, a ubogaca. Pewnie dzięki ubogacaniu ten ktoś czuje się lepszy, mądrzejszy, może sądzi też, że ubogaca polszczyznę.

Ubogacać stało się słowem-wytrychem, oznaczającym ‘poznać coś nowego, posiąść nową umiejętność’. Używając go, nie musimy precyzyjnie formułować myśli. Ale, jak wiadomo, Polak potrafi i – nie bacząc na ducha – postanowił ubogacać także materię. Wzbogacanie czegoś woli nazywać ubogacaniem. Tu nie bez winy są również słudzy Kościoła, którzy twierdzą na przykład, że nowe witraże ubogacą świątynię. A że to pretensjonalne? Nic to, ważne że „tak się mówi”.

Po pobieżnej lekturze kilku artykułów w Internecie wiem, że:

  • darami można ubogacać inne osoby;
  • Polacy nie przyjmując imigrantów, nie chcą ubogacać się kulturowo;
  • dzięki mobilności obywatele Europy mogą ubogacać się wzajemnie;
  • czas wolny jest źródłem ubogacania się dzieci i rodziców;
  • któregoś wdzięcznego ucznia ubogacali i nadal ubogacają jego profesorowie;
  • członków pewnego konsorcjum ubogaciła wspólna praca;
  • wykłady dla studentów można ubogacić ilustracjami, zdjęciami i schematami;
  • a także, że zaostrzając prawo aborcyjne, rząd chce rodaków ubogacić chorymi i niepełnosprawnymi dziećmi.

Dowiedziałam się również, że „proces poznania ubogaca umysł”. Tę złotą myśl dedykuję wielu moim rodakom.