Taśmy, taśmy, taśmologia

Taśmy od jakiegoś czasu rządzą naszym życiem politycznym. Były taśmy z restauracji Sowa&Przyjaciele, taśmy Marka Chrzanowskiego z Komisji Nadzoru Finansowego i bankiera Leszka Czarneckiego, taśmy Mateusza Morawieckiego – również z Sowy, teraz głośno o taśmach Jarosława Kaczyńskiego.

Wszystkie wywołują spory rozglos, pierwsze z nich doprowadziły do upadku rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Do czego doprowadzą kolejne, jeszcze nie wiadomo. Nic dziwnego, że w tak zwanej przestrzeni publicznej pojawiła się nazwa „taśmologia stosowana”, oznaczająca naukę wprawdzie bardzo młodą, ale z wielkimi szansami na rozwój. Możliwe, że niedługo stanie się nauką wiodącą. Tylko patrzeć, kiedy zostanie przedmiotem szkolnym, a na lekcjach będą omawiane coraz liczniej dostarczane przypadki jej zastosowania. Przedstawiciele kręgów rządowo-parlamentarnych dwoją się i troją, by nauka ta miała sporo pożywki, a młodzież dzięki temu konkretne przykłady.

Taśmologia stosowana w oczywisty sposób nawiązuje do mniemanologii stosowanej – nauki, którą powołał do życia Jan Tadeusz Stanisławski. Jaka szkoda, że wielki mistrz satyry nie doczekał tych czasów! Mniemanologia stosowana zajmowała się ludzką obraźliwością jako motorem wszelkiego postępu. Jej definicję mistrz Stanisławski sformułował następująco: „Ludzie obrażają się na siebie, chcąc komuś zrobić na złość, mówiąc: «Ja ci pokażę, ja ci dołożę» i dzięki temu coś wynajdują”. Taśmologia stosowana ma podobne sposoby badawcze, tyle tylko, że niczego nie musi wynajdywać. Taśmy przez wielu nazywane są taśmami prawdy. Ale – jak się często okazuje – prawda niejedno ma imię. A przynajmniej dwa.

Profesorów taśmologii stosowanej jest bez liku, a i uczniów mają sporo. Powinnością profesorów jest uczniów promować i premiować. Postęp jest zapewniony.