Odpiek – co to takiego?

odpiek

Do niedawna byłam przekonana, że bułki i chleb się piecze i że piekarz z pieca wyjmuje wypieki

Niemal każda wizyta w sklepie dostarcza mi ciekawych przeżyć. Z półek atakują mnie Pieprz Czarny, Twarożek Delikatny lub Fasolka Po Bretońsku, kiedy chcę zapłacić za zakupy, dowiaduję się, że znajduję się w strefie kas, a gdy mam jakiś problem, rozwiązać go pomaga mi asystentka sprzedaży. Po latach ekspansji dosłownych przekładów z angielskiego i nagminnie stosowanych zasad ortograficznych rodem z Wysp zaczynam przyzwyczajać się do tego dziwnego sklepowego języka, a właściwie marketowego, bo rzadko kto chodzi jeszcze do sklepu, większość z nas robi zakupy w markecie. Sądziłam, że nic już mnie nie zaskoczy, przywykłam do niemądrych napisów na metkach i półek pełnych towarów, których nazwy przestały być pospolite, a stały się nazwami własnymi. Zwykła mąka nie jest już mąką, a Mąką Pszenną lub Mąką Żytnią, kasza – Kaszą Gryczaną lub Kaszą Jęczmienną, a budyń – Budyniem Wiśniowym lub Budyniem Czekoladowym. O ileż przyjemniej kupuje się towary o tak szlachetnych nazwach!

Ostatnio jednak przeżyłam zaskoczenie, zobaczywszy na półce z pieczywem napis: ŚWIEŻY ODPIEK. Do niedawna byłam przekonana, że bułki i chleb się piecze i że piekarz z pieca wyjmuje wypieki, a tu proszę – okazuje się, że to nieprawda. Po namyśle doszłam do wniosku, że odpiekaniu zostało poddane ciasto już częściowo upieczone. Aby więc odróżnić zwykłe pieczenie od nadzwyczajnego pieczenia, trzeba było wymyślić nowe słowo.

Całe lata lubiłam dobrze wypieczone bułki. Teraz pewnie będę musiała polubić dobrze odpieczone.

Skarbony i firany

fot. bomap.pl

Obejrzałam w telewizji krótki reportaż o dwóch mało pobożnych parafianach, którzy okradali kościelne skarbony. Jak długo żyję, zawsze słyszałam, że pieniądze wrzuca się do skarbonek, a tu takie dziwo. A właściwie nie dziwo, tylko wynik osobliwego zjawiska – uznawania przez braci Polaków (i siostry Polki) podstawowej formy rzeczownika za zdrobnienie tylko dlatego, że ma końcówkę -ka. Pewnego razu handlowcy, a i producenci, uznali, że firanka, choć zasiedziała w polszczyźnie, brzmi mało poważnie, przecież towarzyszy na oknach zasłonom. A skoro zasłona, to i firana. Kropka. Ale coś w głowie stukało, wprowadzono więc rozróżnienie: firaną nazywa się długi i najczęściej gęsty okienny woal, firanka jest krótsza, bardziej przejrzysta (obok firanek, rzecz jasna, muszą zawisnąć zasłonki). Firaneczka, czyli zdrobnienie od firanki, została zapomniana.

firanaWracając do skarbon: złodzieje je okradający zostali złapani na gorącym uczynie przez sprytnego proboszcza i oddani karzącej ręce sprawiedliwości. Reportażyście zaś, a także autorom firan, należy się antynagroda za zasługi w dziedzinie słowotwórstwa. „Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie, co by tu jeszcze?”. Mam w głowie kilka podpowiedzi, ale zachowam je dla siebie.