W związku z powyższym

Wielu z nas w rozmowach powołuje się na coś powyższego. W związku z powyższym to, w związku z powyższym tamto… A ja, słuchając tego, staram się zobaczyć to coś powyżej. I nijak zobaczyć nie mogę.

Zastanawiająca jest kariera wyrażeń czy zwrotów kiedyś przynależnych tylko tekstom urzędowym. ‘W związku z powyższym’ to coś w związku z czymś wyżej opisanym. Nie da się mówić o czymś, co powyżej, bo gdzie znaleźć to wyżej powiedziane? Można coś powiedzieć w związku z tym, o czym mówiło się wcześniej. Ale logika powyższego wywodu z pewnością nie spędza snu z powiek milionom rodaków, dla których ‘w związku z powyższym’ brzmi poważniej, dostojniej niż zwykłe ‘w związku z tym’.

Gdy ktoś, opisując mi swoje kłopoty, kończy wyliczanie problemów zdaniem „W związku z powyższym proszę cię o pożyczenie pieniędzy”, odmawiam. Wobec powyższego nie potrafię obudzić w sobie pozytywnych uczuć.

Naród, czyli kto?

Gorące dyskusje o nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, na mocy której mają być karani grzywną lub więzieniem ci, którzy godzą w dobre imię narodu polskiego, przypisując mu udział w Holokauście, a także fala wzmożonych patriotycznych nastrojów, każą zastanowić się, co rozumieć pod słowem naród. Słowem odmienianym przez wszystkie przypadki i różnie rozumianym.

Do niedawna żyłam w przekonaniu, wspartym definicją słownika języka polskiego PWN, że naród to ‘duża wspólnota etniczna, przeważnie mówiąca tym samym językiem, związana wspólną historią i kulturą oraz wspólnymi interesami politycznymi i gospodarczymi’. Wspólnota, czyli grupa osób, zbiór jednostek. Wobec ostatnio zarysowanego rozłamu politycznego podział na jednostki zaznaczył się bardzo wyraźnie. Pewna grupa jednostek sądzi, że druga grupa jednostek nie jest właściwym narodem, to samo o pierwszej sądzi ta druga grupa. Skoro, zdaniem przedstawicieli obu grup, istnieje naród właściwy i naród niewłaściwy, to co oznacza wyrażenie ‘naród polski’?

naródnaródnaród

Wiceminister Marcin Warchoł tłumaczył, że „pojęcie naród, które zostało zapisane w ustawie, jest traktowane bardzo wąsko [?] jako ‘ogół wszystkich obywateli’. Ktoś, kto chciałby narazić się na odpowiedzialność, musi więc obrazić cały naród polski”. W jaki sposób można obrazić cały naród polski, skoro to ogół, a na ogół składają się pojedynczy obywatele?

naródTo trudne pojęcie wyjaśniał rodakom z mównicy sejmowej także poseł Dominik Tarczyński, mówiąc: „Polska jest dumnym narodem”. Posła Tarczyńskiego wsparł inny poseł Prawa i Sprawiedliwości, Marcin Horała, mówiąc: „[…] chodzi bowiem o Polskę jako naród, która może z dumą wspominać swoją wojenną historię”. Czyli naród to Polska. Postanowiłam puścić mimo uszu te oświadczenia, kładąc je na karb niedoinformowania wyrazistych posłów. Widocznie w otoczeniu obu parlamentarzystów doszło do jakiegoś przekłamania lub dezinformacji. Gdy nadal zastanawiałam się, czy naród to jednostki czy ogół, a może dwa ogóły, wsłuchałam się w słowa prezydenta Andrzeja Dudy, który w swoim wystąpieniu podkreślił, że „naród to pewna całość”. Odetchnęłam z ulgą.

 

 

Zdjęcia: M. Warchoła – Rafał Zambrzycki/Kancelaria Sejmu, D. Tarczyńskiego – Rafał Guz/PAP, M. Horały – Piotr Olejarczyk/Onet, A. Dudy – Rafał Guz/PAP

Ekskluzywne badanie

ekskluzywne badanie
źródło: tvn24.pl

Słowo ekskluzywny robi oszałamiającą karierę.

Znany psycholog społeczny, nauczyciel akademicki i profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, Janusz Czapiński, w telewizyjnym wywiadzie powołał się na wyniki ekskluzywnego badania. Zamarłam. Nie pierwszy raz słyszę z profesorskich ust słowa, które wywołują u mnie nerwowy tik. Na przykład profesor Tomasz Nałęcz swego czasu informował społeczeństwo, że w trakcie rozmowy przewodniczącego Rady Europejskiej i prezydenta Andrzeja Dudy, gdyby do niej doszło, „Donald Tusk mógłby skonsumować swoją pozycję”.

Dlaczego Donald Tusk miałby konsumować, a nie wykorzystywać swoją pozycję? Moda na wprowadzanie do naszego języka angielskich znaczeń podobnie brzmiących słów kwitnie. Nie tylko profesor Nałęcz polubił inne od dotychczasowego znaczenie słowa konsumpcja. Dziennikarze i politycy wręcz prześcigają się w ustalaniu, co można skonsumować. Otóż, jak się okazuje, wiele: nastroje społeczne, nowele ustawy, władzę sądowniczą, poprawki do ustaw, a także przeróżne treści. Angielskie to consume można tłumaczyć na wiele sposobów, co rodacy ochoczo wykorzystują, tworząc przedziwne komunikaty.

Ochoczo także rekomendują, a nie zalecają. Rodzime rekomendować, czyli ‘wydawać o kimś pozytywną opinię, zachęcać kogoś do skorzystania z jakiejś rzeczy lub usług jakiejś osoby’ zlało się z to recommend, czyli polecać, zalecać. A ostatnimi czasy wiele zaleceń, nazywanych coraz częściej rekomendacjami, wydała polskiemu rządowi Unia Europejska.

Z pewnością badania przeprowadzane pod egidą profesora Czapińskiego nie są ani rzadkie, ani przeznaczone dla wąskiej grupy osób, ani eleganckie lub luksusowe. Nie są także wyłączne, jako że angielski przymiotnik exclusive ma również takie znaczenie. Od jakiegoś czasu tabloidy donoszą o ‘ekskluzywnych wywiadach’ i ‘ekskluzywnych kontraktach’. Piszący tam dziennikarze ‘wywiad na wyłączność’ lub ‘kontrakt na wyłączność’ uznali za zbyt swojski, a może nawet zgrzebny, i postanowili, idąc z duchem czasu, uwspółcześnić te wyrażenia.

Słowo ekskluzywny robi oszałamiającą karierę. Ekskluzywne bywają promocje, linie perfum, samochody, sklepy, bielizna, buty, zdjęcia, smartfony, żele pod prysznic, koncerty, premiery, a nawet sejfy, płoty, remonty, odzież robocza  i… domy pogrzebowe. Słowniki synonimów podają różne współczesne odpowiedniki tego przymiotnika: wyrafinowany, elitarny, wyjątkowy, komfortowy, doborowy, luksusowy, pełen przepychu, uprzywilejowany, wykwintny. Co miał na myśli profesor Czapiński, nazywając badanie ekskluzywnym? Nie udało mi się rozwiązać tej zagadki.

Meghan Markle i ożenek

Sporo ostatnio mówi się o narzeczonej księcia Harry`ego, członka brytyjskiej rodziny królewskiej.

ożenek
instagram.com/wp.pl

Plotkarska prasa z zapałem wyciąga na światło dzienne informacje o byłym mężu, rodzinnych relacjach i karierze filmowej Amerykanki, pokazywane są jej zdjęcia w bikini i bez, rozpisuje się o jej złych nawykach: obgryzaniu paznokci i przeklinaniu. Dziennikarze kolorowych pism zastanawiają się, czy narzeczona księcia Harry`ego „podoła etykiecie”, informują również o niezwykłych dokonaniach księcia, jako że dla przyszłej żony zrezygnował on z polowań i rzuca palenie. Zachodzą też w głowę, czy panna Markle przeszła operacje plastyczne, a także, czy uroczystość zaślubin zaszczyci swoją obecnością królowa Elżbieta II, ponieważ panna młoda po raz drugi „stanie przed ślubnym kobiercem”.

Mnie wiadomości o obgryzaniu paznokci, próbach podołania etykiecie i braniu ślubu przed kobiercem nie zmartwiły, gorzej zniosłam informację dziennikarza poważnej stacji telewizyjnej, który obwieścił, że „Meghan Markle wżeni się w rodzinę królewską”. Bo po pierwsze: panna Markle może co najwyżej WMĘŻYĆ się w brytyjską rodzinę królewską, a po drugie: wżenić się oznacza ‚żeniąc się, wejść do jakiejś rodziny, stać się współwłaścicielem jakiegoś majątku, przedsiębiorstwa itp.’ i źle się kojarzy.

Coraz bardziej powszechne jest nazywanie żenieniem się lub ożenkiem zawarcie małżeństwa zarówno przez mężczyznę (który bierze sobie żonę), jak i przez kobietę (która przecież żony sobie nie bierze, raczej męża). Dlaczego tak trudno nam połączyć żonę z ożenkiem? Czemu ożenek, żona, (o)żenić się, żonaty, żeniaczka – rodzina wyrazów „związana” z mężczyzną od tegoż mężczyzny się oderwała? Czyżby jakąś winę ponosił przegłos polski, którego skutkiem jest między innymi oboczność samogłosek e : o?

Wygląda na to, że zostać żoną i pojąć za żonę zlały się w jedno. Ale czemu tak wielu z nas to nie przeszkadza?

Uporczywe wnioskowanie

uporczywe
fot. PAP/EPA/Tomasz Gzell

Jakie kolejne zagadki językowe przygotują politycy?

„W przypadku, gdy wnioskodawca w sposób uporczywy składa wnioski, których realizacja ze względu na ilość lub zakres udostępnianej informacji znacząco utrudniałaby działalność podmiotu obowiązanego do udzielenia informacji publicznej, podmiot ten może odmówić udostępnienia informacji publicznej” – taki zapis znalazł się w projekcie ustawy o jawności życia publicznego. Usłyszawszy to, od razu ruszyłam po rozum do głowy, zastanawiając się, w jaki sposób można uporczywie wnioskować. Uporczywy to utrzymujący się długo lub ciągle powtarzający się. Uporczywe mogą być kaszel, ból głowy, terapia, szykanowanie, nękanie, a także… wzdęcia i biegunki. Wygląda na to, że projektodawcy ustawy przez uporczywy rozumieją coś innego, niż jest to przyjęte.

Ostatnimi czasy można zaobserwować wysyp polityków, którzy używają słów, nie przejmując się ich znaczeniem. Dobitnym przykładem jest nazwanie puczem zamieszek pod sejmem w grudniu ubiegłego roku, a ich uczestników puczystami. Jeżeli tak miałby wyglądać zbrojny zamach stanu, to jak nazwać prawdziwy pucz? Dementować to także trudne słowo, wielu parlamentarzystów dementuje, że coś się stało. Rzecznik rządu, Rafał Bochenek, któregoś razu stwierdził, że konsekwencje powinny zostać wyjaśnione, a Karol Karski stanowczo odmówił wchodzenia w retorykę liczbową.

Trudno zgadnąć, co przez uporczywe wnioskowanie rozumieją projektodawcy ustawy, czyli Mariusz Kamiński i jego zastępca Maciej Wąsik. (Smaczku sprawie dodaje to, że ustawę o jawności przygotowuje minister nadzorujący służby z założenia działające niejawnie). Logiczne wydaje mi się założenie, że uporczywe składanie wniosków byłoby skutkiem uporczywego odmawiania odpowiedzi. Chyba jednak nie to piszący ustawę mieli na myśli. Na szczęście po konsultacjach z prawnikami postanowiono ten dziwny zapis usunąć. Jakie kolejne zagadki językowe przygotują politycy? Sądzę, że nie będziemy na nie długo czekać.

Polska dawaj!

Polska dawaj!Z łezką w oku przypomniałam sobie czasy, kiedy podczas mundialowych zmagań śpiewano „Do przodu, Polsko!”.

Po zakończeniu meczu z Czarnogórą, którego wynik zdecydował o awansie polskiej drużyny piłkarskiej do Mistrzostw Świata w Rosji w 2018 roku, podopieczni Adama Nawałki włożyli koszulki z napisem Polska dawaj! 2018 i wykonali rundę honorową wokół boiska, dziękując kibicom za doping. Ten napis widniał także na banerach z logo Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nie wiem, ile osób zdziwił, mnie na pewno. No bo w jakim to języku? Po rosyjsku? Rosyjski akcent w słowie dawaj aż się prosi. Ale dlaczego, przecież trudno oczekiwać, że Rosjanie będą Polaków dopingować. I dlaczego Polska, a nie Polsko? Brak przecinka po nazwie naszego kraju zdziwił mnie mniej, bo już dawno zauważyłam, że wielu z nas traktuje znaki interpunkcyjne jak wymysł szatana. A że obecność przecinka lub jego brak może przesądzić o sprawach wielkiej wagi? Kto by się tym przejmował. Ważne, że nadawca wie, co chciał powiedzieć, mniejsza o odbiorcę.

Z łezką w oku przypomniałam sobie czasy, kiedy podczas mundialowych zmagań śpiewano „Do przodu, Polsko!”. Wtedy pamiętano jeszcze, że w odmianie rzeczownika istnieje wołacz i że przecinki wymyślono nie po to, by nas udręczyć, a po to, by uwydatnić logiczno-składniową konstrukcję zdania.

Przypomniałam sobie także sceny z filmu Pora umierać z wielką Danutą Szaflarską. Jej bohaterka ze zniecierpliwieniem poprawiała wnuczkę, która zwracała się do niej słowem babcia, a nie: babciu. Na wnuczce nie robiło to większego wrażenia.

Wygląda na to, że rzeczownik w wołaczu w funkcji wołacza przestaje być potrzebny, awansował natomiast do funkcji mianownika. Kiedyś wszystko było jasne: „Kaziu, zakochaj się!” śpiewała Zofia Kucówna do Jeremiego Przybory, a Starszy Pan wiedział, że na imię ma Kazio. Teraz nic już jasne nie jest.

 

fot. pudelek.pl

Wszystko jest mobilne

kawa mobilnaGdy na ekranie mojego pierwszego smartfonu wyświetlił się komunikat: Włącz dane mobilne, długo wpatrywałam się w niego jak przysłowiowa sroka w przysłowiowy gnat.

Dane – rozumiem, mobilne – rozumiem, dane mobilne – nie rozumiem. Co to za dane, co mogą się przemieszczać? – myślałam gorączkowo. Po wielkim wysiłku umysłowym, w którym pomógł mi słownik angielsko-polski, doszłam do wniosku, że chodzi o połączenie z Siecią. Mobile data przecież najprościej przetłumaczyć dane mobilne, po co się wysilać. Ktoś jednak postanowił się wysilić i teraz, choć nie zawsze, w podobnych komunikatach widnieje transfer danych, co również jest mało precyzyjne, bo dane to słowo nie przypisane tylko do Internetu (lub internetu – dyskusja trwa), lecz i tak jest postęp. Skoro dane mogą być mobilne, to i Internet może być mobilny. Wrodzone czepialstwo każe mi zastanowić się, w jaki sposób Internet (lub internet) może się przemieszczać, ale to przecież skrót myślowy, będący nawiązaniem do mobile phone, więc niech tak będzie, choć dusza filologa cierpi. Wraz z mobilnym Internetem (lub internetem) pojawiły się aplikacje mobilne, mobilne routery, usługi mobilne (płatności za owe usługi też są mobilne), bankowość mobilna, mobilne karty pokładowe, mobilna telewizja, mobilne rozwiązania, mobilne strony internetowe, a nawet mobilny druk. Przymiotnik mobilny, do niedawna trochę przykurzony, bardzo spodobał się rodakom. Przypomnieli sobie jego pierwotne znaczenie i nastąpił wysyp: pojawili się mobilni fryzjerzy i mobilne pielęgniarki, mobilne paczkomaty, mobilne usługi kosmetyczne, mobilne serwisy samochodowe, mobilne punkty gastronomiczne, a nawet mobilne pokoje zagadek. W tym szaleństwie niestety nie ma metody, bo – mimo licznych prób – nie jestem w stanie pojąć, co oznacza mobilny leasing (autorzy tego wyrażenia wyjaśniają to tak: „100% mobilności, szybka decyzja, niski miesięczny koszt użytkowania oraz brak trosk o serwis, ubezpieczenie czy kwestię odsprzedaży samochodu po zakończeniu umowy – oto leasing mobilny w skrócie”). Odkryłam także kamuflaż mobilny, oznaczający „pokrowce” na wojskowe samochody i czołgi. Ostatnio urzekła mnie kawa mobilna…

Podejrzewam, że przypuszczam

Naród ostatnimi laty stał się bardzo podejrzliwy. A to ktoś podejrzewa, że sąsiadka jest w ciąży, a to pani w sklepie podejrzewa, że ceny truskawek nie spadną, ktoś inny podejrzewa, że nadciąga burza. Robert Makłowicz w którymś wywiadzie też okazał podejrzliwość:

„Podejrzewam, że 500 plus w takiej formie miało na celu przede wszystkim zdobycie elektoratu, pomoc ludziom rzecz jasna też, ale głosy były najważniejsze”.

Podobnie wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, mówiąc o spodziewanych reakcjach na planowaną reformę wymiaru sprawiedliwości:
„Podejrzewam, że znowu będzie krzyk, znowu będzie awantura”.

A także Rafał Bochenek, rzecznik rządu, pytany o informacje zawarte w oświadczeniu majątkowym ministra środowiska Jana Szyszki:
„Nie znam sprawy, natomiast podejrzewam, że to pomyłka”.

Zastanawiam się od dawna, czemu podejrzewamy, a nie przypuszczamy, sądzimy, domyślamy się, przeczuwamy. Możemy także domniemywać, ale rozumiem opór przed używaniem tego słowa, bo odmiana przysparza trudności (regularna forma domniemywam wydaje się niektórym podejrzana…).

Podejrzewać źle się kojarzy, rzucić podejrzenie oznacza posądzać kogoś o coś złego, w postępowaniu karnym podejrzany to osoba, wobec której wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów, podejrzanego się przesłuchuje, mówimy, że coś jest podejrzane, a więc pokrętne, pochodzące z kradzieży, nielegalne, dwulicowe, niewłaściwe, nieautentyczne, czyli wątpimy w tego czegoś jakość, prawdziwość, uczciwość.

Językoznawcy co prawda mają łagodny stosunek do podejrzenia jako przypuszczenia, skoro w słowniku języka polskiego PWN widnieje taki zapis: podejrzewać: 1. posądzać kogoś o coś 2. przypuszczać coś, mnie jednak połączenie tych dwóch znaczeń przeszkadza. Rodakom zaś zupełnie nie. Stojąc na przystanku, pewnie będą podejrzewać, że tramwaj nie przyjedzie na czas, w pracy – że szef ma zły humor, a wieczorem będzie ich męczyć  podejrzenie, że wpadną niezapowiedziani i nielubiani goście.

I ja też podejrzewam – że żadne wywody tego nie zmienią.

 

 

 

Zdjęcie R. Makłowicza: wars-stars.pl, M. Wójcika: michalwojcik.pl, R. Bochenka: parlamentarny.pl

O konsumowaniu

fot. Viking/tvpolsat.info

Czy można konsumować nastroje?

Wojciech Maziarski w artykule Histeria to najlepsze paliwo napisał: „We Francji urósł w siłę Front Narodowy, w Grecji – faszystowski Złoty Świt, na Węgrzech nastroje antyuchodźcze umiejętnie skonsumował Viktor Orbán, który przybrał pozę zbawcy narodu broniącego ojczyzny przed cudzoziemskim zalewem”.

Autor uznał widocznie słowo wykorzystać za zbyt zużyte i sięgnął – jakżeby inaczej – do słownika języka angielskiego. To consume tłumaczy się na wiele sposobów, ale po co zawracać sobie głowę subtelnościami, skoro można przełożyć prosto i zwyczajnie?  Gdy natykam się w angielskim tekście na przykład na zdanie „He was consumed by his own remorse and guilt” zawsze pękam ze śmiechu, ale do głowy mi nie przyjdzie, by je przetłumaczyć „Konsumowały go wyrzuty sumienia i poczucie winy”.

Konsumować po polsku też ma kilka znaczeń, już od dawna tym słowem nie nazywa się tylko jedzenia i picia. A skoro można skonsumować małżeństwo, konsumuje się towary, klient to teraz też najczęściej konsument, konsumpcjonizm króluje w naszym życiu, to czemu nie konsumować nastrojów? Oj, czepiam się, jak zwykle. Pójdę z duchem czasu i wybiorę się na spacer, by skonsumować piękne okoliczności przyrody albo, konsumując umiejętność czytania, oddam się pasjonującej lekturze.

 

Natomiast ja sądzę

Rodacy bardzo polubili natomiast, kiedyś używane tylko w oficjalnej, „urzędowej” polszczyźnie. Nic dziwnego, że się podoba, ładne słowo, „dobitne”, dobrze brzmi -st w wygłosie. Tyle tylko, że najczęściej używane jest wbrew znaczeniu. Znowu daje o sobie znać moja męcząca wada – słyszę słowa – i w natomiast słyszę na to miejsce. Spójnik ten powinien łączyć zdania o przeciwstawnej treści, podobnie jak ale, jednak, jednakże, lecz, przecież, raczej, tylko, tylko że, tymczasem, wszakże, zaś, za to. Powinien. Dziś większość ludzi stosuje to słowo jako łącznik, nie rozumiejąc jego znaczenia. I wychodzą dziwolągi.

„Postawy totalne zawsze były mi obce, natomiast ja nie dostrzegam woli kompromisu”. (Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych)

„Nikt nie neguje, że podręcznik był bezpłatny, natomiast nie pomyślano, jakie będą skutki”. (Piotr Dobrołęcki, wydawca)

„Premier to inna sprawa, natomiast ja nie spotkałem się […]”. (Leszek Miller, były premier)

„Chcemy wprowadzić pewne działania, natomiast umówiliśmy się z dziennikarzami […]”. (Stanisław Karczewski, marszałek senatu)

„Nie znam tej sprawy, natomiast w moim głębokim przekonaniu […]”. (Jan Maria Jackowski, senator)

Nie ma dnia, ba, godziny, by nie usłyszeć wymawianego z namaszczeniem słowa natomiast niezgodnie ze znaczeniem. I chyba tego zalewu nic nie powstrzyma.

 

 

 

Zdjęcie R. Sikorskiego: Wojciech Kusiński/PR, P. Dobrołęckiego: PR24/JW, L. Millera: Polskie Radio, S. Karczewskiego: PAP/Jakub Kamiński, J.M. Jackowskiego: PAP/Tomasz Gzell