„Pisiaki” i „pisiory”

Polityka Prawa i Sprawiedliwości wywołuje silne reakcje. Uruchomiła też u wielu pokłady zdolności słowotwórczych.

Nietrudno zgadnąć, że przypływ sił lingwistycznych najsilniejszy jest po stronie osób z tą polityką się nie zgadzających. Określeń nienacechowanych negatywnie nie jest dużo: o ludziach związanych z partią rządzącą mówi się najczęściej PiS-owcy/pisowcy (na wzór PO-wcy/peowcy, KOD-owcy/kodowcy, PZPR-owcy/pezetpeerowcy). Istnieje także pieszczotliwy wręcz rzeczownik pisiaki, przywołujący na myśl misiaki. Obojętny a niewątpliwie zabawny wydaje mi się też inny rzeczownik PiS-i/pisi/ PiSi (jak mnisi), choć zbudowany według tego samego wzoru przymiotnik ma już negatywne konotacje (wyrażenia pisia polityka czy pisie rządy nie kojarzą się dobrze). Za zabawne można też uważać nazywanie członków i zwolenników partii rządzącej pisiactwem, choć pejoratywny odcień nietrudno zauważyć. Pozostałe, które udało mi się zanotować, mają już zdecydowanie nieprzyjazną wymowę. Nazwanie członków i zwolenników Prawa i Sprawiedliwości pisiorami, pisusami, pisdzielcami i pislamistami nie świadczy o sympatii. Forumowicze portali nieprzychylnych rządowi nazywają jego członków  PiSmanami/PiSmenami (to ci lubiący angielszczyznę) lub – gorzej – PiSmannami (a to nie tyle germaniści, ile nawiązujący do historii).

O kimś, kto nagle objawił sympatię do przedstawicieli rządzących, mówi się, że spisiał, a wcześniej, zanim spisiał,  objawił pisologiczny zapał, mógł też pokazać się jako pisolubny. Powstało także pocieszne określenie obecnego ustroju państwa – PiSancjum (niewątpliwie zasłużył się tu krótkotrwały komendant główny Policji, Zbigniew Maj, odkrywający Bizancjum w gabinecie poprzednika). Mniej komiczny jest PiSlam.

Najciekawszym jednak słownym tworem ostatnich blisko trzech lat wydaje mi się pistoryzacja polskiej historii, odnoszącym się do zjawiska nazywanego polityką historyczną, którego to tworu autorem jest Piotr Osęka. A zdanie „Oczko się odkleiło temu PiS-iu” wręcz mnie urzekło!