Piętnaście deczko paszteciku

W jednym z moich ulubionych sklepów spożywczych wszystko jest doskonałe: piękne wnętrze, pachnące, świetnie prezentujące się i bardzo smaczne produkty, miła obsługa. Zbyt miła.

zdrobnienia
fot. natemat.pl

Ponieważ sklep cieszy się sporym zainteresowaniem klientów, a nie jest placówką samoobsługową, czasem trzeba postać kilka minut w kolejce. Muszę wtedy okazać sporo cierpliwości i wcale nie dlatego, że czekam. Otóż przemiła obsługa okazuje swoją uprzejmość zdrabnianiem wszelkich nazw. Moją wytrzymałość nadweręża szyneczka z tłuszczykiem, biała kiełbaska, wołowinka, wieprzowinka, kotleciki schabowe, makaronik domowy, śmietanka, chlebek, masełko, pasztecik, a także kilogramik, paragonik, gotóweczka i pieniążki, którymi płacę za zakupki. Często też okazuje się, że – jeżeli nie używam karty (o dziwo, karta nie staje się karteczką) – powinnam mieć w portfeliku także grosiczki. A na koniec jestem pytana, czy potrzebuję torebeczki.

Trudno mi utrzymać powagę, gdy ekspedientka pyta, czy na pewno życzę sobie piętnaście deczko paszteciku. Ze wszystkich sił staram się nad sobą panować, bo stojąca po drugiej strony lady pani jest przekonana, że w ten sposób okazuje mi swoją uprzejmość i bardzo dba o to, bym była zadowolona. Nie opuszcza mnie jednak wtedy przekonanie, że zdrobnienia są dziś plagą, która toczy nasz język.

Kiedyś kupcy i przekupki, a dziś handlowcy doskonale wiedzą, że skuteczniej zyskują klientelę, zdrabniając nazwy produktów. Niestety zwyczaj ten przenosi się też na drugą stronę lady lub straganu. Dla wielu z nas jest to przyjemne, bo formy podstawowe brzmią twardo, a zdrobniałe są wesolutkie, przywodzą na myśl cukiereczki i ułatwiają kontakty międzyludzkie. Kupujemy więc namiętnie jabłuszka, gruszeczki, śliweczki, pomarańczki, cytrynki, ziemniaczki, miodzik, dżemik, mleczko, kefirek, chlebuś i bułeczki.

Deminutywa, czyli wyrazy o znaczeniu zdrobniałym, służyły kiedyś do określania czegoś niedużego (piesek, kotek, stoliczek), oznaczały też ciepły stosunek mówiącego do kogoś lub czegoś (mamusia, wujaszek, cioteczka, podusia). Dziś stały się przede wszystkim formami grzecznościowymi. Ja jednak ciągle reaguję alergicznie, uważając, że zdrobnienia nie wzbogacają języka, jak niektórzy twierdzą, a zaśmiecają go.  I nie urozmaicają, a infantylizują. Kontroler w tramwaju nie wydaje mi się uprzejmy, gdy prosi o bileciki do kontroli.