Taśmy, taśmy, taśmologia

Taśmy od jakiegoś czasu rządzą naszym życiem politycznym. Były taśmy z restauracji Sowa&Przyjaciele, taśmy Marka Chrzanowskiego z Komisji Nadzoru Finansowego i bankiera Leszka Czarneckiego, taśmy Mateusza Morawieckiego – również z Sowy, teraz głośno o taśmach Jarosława Kaczyńskiego.

Wszystkie wywołują spory rozglos, pierwsze z nich doprowadziły do upadku rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Do czego doprowadzą kolejne, jeszcze nie wiadomo. Nic dziwnego, że w tak zwanej przestrzeni publicznej pojawiła się nazwa „taśmologia stosowana”, oznaczająca naukę wprawdzie bardzo młodą, ale z wielkimi szansami na rozwój. Możliwe, że niedługo stanie się nauką wiodącą. Tylko patrzeć, kiedy zostanie przedmiotem szkolnym, a na lekcjach będą omawiane coraz liczniej dostarczane przypadki jej zastosowania. Przedstawiciele kręgów rządowo-parlamentarnych dwoją się i troją, by nauka ta miała sporo pożywki, a młodzież dzięki temu konkretne przykłady.

Taśmologia stosowana w oczywisty sposób nawiązuje do mniemanologii stosowanej – nauki, którą powołał do życia Jan Tadeusz Stanisławski. Jaka szkoda, że wielki mistrz satyry nie doczekał tych czasów! Mniemanologia stosowana zajmowała się ludzką obraźliwością jako motorem wszelkiego postępu. Jej definicję mistrz Stanisławski sformułował następująco: „Ludzie obrażają się na siebie, chcąc komuś zrobić na złość, mówiąc: «Ja ci pokażę, ja ci dołożę» i dzięki temu coś wynajdują”. Taśmologia stosowana ma podobne sposoby badawcze, tyle tylko, że niczego nie musi wynajdywać. Taśmy przez wielu nazywane są taśmami prawdy. Ale – jak się często okazuje – prawda niejedno ma imię. A przynajmniej dwa.

Profesorów taśmologii stosowanej jest bez liku, a i uczniów mają sporo. Powinnością profesorów jest uczniów promować i premiować. Postęp jest zapewniony.

 

Aferał, nieterazizm i zatowarowany sklep

Życie pędzi jak szalone, a ten pęd przekłada się na rosnące w piorunującym tempie zdolności słowotwórcze rodaków.

W ostatnich tygodniach urzekła mnie najpierw propozycja sieci sklepów Żabka. Dowiedziałam się, że – jeżeli zechcę – mogę objąć wyposażony i zatowarowany sklep. Zatowarowany sklep w pierwszej chwili wzbudził moje głębokie zdziwienie. Odkryłam po przeszukaniu Sieci, że w środowisku ludzi związanych z handlem wyrażenie to funkcjonuje już od dawna. Nic dziwnego: wszystko jest jasne, wiadomo, że chodzi o sklep zaopatrzony w towar. Zatowarowany wpisuje się w rzeszę coraz chętniej używanych przez nas imiesłowów: bywają głosowani kandydaci i konsultowane kandydatury, dyskutuje się o wnioskowanych projektach, mogą być i zatowarowane sklepy. Tylko językoznawcy podejrzanie milczą.

Najwięcej niespodzianek słowotwórczych niesie jednak życie polityczne. Afera ostatnio goni aferę, język musi nadążać. Karierę robi aferał – rzeczownik oznaczający polityka albo przedsiębiorcę zamieszanego w afery kryminalne. Zwolennik liberalizmu to liberał, czemu więc „zwolennika” afer nie nazwać aferałem? Ten nowy rzeczownik z pewnością się przyjmie, aferałów ci u nas ostatnimi czasy dostatek. Tylko w kryminałach ciasno.

Najciekawszym jednak słownym tworem ostatnich dni wydaje mi się termin nieterazizm, oznaczający politykę, którą da się streścić w zdaniu: „OK, ale nie teraz”. Stwierdzenie to, zdaniem niektórych przedstawicieli Suwerena, można przypisać działaniom (albo ich brakowi) członków wszystkich partii politycznych. Skojarzenie z zasiedziałym już w polszczyźnie tumiwisizmem nasuwa się samo. Na brak tumiwisistów, podobnie jak aferałów, narzekać nie możemy.