Demokracja, dewastacja i inne de-

 

Od czasu, gdy władzę objęło Prawo i Sprawiedliwość, wzrosło zapotrzebowanie na używanie słów zaczynających się na de-.

demokracja
fot. Rafał Zambrzycki/www.sejm.gov.pl

Zaczęło się od demokracji. Słowo to było na ustach polityków wszystkich partii, choć z wymiany zdań wynikało jasno, że kryje się za nim jedno z najbardziej wieloznacznych pojęć. Demokracja stała się słowem-kluczem nieustających sporów – by łagodnie określić to, co działo się w sejmie i poza nim – i jednym z najczęściej w nich przywoływanych.

Potem nastąpił wysyp: delikt (konstytucyjny), demontaż (państwa prawa), destrukcja, dewastacja, destabilizacja, dezorganizacja. Oczywiście, w zależności od punktu widzenia (i przynależności partyjnej) opinie bywały różne: to, co dla jednych było deliktem, dla drugich było korzystaniem z prerogatyw; to, co dla poniektórych było demontażem państwa prawnego, dla innych było próbą zakwestionowania wyniku demokratycznych wyborów z października 2015 roku. Także destrukcja, dewastacja i destabilizacja okazały się pojęciami wieloznacznymi. Przedstawiciele partii rządzącej o dążenie do destrukcji państwa, jego dewastację i destabilizację oraz dezorganizację życia publicznego oskarżali demonstrujących na ulicach członków KOD i Obywateli RP, ci zaś mieli całkowicie odmienne zdanie. Niektórzy uczestnicy politycznych debat popadali w desperację, próbując przekonać do swoich racji.

Niemal w tym samym czasie królowanie rozpoczęły kolejne słowa-klucze: dekomunizacja i dezubekizacja, podobnie jak wyżej wymienione wywołujące ogromne emocje. O ile oznaczone nimi pojęcia bywały tak samo rozumiane po obu stronach politycznej barykady, o tyle postępujące ich śladem czyny już nie.

Gorące dyskusje wywoływały także decentralizacja i dekoncentracja (mediów). I znów wyraźnie zaznaczyły się różnice w rozumieniu kryjących się za tymi słowami pojęć. Dla decydentów i ich zwolenników oznaczały one dekoncentrację obcego kapitału na polskim rynku medialnym, dla ich przeciwników było to ograniczanie wolności słowa.

Ostatnie dni przyniosły wzrost użycia kolejnego słowa na de-: degradacja. Natychmiast pojawił się także zamiennik: degeneralizacja. Chodzi oczywiście o uchwaloną właśnie przez sejm tak zwaną ustawę degradacyjną. Na mocy tej ustawy osoby, które będąc w organach bezpieczeństwa państwa, działały na rzecz podtrzymywania reżimu komunistycznego oraz na szkodę państwa polskiego, zostaną pozbawione stopni oficerskich i podoficerskich. Złośliwcy pytają, kiedy kolej na karierę następnego słowa: dezorderyzacja.

A teraz posłużę się dedukcją: przypuszczam, że rodacy, porównując stan swoich kont bankowych z ministerialnymi po informacjach o wysokich nagrodach dla ministrów, wiceministrów i pracowników kancelarii prezydenta, często będą używać słowa debet.

 

Warunkowość, dostępność i inne -ości

Polscy politycy nad wyraz ukochali słowa kończące się na -ość. Ostatnio takimi gorącymi słowami są warunkowość, dostępność i praworządność. Chodzi o powiązanie rozdziału kwot z unijnego budżetu z przestrzeganiem wartości Unii Europejskiej w krajach członkowskich.

warunkowość
fot. Radek Pietruszka/PAP

„Nie należy wykluczyć tego, że w ramach debaty o budżecie będzie podjęty temat warunkowości dostępności środków unijnych dla poszczególnych państw” – stwierdził Konrad Szymański, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. A premier Mateusz Morawiecki po nieformalnym szczycie w Brukseli dodał: „Co do tej warunkowości mogę powiedzieć, że dzisiaj praktycznie za bardzo nie stanowiło to jakiegoś tematu gorąco dyskutowanego. W kilku głosach pojawiła się ta warunkowość, ale w bardzo różnym kontekście. Ja sam zresztą podkreśliłem, że warunkowość jest bardzo dobrym pomysłem potencjalnie, ale może być ona zależna od bardzo obiektywnych kryteriów”. Na tym litościwie skończę cytowanie wypowiedzi premiera, wyraźnie bowiem widać, że język ojczysty nie jest jego miłością. Przypomnę jedynie, że przyczyną warunkowości dostępności jest praworządność.

Elokwencję polityków pobudzają kolejne procesy legislacyjne i ważne wydarzenia. Podczas dyskusji o reformie sądownictwa z ust pracowników kancelarii prezydenta i premiera nie schodziły słowa sprawiedliwość i praworządność, a sam prezydent z pasją informował, że chce pogłębiać demokratyczność. Ostatnio słowami-kluczami wyzwalającymi silne emocje, związanymi z projektem ustawy dotyczącej życia publicznego, a firmowanej przez szefów służb z założenia działających niejawnie, są jawność i transparentność. Doprowadzenie Władysława Frasyniuka w kajdankach do prokuratury spowodowało natomiast, że często przywoływane było słowo równość (wobec prawa).

Wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej zadomowiły się u nas innowacyjność i konkurencyjność. Wszelkie inwestycje, a także produkty, procesy, usługi, maszyny, urządzenia, opakowania, dystrybucja, organizacja pracy, a nawet strategia cenowa (!) i promocja stały się natychmiast innowacyjne i konkurencyjne. Ba, okazało się, że nawet sposoby rekrutacji pracowników mogą być innowacyjne, co wpływa oczywiście na konkurencyjność.

Pobudzona licznymi -ościami, składam wniosek, którego źródłem jest racjonalność: partia rządząca, dostosowując się do obecnych tendencji, powinna zmienić nazwę. Prawość i Sprawiedliwość brzmi innowacyjnie.

 

„Perpetrators” i „bajka o Zagładzie”

Głośno ostatnio o wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, w której użył on słowa perpetrators w odniesieniu do Żydów, Polaków, Ukraińców, Rosjan i Niemców. To, że słowa mają duże znaczenie, zwłaszcza w świecie polityki, nie trzeba nikogo przekonywać. To akurat wywołało ogromne poruszenie na całym świecie.

W polskich mediach słowo perpetrators było tłumaczone na zbrodniarze, sprawcy, a także – kolaboranci. Każde niesie z sobą inny ciężar gatunkowy, co można dowolnie wykorzystywać w interpretacji. Dyskusji na temat tej wypowiedzi co niemiara, a ranga sprawy jest niebagatelna. Rozmówcy, pamiętając o burzy wywołanej konstatacją premiera, powinni starannie dobierać słowa, tymczasem niektórzy lekce je ważą.

perpetrators, dr Ewa Kurek
fot. Twitter TVP Info

TVP Info zaprosiła doktor Ewę Kurek, badaczkę stosunków polsko-żydowskich. Nie mam zamiaru polemizować z jej poglądami ani podważać historycznych faktów, chcę zwrócić uwagę na słowa. Niedawno wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówił o wrabianiu Polski w Holokaust, co spowodowało, że zabrakło mi tchu. W debacie publicznej, w tak ważnej sprawie TAKI język? Teraz pani doktor w licznych dostępnych w Internecie wywiadach mówi o stworzonej przez Żydów bajce o Zagładzie, twierdzi, że została uruchomiona masowa produkcja żydowskich kłamstw oraz że zrobili oni genialny PR na swojej Zagładzie. Przypomina także stworzone przez Andrzeja Niemojewskiego, poetę, pisarza i publicystę okresu Młodej Polski, skądinąd zabawne, określenie polskiego filosemity – „dwużydzian Polaka”. Doprawdy niezwykle cenne to sformułowania, wygłoszone w czasie krajowych i międzynarodowych napięć.

W programie O co chodzi, prowadzonej przez inną panią doktor, Magdalenę Ogórek, zapytana o rolę obywateli ojczyzny Hitlera w Holokauście, doktor Kurek, jak naukowcowi przystało, powiedziała: „Austriacy wyszli na czysto”, a broniąc słów premiera, stwierdziła „Jesteśmy w momencie być albo nie być”, co prowadząca potwierdziła: „Jesteśmy w momencie kulminacyjnym”. Domyślam się, co obie panie miały na myśli, ale wydaje mi się, że Szekspira bardzo zdziwiłaby taka trawestacja najsłynniejszego w historii literatury monologu.

Miej proporcje, Mocium Panie

„Miej proporcje, Mocium Panie. To powiedzenie z Zemsty Aleksandra Fredry pasuje do wrzasków totalnej opozycji o rzekomej izolacji Polski w Europie. Kompletnie przeczą temu fakty” – napisał na swoim blogu europoseł, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki.

miej proporcje, mocium panie
fot. Wojciech Kusiński/Polskie Radio

Kolejny raz zadumałam się nad beztroską polityków. Cytat ma to do siebie, że powinien być dokładny. W rzeczywistości Cześnik oczekuje od Dyndalskiego czegoś innego (Znaj proporcjum, mocium panie”). W innym miejscu o Podstolinie mówi: Ależ wdowa – doświadczona / Zna proporcją, mocium panie”. Te staromodne wyrazy i ich odmiana stanowią współcześnie wielką trudność, ale Polak przecież potrafi. I sięga po różne sposoby, by zabłysnąć. Cytat z Fredry – proszę bardzo, przecież to słynny polski (dziś wypadałoby powiedzieć: narodowy) komediopisarz! A że Zemsty się nie czytało albo tekst zapomniało, a sprawdzają u źródła tylko ci, co mają wątpliwości…

Poseł Czarnecki nieuważnie zaglądał do skarbnicy literatury polskiej i postanowił poprawić autora. Niezalezna.pl z kolei, dostrzegłszy popełnione przez niego błędy, postanowiła poprawić europosła. Publikując jego post, nadała mu litościwie tytuł Znaj proporcje, mocium panie. I tak dobrze, że nie Znaj proporcją, mocium panie, bo i takie zapisy widuję. Miłość do literatury polskiej różne ma imiona. Postanowiłam pójść w sukurs wielbicielom twórczości Aleksandra Fredry i podpowiedzieć, że mocium panie to skrót od miłościwy panie, zakładając, że ta informacja przyda się też kolejnym politykom. Niektórym, nie tylko parlamentarzystom, podpowiem także, że hrabia to nie imię. Może nie będą więc pisać Aleksander Hrabia Fredro.

Wrobić w Holokaust

„Jeżeli Polskę dało się wrobić w Holokaust, to już da się nas wrobić we wszystko. Dość już skakania Polsce po głowie” – te słowa wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, wygłoszone w „Sygnałach dnia”, spowodowały, że zamieniłam się w żonę Lota. Nie po raz pierwszy.

Patryk Jaki, wrobić w Holokaust
fot. Damian Burzykowski / newspix.pl

Kolokwializmem (po łacinie colloqium to rozmowa) nazywamy wyrażenie używane tylko w swobodnej, potocznej pogawędce. W takiej rozmowie można kogoś na przykład ‘wrobić w kredyt’, można także ’zrobić go w konia’, ‘wkopać’ i w coś ‘wkręcić’. Można też ‘robić z kogoś balona’ i ‘wykręcić numer albo kawał’. Politycy różnych partii przyzwyczaili nas już do – subtelnie rzecz ujmując – sformułowań przeniesionych znad stolików w bufetach (kiedyś mawiano o budce z piwem) na salony. Ale wrobić w Holokaust? To po prostu zapiera dech w piersi. Czyżbyśmy dochodzili do etapu, kiedy taki język będzie obowiązywał w debacie publicznej?

Kiedyś autorytetem był człowiek mający duże poważanie ze względu na swą wiedzę lub postawę moralną, mający wpływ na postawy i myślenie innych ludzi. I pięknie mówiący po polsku. Ale to już było. Teraz autorytetem dla wielu z nas staje się człowiek (polityk), który nie przywiązuje wagi do słów i dla konkretnego celu, jakim jest popularność, mówi tak, jak jego wyborcy, starając się w ten sposób uwiarygodnić. A może nie ma w tym żadnej wyrafinowanej zasady i po prostu mówi tak, jak mówi?

Dziś publicznie opowiada się o burej suce, która łże, pętakach, nieukach, popaprańcach, pornogrubasach, idiotkach, chłystkach, świniach oderwanych od koryta, palantach, oszołomach, hołocie, rżnącym głupa rządzie, czerwonej pajęczynie, złodziejach, ciemnogrodzie, a także o kanaliach i zdradzieckich mordach. Kiedyś forma miała znaczenie. I czasem chce mi się krzyknąć, trawestując słynne powiedzenie Jamesa Carvilla: Kultura (nie tylko) języka, głupcze! Niestety obawiam się, że długo będziemy czekać na to, by powszechnie uznane zostały normy, dzięki którym wiadomo, co wypada, a czego nie wypada.

Głosowany wniosek

Ach, ta angielszczyzna! Tak bardzo ją kochamy, że co tylko się da nazywamy z angielska, z upodobaniem przenosimy także na rodzimy grunt jej przynależne formy gramatyczne, w tym znacznie częściej niż w polszczyźnie występującą stronę bierną.

głosowany wniosek
youtube.com

Głośno ostatnio było o procedurze wszczętej przez Parlament Europejski w sprawie odwołania Ryszarda Czarneckiego ze stanowiska wiceprzewodniczącego tegoż Parlamentu. Dzięki dziennikarzom i politykom można było dowiedzieć się, że wniosek w sprawie odwołania europosła był głosowany.

Głosowane, zdaniem parlamentarzystów, bywają także kandydatury. Swego czasu poseł PiS, Dominik Tarczyński, nękany traumą po wyborze na przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, zadał w jakimś wywiadzie dramatyczne pytanie: „Dlaczego nie był głosowany kandydat Polski?”, mając oczywiście na myśli Jacka Saryusza-Wolskiego. ‘Głosowanie kogoś’ lubią także politycy innych partii, na przykład Sławomir Neumann przy jakiejś okazji zapewniał, że Grzegorz Schetyna, przewodniczący Platformy Obywatelskiej „nie będzie głosowany na premiera”.

Kandydatury bywają także konsultowane, konsultowane (lub nie) bywają także ustawy, o czym co rusz dowiaduję się z mediów. Ostatnio wiele o tym pisano z powodu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej i sprawy przypisywaniu narodowi polskiemu odpowiedzialności za Holokaust. Do niedawna konsultowano się w jakiejś sprawie, a konsultacje bywały przeprowadzane. Okazało się jednak, że zbyt trudno sformułować komunikat, dochowując wierności regułom ojczystego języka, i nasi dumni parlamentarzyści zaproponowali skrót, który natychmiast podchwycili żurnaliści.

Akty prawne nagminnie są procedowane, na poważnych portalach czytam także o procedowaniu samego prawa. Jak można procedować ustawę? Dziennikarze, politycy, a i sami prawnicy niemal codziennie próbują przekonać mnie, że można. Przypuszczam, że rozumieją przez to proces legislacyjny lub dyskusję nad projektem ustawy. Niektórzy procedują nawet wnioski o wydanie pozwolenia na budowę… Ale procedować to przecież ‚postępować zgodnie z określoną procedurą. Paskudne jest to słowo, dziecko polityki. Niebezpiecznie bliskie słowu proceder, które nie kojarzy się dobrze.

Złotousty Tadeusz Cymański któregoś dnia powiedział: „Nie mówmy o tym, co nie zostało zaprzeczone”. Kto następny?

 

 

Mądrej głowie dość po słowie

„Mądrej głowie dość po słowie” napisał na Twitterze słynny poseł Ryszard Czarnecki w dyskusji ze Zbigniewem Bońkiem. Pan poseł dołączył do wielu osób, które powtarzają to przysłowie w niewłaściwej postaci. Nieznane sobie staropolskie formy wyrazów dwie słowie zmieniają na współcześnie brzmiące po słowie, żeby powstał rym. Po mądrej głowie chodzi, że coś jest na rzeczy.

Mądrej głowie dość dwie słowie
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

„Mądrej głowie dość dwie słowie” mówimy, mając na myśli to, że inteligentnej osobie nie trzeba niczego długo tłumaczyć, wystarczą dwa słowa. Dwie słowie jest archaiczną formą tak zwanej liczby podwójnej. To frazeologizm, nie powinien podlegać przekształceniom, bo jest częścią naszego językowego i kulturowego archiwum.

Internauci i posłowie to szczególne grupy – szacunek dla ojczystego języka ich nie dotyczy, a normy językowe i utrwalone znaczenia słów mają za nic. Można śmiało powiedzieć, że wart Pac pałaca, a pałac Paca. Walka z ich – delikatnie mówiąc – dezynwolturą to kwadratura koła i jest grą niewartą świeczki.

Tajemnicą poliszynela jest to, że posłowie lubią bić pianę. To niezwykłej wagi zajęcie wyklucza staranność wypowiedzi, bo na troskę o nią szkoda czasu. Słuchacze, czyli naród (albo suweren), najczęściej puszczają płazem przewiny parlamentarzystów, co powoduje, że rzeczeni osiadają na laurach, przekonani o swojej wielkości i nieomylności. I choćby stawało się na uszach i wychodziło ze skóry, by udowodnić, że to, co robią to często przelewanie z pustego w próżne i wciskanie głodnych kawałków, pozostaną niewzruszeni w owym przekonaniu. Tak bardzo chcą wypłynąć na szerokie polityczne wody, że – nie zważając na nic – po trupach dążą do celu. A że czasem są śmieszni? Nic to, najważniejsze, by nie znaleźć się poza nawiasem, a gdy powstanie problem, umyć ręce. Wszelkie oczekiwania, że posłowie, zwłaszcza niektórzy, wyzbędą się patosu i pustosłowia, przestaną powtarzać wyuczone formułki, a zaczną mówić z sensem i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, należy odłożyć ad calendas greacas.

Ot, ponarzekałam. Ale nikt tym zapewne się nie przejmie, bo to tylko takie austriackie gadanie.

Naród, czyli kto?

Gorące dyskusje o nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, na mocy której mają być karani grzywną lub więzieniem ci, którzy godzą w dobre imię narodu polskiego, przypisując mu udział w Holokauście, a także fala wzmożonych patriotycznych nastrojów, każą zastanowić się, co rozumieć pod słowem naród. Słowem odmienianym przez wszystkie przypadki i różnie rozumianym.

Do niedawna żyłam w przekonaniu, wspartym definicją słownika języka polskiego PWN, że naród to ‘duża wspólnota etniczna, przeważnie mówiąca tym samym językiem, związana wspólną historią i kulturą oraz wspólnymi interesami politycznymi i gospodarczymi’. Wspólnota, czyli grupa osób, zbiór jednostek. Wobec ostatnio zarysowanego rozłamu politycznego podział na jednostki zaznaczył się bardzo wyraźnie. Pewna grupa jednostek sądzi, że druga grupa jednostek nie jest właściwym narodem, to samo o pierwszej sądzi ta druga grupa. Skoro, zdaniem przedstawicieli obu grup, istnieje naród właściwy i naród niewłaściwy, to co oznacza wyrażenie ‘naród polski’?

naródnaródnaród

Wiceminister Marcin Warchoł tłumaczył, że „pojęcie naród, które zostało zapisane w ustawie, jest traktowane bardzo wąsko [?] jako ‘ogół wszystkich obywateli’. Ktoś, kto chciałby narazić się na odpowiedzialność, musi więc obrazić cały naród polski”. W jaki sposób można obrazić cały naród polski, skoro to ogół, a na ogół składają się pojedynczy obywatele?

naródTo trudne pojęcie wyjaśniał rodakom z mównicy sejmowej także poseł Dominik Tarczyński, mówiąc: „Polska jest dumnym narodem”. Posła Tarczyńskiego wsparł inny poseł Prawa i Sprawiedliwości, Marcin Horała, mówiąc: „[…] chodzi bowiem o Polskę jako naród, która może z dumą wspominać swoją wojenną historię”. Czyli naród to Polska. Postanowiłam puścić mimo uszu te oświadczenia, kładąc je na karb niedoinformowania wyrazistych posłów. Widocznie w otoczeniu obu parlamentarzystów doszło do jakiegoś przekłamania lub dezinformacji. Gdy nadal zastanawiałam się, czy naród to jednostki czy ogół, a może dwa ogóły, wsłuchałam się w słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który w swoim wystąpieniu podkreślił, że „naród to pewna całość”. Odetchnęłam z ulgą.

 

 

Zdjęcia: M. Warchoła – Rafał Zambrzycki/Kancelaria Sejmu, D. Tarczyńskiego – Rafał Guz/PAP, M. Horały – Piotr Olejarczyk/Onet, A. Dudy – Rafał Guz/PAP

Muszka Smokingowa Prezydenta Dudy

Jednym z przedmiotów licytowanych podczas 26. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy była muszka smokingowa głowy państwa, dumnie nazwana Muszką Smokingową Prezydenta Andrzeja Dudy.

muszka smokingowa
źródło: amjphotography.pl

Umiłowanie przez rodaków dużych liter przekracza wszelkie bariery zdrowego rozsądku. Zasadę pisowni, wedle której zdecydowaną większość wyrazów w języku polskim powinniśmy zapisywać małą literą, współbracia uznali za zgrzybiałą i anachroniczną i gdzie tylko się da puszczają wodze fantazji. W sklepach kupujemy Cukier Biały, Kawę Zbożową, Prawdziwy Chleb i wiele innych Artykułów Pierwszej (i Nie Pierwszej) Potrzeby, możemy także wykupić Ferie Zimowe w Promocji, dzięki różnym portalom dowiadujemy się, jak zapewnić sobie Zdrowie w Praktyce lub jak powinna zachowywać się Panna Młoda w Dniu Ślubu. Kupujemy Najlepsze Tonery w Polsce, możemy Wycenić i Zamówić Taniej Długopisy Reklamowe, a w wolnej chwili poczytać „Przygody Pana Kleksa” lub „W Pustyni i w Puszczy”. Niektórzy zaglądają do Słowników Polsko-Angielskich lub Polsko-Francuskich, przesyłamy sobie Najlepsze Życzenia, pewne Firmy Zapewniają Bezpieczeństwo i Zaufanie… Ręce opadają.

Makaron Cztero Jajeczny i „Sztuka Kochania”

Urzędniczo-dziennikarskie poletko również porasta nowinkami. Posłowie obradują w Sejmie, Senatorzy w Senacie, ministrowie stali się Ministrami, w ulicznych burdach interweniuje Policja, a w placówkach dyplomatycznych pracują Ambasadorowie. Zawieramy także Umowy, według których jesteśmy Stronami lub czegoś Uczestnikami, a w sklepach jesteśmy Klientami. Konkursy rozstrzyga Profesjonalne Jury (do niedawna jury składało się z założenia z profesjonalistów, teraz profesjonalizm to rzadkość, a więc jego obecność należy podkreślić), korporacjami i restauracjami zarządzają Menedżerowie, a sprawami pracowników zajmują się Specjaliści DS Zasobów Ludzkich.

Przypływ uczuć patriotycznych w narodzie też ma swoje przełożenie na pisownię: biało-czerwona jest Polską Flagą, hymn stał się Naszym Hymnem Narodowym, a w licznych pisemnych wypowiedziach przywoływane jest Polskie Godło. Długie lata sądziłam, że jestem po prostu Polką, teraz dowiaduję się, że przynależę do Narodu Polskiego, a o moje prawa obywatelskie dba Państwo Polskie. Tromtadracja, tak mnie i wielu innym niemiła, święci triumfy. A Gombrowicz w grobie się przewraca.

Ekskluzywne badanie

ekskluzywne badanie
źródło: tvn24.pl

Słowo ekskluzywny robi oszałamiającą karierę.

Znany psycholog społeczny, nauczyciel akademicki i profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, Janusz Czapiński, w telewizyjnym wywiadzie powołał się na wyniki ekskluzywnego badania. Zamarłam. Nie pierwszy raz słyszę z profesorskich ust słowa, które wywołują u mnie nerwowy tik. Na przykład profesor Tomasz Nałęcz swego czasu informował społeczeństwo, że w trakcie rozmowy przewodniczącego Rady Europejskiej i prezydenta Andrzeja Dudy, gdyby do niej doszło, „Donald Tusk mógłby skonsumować swoją pozycję”.

Dlaczego Donald Tusk miałby konsumować, a nie wykorzystywać swoją pozycję? Moda na wprowadzanie do naszego języka angielskich znaczeń podobnie brzmiących słów kwitnie. Nie tylko profesor Nałęcz polubił inne od dotychczasowego znaczenie słowa konsumpcja. Dziennikarze i politycy wręcz prześcigają się w ustalaniu, co można skonsumować. Otóż, jak się okazuje, wiele: nastroje społeczne, nowele ustawy, władzę sądowniczą, poprawki do ustaw, a także przeróżne treści. Angielskie to consume można tłumaczyć na wiele sposobów, co rodacy ochoczo wykorzystują, tworząc przedziwne komunikaty.

Ochoczo także rekomendują, a nie zalecają. Rodzime rekomendować, czyli ‘wydawać o kimś pozytywną opinię, zachęcać kogoś do skorzystania z jakiejś rzeczy lub usług jakiejś osoby’ zlało się z to recommend, czyli polecać, zalecać. A ostatnimi czasy wiele zaleceń, nazywanych coraz częściej rekomendacjami, wydała polskiemu rządowi Unia Europejska.

Z pewnością badania przeprowadzane pod egidą profesora Czapińskiego nie są ani rzadkie, ani przeznaczone dla wąskiej grupy osób, ani eleganckie lub luksusowe. Nie są także wyłączne, jako że angielski przymiotnik exclusive ma również takie znaczenie. Od jakiegoś czasu tabloidy donoszą o ‘ekskluzywnych wywiadach’ i ‘ekskluzywnych kontraktach’. Piszący tam dziennikarze ‘wywiad na wyłączność’ lub ‘kontrakt na wyłączność’ uznali za zbyt swojski, a może nawet zgrzebny, i postanowili, idąc z duchem czasu, uwspółcześnić te wyrażenia.

Słowo ekskluzywny robi oszałamiającą karierę. Ekskluzywne bywają promocje, linie perfum, samochody, sklepy, bielizna, buty, zdjęcia, smartfony, żele pod prysznic, koncerty, premiery, a nawet sejfy, płoty, remonty, odzież robocza  i… domy pogrzebowe. Słowniki synonimów podają różne współczesne odpowiedniki tego przymiotnika: wyrafinowany, elitarny, wyjątkowy, komfortowy, doborowy, luksusowy, pełen przepychu, uprzywilejowany, wykwintny. Co miał na myśli profesor Czapiński, nazywając badanie ekskluzywnym? Nie udało mi się rozwiązać tej zagadki.