O nowom, niepodległom i silnom

Prezes Jarosław Kaczyński podczas dziewięćdziesiątej trzeciej uroczystości smoleńskiej pod pałacem prezydenckim powiedział:

prezes Jarosław Kaczyński
fot. PAP/Marcin Obara

„Idziemy drogom naprawy Rzeczypospolitej. I te nasze marsze, to wszystko, co przez te już prawie osiem lat czynimy, to nic innego, jak wpisywanie się w drogę, tworzenie jej bardzo ważnej części. […] Ufajcie, że idziemy drogą w tym samym kierunku, że ten kierunek nie ulegnie najmniejszej zmianie, że dojdziemy do celu, że będziemy mieli nowom, prawdziwie nowom, prawdziwie niepodległom, prawdziwie godnom, prawdziwie silnom Polskę. Przed nami jeszcze trzy takie marsze. One przejdą do polskiej historii, przejdą i będom zapisane złotymi zgłoskami”.

Dlaczego prezes Prawa i Sprawiedliwości tak bardzo nie lubi na końcu wyrazu i masakruje wymową tę nosówkę? Niechęć do przeradza się w sympatię do tejże wtedy (choć nie jest w tym konsekwentny), gdy należy wymówić końcowe -ę: zamiast wpisywać się w tę drogę, pan prezes woli wpisywać się w tą drogę. Może działa sentyment do słynnego „Ludwiku Dorn i Sabo, nie idźcie tą drogą!” Aleksandra Kwaśniewskiego? Niezbadane są sympatie i antypatie prezesa partii rządzącej, nie tylko „w temacie” samogłosek nosowych. Ja jednak wolałabym, żeby walkę prowadził on o nową, niepodległą, godną i silną Polskę. A gdy ta już nastanie, trwające osiem lat marsze Krakowskim Przedmieściem każdego dziesiątego dnia miesiąca z pewnością będą zapisane złotymi zgłoskami w polskiej historii.

„Jakby” i „tak?” wiecznie żywe

Jesteśmy jakby apolityczni, tak? – powiedział jeden z lekarzy rezydentów po zakończonych fiaskiem rozmowach z (byłym) ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem.

jakby
fot. PAP/Paweł Supernak

Ucieszyłam się, ponieważ znowu, po dłuższej przerwie, znalazłam się w Jakbylandii. Moda na jakby, stawiane gdzie się da, zdaje się przemijać i bardzo zaczęło mi jej brakować. Ostatnio moją wiarę w trwałość obecności jakby w wypowiedziach rodaków podtrzymał prezydent Duda, który zapewnił społeczeństwo, że nie tylko jedno ugrupowanie wybierze swoich przedstawicieli do Krajowej Rady Sądownictwa, ale także inne ugrupowania będą miały możliwość wskazania swoich jak gdyby kandydatów”. Wcześniej prym wiedli profesor Paweł Śpiewak i Mariusz Janicki z „Polityki”, ale może przeczytali mój post, a może ktoś inny uświadomił obu panom, że jakby nie wypada co chwila wątpić w jakby sens tego, co się mówi.

W Jakbylandii

Wydawać by się mogło, że powoli obumiera także moda na takanie. Ta irytująca maniera kończenia zdania partykułą tak? zdominowała wypowiedzi rodaków jakiś czas temu i skutecznie wyprowadzała mnie i wielu innych z równowagi. Już, już sądziłam, że moda przemija, ale wspomniany wcześniej młody lekarz boleśnie przekonał mnie, że jest wieczna.

Tak?anie

Opcja kurczaka i pozycjonowanie

Dzięki ostatniej reklamie KFC dowiedziałam się, że te restauracje oferują pięć opcji kurczaka.

opcja, KFCOpcja mieszka sobie w polszczyźnie od dawna. Jej znaczenie zmienia się z upływem czasu, ostatnio dominuje – pod wpływem angielszczyzny i komputerowego życia – opcja jako ‘wybór jednej z możliwości’. Swojską możliwość przestaliśmy lubić, nie lubimy też ewentualności, możności, okazji, sposobności, wariantu, wolimy ‘mieć opcję’, a żeby było śmieszniej (optio po łacinie znaczy wybór), miewamy też ‘opcje do wyboru’. Istnieje opcja sprzedaży i opcja prezydencka, opcja proeuropejska i prorosyjska, możemy wynająć mieszkanie z opcją kupna, zamiast siedzieć w domu wybieramy opcję kino, mamy też słynną „zakamuflowaną opcję niemiecką”, a bywa, że nie mamy żadnej opcji i wtedy sytuacja jest trudna. Dzięki ostatniej reklamie KFC dowiedziałam się, że te restauracje oferują pięć opcji kurczaka. Kurczę, wołałabym jednak mieć pięć potraw do wyboru!

Przestaliśmy także wybierać, opowiadać się za czymś, preferować coś, a zaczęliśmy optować. Trudno, język się zmienia i żadne lamenty dinozaurów nie pomogą.

Ostatnio też często pozycjonujemy (się). I nie mam na myśli ustawiania pozycji strony internetowej w wynikach wyszukiwania. W różnych poradnikach możemy przeczytać, jak pozycjonować się na rynku pracy oraz podkreślić swoją wartość podczas procesu rekrutacyjnego, z gazet płyną informacje o pozycjonowaniu się partii opozycyjnych wobec rządu. To jest jasne, bo angielski czasownik to position, a to on jest sprawcą naszego, skądinąd zgrabnego, pozycjonowania, znaczy ‘ustawiać w określonym miejscu lub w określonej pozycji’. Ale rodacy, co mnie coraz mniej dziwi, nie lubią, gdy się ich ogranicza. Znana kabareciarka Katarzyna Pakosińska (Czy ktoś już wymyślił słowo kabareciarka? Chyba jestem pierwsza!) w radiowym wywiadzie poinformowała słuchaczy, że – zastanawiając się nad wyborem zawodu – początkowo „pozycjonowała się na krytyka teatralnego”. I dobrze, że z tego pozycjonowania nic nie wyszło, bo to dzięki pani Katarzynie kochamy internety.

Meghan Markle i ożenek

Sporo ostatnio mówi się o narzeczonej księcia Harry`ego, członka brytyjskiej rodziny królewskiej.

ożenek
instagram.com/wp.pl

Plotkarska prasa z zapałem wyciąga na światło dzienne informacje o byłym mężu, rodzinnych relacjach i karierze filmowej Amerykanki, pokazywane są jej zdjęcia w bikini i bez, rozpisuje się o jej złych nawykach: obgryzaniu paznokci i przeklinaniu. Dziennikarze kolorowych pism zastanawiają się, czy narzeczona księcia Harry`ego „podoła etykiecie”, informują również o niezwykłych dokonaniach księcia, jako że dla przyszłej żony zrezygnował on z polowań i rzuca palenie. Zachodzą też w głowę, czy panna Markle przeszła operacje plastyczne, a także, czy uroczystość zaślubin zaszczyci swoją obecnością królowa Elżbieta II, ponieważ panna młoda po raz drugi „stanie przed ślubnym kobiercem”.

Mnie wiadomości o obgryzaniu paznokci, próbach podołania etykiecie i braniu ślubu przed kobiercem nie zmartwiły, gorzej zniosłam informację dziennikarza poważnej stacji telewizyjnej, który obwieścił, że „Meghan Markle wżeni się w rodzinę królewską”. Bo po pierwsze: panna Markle może co najwyżej WMĘŻYĆ się w brytyjską rodzinę królewską, a po drugie: wżenić się oznacza ‚żeniąc się, wejść do jakiejś rodziny, stać się współwłaścicielem jakiegoś majątku, przedsiębiorstwa itp.’ i źle się kojarzy.

Coraz bardziej powszechne jest nazywanie żenieniem się lub ożenkiem zawarcie małżeństwa zarówno przez mężczyznę (który bierze sobie żonę), jak i przez kobietę (która przecież żony sobie nie bierze, raczej męża). Dlaczego tak trudno nam połączyć żonę z ożenkiem? Czemu ożenek, żona, (o)żenić się, żonaty, żeniaczka – rodzina wyrazów „związana” z mężczyzną od tegoż mężczyzny się oderwała? Czyżby jakąś winę ponosił przegłos polski, którego skutkiem jest między innymi oboczność samogłosek e : o?

Wygląda na to, że zostać żoną i pojąć za żonę zlały się w jedno. Ale czemu tak wielu z nas to nie przeszkadza?

Może piwo dla Pana?

Może piwo dla Pana?
www.classiccarmag.net

W spocie Heinekena, przygotowanym w ramach kampanii pod hasłem „Kiedy prowadzisz, nigdy nie pij”, sir Jackie Stewart, trzykrotny mistrz świata Formuły 1, nie sięga po piwo, które oferuje mu kelner. Reklamówka nagrana jest w języku angielskim, polski odbiorca może przeczytać przetłumaczony tekst.
– Może piwo dla Pana? – Nie, dziękuję, wciąż prowadzę, odpowiada sir Stewart.

Duże litery stosowaliśmy w listach i pismach oficjalnych, bo to forma grzecznościowa i odzwierciedlała szacunek dla adresata. Dużą literą zwykliśmy pisać także te wyrazy, które dotyczą osób darzonych przez piszącego szacunkiem, miłością, na przykład Kochani Rodzice, Moja Droga. Tak było do niedawna. Od jakiegoś czasu rodacy darzą miłością i okazują (na piśmie) szacunek komu tylko się da. Co i rusz na różnych paskach w różnych programach telewizyjnych czytam, że Pani Zofia Kowalska uczyniła to czy tamto, a co innego uczynił Pan Paweł Kowalczyk. Często też z adresowanych do mnie mejli mogę dowiedzieć się, że organizowane jest spotkanie z jakąś Panią lub Panem. Ja często jestem tylko panią. Widocznie na szacunek trzeba sobie zasłużyć.

Zaglądam do Internetu i czytam:

Czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani
Czy ta Pani tego Pana chce (fragment tekstu piosenki Anny Wyszkoni)

Firma sprzątająca zatrudni Panią/Pana do sprzątania klatek schodowych.

Pan i Pani House”, czyli pomysłowe, szybkie metamorfozy i inspirujące aranżacje wnętrz. Nowy program TVN.

„Czy Pan/Pani mnie słyszy?”, czyli nowy sposób teleoszustów. Nie daj się nabrać!

No i oczywiście: Pani pozna Pana. Bo może gdyby pani poznała pana, to oboje Państwo poczuliby się dotknięci?

Pan prezydent powiedział

Pan prezydent powiedział
fot. tvn24/x-news

Ogłaszając swoją decyzję o podpisaniu ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, pan prezydent kilka razy mnie zadziwił. Ale nie polityczną wymowę jego wystąpienia mam na myśli.

Cytat pierwszy: Dziwi mnie stawianie nieprzyzwoitej tezy, że ustawy są takie same jak te, które zawetowałem w lipcu.

Teza NIEPRZYZWOITA? W którym miejscu teza o podobieństwie zawetowanych i podpisanych ustaw łamie panujące normy obyczajowe? I czy ktokolwiek dopatrzyłby się w niej cienia wulgaryzmu? Bo nieprzyzwoitość kojarzy się z obscenami. Oczywiście często potocznie mówimy, że coś jest nieprzyzwoite w znaczeniu niewłaściwe, nieodpowiednie, niecenzuralne, karygodne, naganne, ale trudno wystąpienie prezydenta nazwać udziałem w towarzyskiej pogawędce.

Cytat drugi: Zawetowana ustawa o SN zakładała, że wszyscy sędziowie będą musieli odejść z Sądu Najwyższego i tylko ci, których zaakceptuje minister sprawiedliwości, będą mogli w tym sądzie orzekać. Obecnie takiego postanowienia absolutnie nie ma.

A więc czegoś może nie być i absolutnie nie być. Hm…

Cytat trzeci: Co do ustawy o KRS, to z niesmakiem słucham gromkich głosów, wyrażanych przez niektórych przedstawicieli elit, w tym elit sędziowskich, o tym, jaki to straszliwy system zostaje wprowadzony, który będzie powodował naruszenie niezawisłości sędziowskiej.

Panie prezydencie, słuchać z niesmakiem to można plotek…

Cytat czwarty: „Naprawdę uważam, że niezwykle demokratyczne rozwiązania zostają wprowadzone”; „następuje pogłębienie demokratyczności, jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości”.

Rozwiązania zatem mogą być demokratyczne i niezwykle demokratyczne. Niezwykle demokratyczne z pewnością są bardziej demokratyczne niż demokratyczne. To ważne rozróżnienie, jeśli chodzi o pogłębienie demokratyczności.

Cytat piąty: „Zostało zapewnione, że nie tylko jedno ugrupowanie wybierze swoich przedstawicieli do Krajowej Rady Sądownictwa, ale także inne ugrupowania będą miały możliwość wskazania swoich jak gdyby kandydatów”.

Jak to dobrze, że inne ugrupowania będą miały możliwość wskazania jak gdyby kandydatów, bo gdyby wskazały kandydatów, to może powstałby problem?

Od lat marzy mi się, by zawsze móc „odpowiednie rzeczy dać słowo”. Panu prezydentowi wielokrotnie to się nie udało.

„Czołowa twarz” posła Czarneckiego

czołowa twarz
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Poseł Czarnecki bardzo lubi odwoływać się do twarzy.

Eurodeputowany Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, zapytany o nową rolę byłej premier Beaty Szydło powiedział, że będzie ona „czołową twarzą Prawa i Sprawiedliwości”. Czołowa twarz – ciekawie to brzmi, zwłaszcza gdy dojdzie się do prostego wniosku, że czoło to część twarzy, a i czoło, i twarz to części głowy. Wiem, wiem, czołowy oznacza także główny, przodujący, ale te słowa zwykliśmy do tej pory łączyć na przykład z postacią.

Poseł Czarnecki bardzo lubi odwoływać się do twarzy. Premier Mateusz Morawiecki jest, jego zdaniem, twarzą kwestii gospodarczych, przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk – twarzą jednej inicjatywy, brexitu, a poseł Borys Budka ma – w mniemaniu eurodeputowanego – twarzy wiele, jak bożek Świętowit, choć, jak się okazuje, wiele twarzy w przypadku posła Platformy Obywatelskiej oznacza dwie.

„Jak czytałem wywiad posła Budki, to przypomniał mi się bożek Świętowit, który miał wiele twarzy. Widocznie poseł Budka ma również wiele twarzy. Jedną twarz dla Polaków, kiedy mówi, że program 500+ jest OK, a drugą twarz dla Niemców, kiedy mówi, że Polaków nie stać na ten program i że jest on populistyczny. To jest taki Świętowit”.

Pan poseł zabłysnął także stwierdzeniem, że Beata Szydło podczas głosowania w sprawie jej odwołania z funkcji premiera zachowała się bardzo profesjonalnie i pokazała piękną klasę. Pomijam pytanie, na czym polega profesjonalne zachowanie podczas głosowania, z wypowiedzi pana posła wyciągam jedynie prosty wniosek, że można zachowywać się profesjonalnie, bardzo profesjonalnie i najbardziej profesjonalnie. I zastanawiam się, co to jest piękna klasa. Polska frazeologia dziękuje panu posłowi!

Przyjdź do Komfort, kupuj w Selgros

Powiedz państwu, co sprawia, że warto kupować w Selgros.

Tylko w Izoplast najlepsze okna.

Przyjdź do Komfort.

Czyszczenie magazynów w Media Expert.

Po co płacić za prezenty, skoro można je mieć w smartDOM?

Wygłaszane słodkim głosem i okraszone uroczym uśmiechem znanych osób hasła reklamowe atakują nas codziennie. O konieczności reklamowania produktów i firm nikt nie musi mnie przekonywać, bo choć drażni, reklama swoje prawa ma. Konieczność koniecznością, ale dlaczego reklamodawcy traktują reklamobiorcę jak niedorozwiniętego intelektualnie? Pomijam banał opowiadanych historyjek i trywialność wniosków, na przykład takich, że jakość proszku do prania wpływa na rodzinne szczęście. Chyba bardziej irytuje mnie nieodmienianie nazw.  Zapewne jest to skutek założenia, że klient, usłyszawszy nazwę odmienioną, nie będzie wiedział, jak brzmi ona w formie podstawowej (czytaj: nie trafi do sklepu czy zakładu). Rzeczywiście, formy Izoplaście, Komforcie, Selgrosie brzmią tak dziwnie, że nikt nie wpadnie na to, że chodzi o Izoplast, Komfort i Selgros.

Pewnie jest to pokłosie „mody” na nieodmienianie nazwisk, którą wprowadzili urzędnicy. Zaświadczenie dla Wiesław Kowalski, wezwanie do zapłaty dla Teresa Milik i tym podobne kwiatki opanowały urzędowe pisma. Chodziło oczywiście o uniknięcie nieporozumień. Ale, nie wiedzieć czemu, rodacy nieodmienianie nazwisk w pismach oficjalnych uznali za normę. Można czasem to zrozumieć, bo czy ktoś dzisiaj wie, że dyplom przyznany Michałowi Sapieże odbierze Michał Sapieha? Ale tylko czasem.

Także poza urzędniczym obiegiem panuje przekonanie, że niektórych nazwisk się nie odmienia (chodzi o te kończące się –o, -a, -e ) i ktoś taki jak ja, kto dziwi się temu zjawisku, spotyka się z niedowierzaniem i nieufnością. Wiem, że nie jestem jedyna, ale wcale mnie to nie pociesza.

Dlaczego tak chętnie rezygnujemy z odmiany, cechy wyróżniającej nasz język? Pewnie dlatego, że stanowi ona coraz większą trudność. Aby nie zostawać w tyle, zapraszam do czytania moje posty na mój blog.

Plecenie andronów

Wśród wielu rodaków, w tym przedstawicieli tak zwanych elit*, z nieznanych mi powodów panuje przekonanie, że proste mówienie o prostych sprawach jest nie na miejscu.

plecenie andronów
fot. MSZ/M. Jasiulewicz

„Trwa proces kończenia pisania skargi do trybunału w Hadze” – powiedział któregoś dnia minister Witold Waszczykowski. Proces kończenia pisania – jak to brzmi!

Na mundurowych zawsze można liczyć. Podjęto czynności gaśnicze palącego się fosforu – zameldował z powagą do kamery pewien strażak. Strażacy teraz nie niosą pomocy, a angażują się w akcje pomocowe. A dzieci podczas ścieżek edukacyjnych (broń Boże wspomnieć po prostu o edukowaniu) mogą dowiedzieć się, jak rozprzestrzenia się dym w warunkach pożaru.

Pewien dziennikarz Polskiego Radia poinformował społeczeństwo, że prezydent Donald Trump w kontekście testu rakietowego Korei Północnej zastanowi się nad rodzajem odpowiedzi. Co to jest kontekst testu rakietowego i jakie rodzaje może mieć odpowiedź? Oto są pytania.

Nasi politycy nigdy nie zawiodą. Bardzo lubią posiadać, nie zważając na to, że posiadanie w oczywisty sposób łączy się na przykład z posiadłością. Któryś (niestety nie pamiętam kto) stwierdził autorytatywnie, że poseł musi posiadać cechę taką jak kompetencja, a Ryszard Schnepf, były ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych, poinformował słuchaczy, że nasz kraj nie posiada obecnie polityki zagranicznej. Od pewnego samorządowca dowiedziałam się też, że teraz nie wypada podróżować, podróż się realizuje. Nie wypada również po prostu oszczędzać, trzeba generować oszczędności. Rzadko też na tym polu zawodzi rzecznik rządu Rafał Bochenek. To on dokonał odkrycia, że można stwierdzić pewien stan faktyczny, który rzeczywiście istnieje.

Z ostatniej chwili: komitet polityczny Prawa i Sprawiedliwości, uzasadniając zmianę na stanowisku premiera, obwieścił w komunikacie o „pełnym determinacji przeciwdziałaniu ze strony wrogich idei dobrej zmiany zarówno sił wewnętrznych, jak i zewnętrznych”. Ile razy trzeba to przeczytać, żeby zrozumieć?

Lata temu ten rodzaj krasomówstwa nazywano pleceniem andronów. Ale czy ktoś jeszcze wie, co to takiego te androny?

 

*Kiedyś słowem elita określano grupę ludzi wyróżniającą się pozytywnie lub uprzywilejowaną w jakimś środowisku. Politycy uprzywilejowani są na pewno…

Mi się to nie podoba

mi się
fot. Andrzej Lange/Super Express

Nigdy nie pomyślałabym, że prezes Prawa i Sprawiedliwości ulegnie epidemii używania mi zamiast mnie.

„Postać wskrzesiciela państwa polskiego od zawsze była bardzo bliska zarówno mojemu śp. bratu, jak i mi – napisał w liście do uczestników koncertu z okazji urodzin Józefa Piłsudskiego Jarosław Kaczyński. – Uważaliśmy się w jakiejś mierze za kontynuatorów jego myśli”.

Nigdy nie pomyślałabym, że prezes Prawa i Sprawiedliwości, tak często mówiący o patriotyzmie, w który dbałość o język powinna być wpisana, ulegnie epidemii używania mi zamiast mnie. Sprawa jest prosta: mnie jest akcentowane, mi stanowi całość akcentową z poprzedzającym wyrazem. „Mnie się podoba”, ale „Podoba mi się”. Krótka forma mi sama z siebie akcentu zyskać nie może. Na ten temat wypowiedziano się już tyle razy… Aż dziw bierze, że pan prezes nie usłyszał.

Mi się nie podoba, mi się wydaje, mi jest zimno słychać jak Polska długa i szeroka. Wielbicieli mi się złośliwcy pytają, o jakie misie chodzi. Swego czasu ubawił mnie poseł Prawa i Sprawiedliwości Łukasz Schreiber, który, odpowiadając pewnie na pytanie, co zrobi premier, z powagą stwierdził: „Mi się wydaje, że nie jestem premierem”. Mnie się też wydaje, że pan poseł nie jest premierem.