Rzecznik rządu powiedział

fot. parlamentarny.pl

Rafał Bochenek, mówiąc o piśmie do prezydenta Sopotu w sprawie przyjęcia sierot z Aleppo, powiedział, że „zawiera [ono] stwierdzenie pewnego stanu faktycznego, który rzeczywiście istnieje”. Przykro było tego słuchać. Pan Bochenek jest przedstawicielem współczesnego młodego pokolenia, które uwielbia wielosłowie. Proste nazywanie prostych spraw jest uważane za anachronizm, koniecznie trzeba tworzyć związki frazeologiczne i zdania, których główną cechą – ogólnie rzecz ujmując, nie wdając się w rozważania o pleonazmach i tautologii  –  jest dużo słów, mało treści. Wynika to z nonszalancji i nieznajomości znaczenia słów (o, przepraszam, idąc z duchem czasu, powinnam powiedzieć: braku znajomości znaczenia słów).

Stan faktyczny nie może też po prostu być stanem faktycznym, musi być pewnym stanem faktycznym. No cóż, rozmywanie znaczenia to współczesna maniera. Temu „służy” i jakby, i pewne, i pewnego rodzaju. Jarosław Kaczyński mówi o pewnych nieporozumieniach, pewnych porównaniach, w jego wypowiedziach pojawiają się też pewnego rodzaju oszustwa, pewne rozumowania prawne i pewne szersze zjawiska. Posłanka Katarzyna Lubnauer oznajmiła któregoś razu, że w BOR panuje pewien chaos, Paweł Terlecki, radny Warszawy, wypowiadając się na temat ustawy o metropolii warszawskiej, zapowiedział, że projekt ustawy zostanie poddany pewnym konsultacjom, Olaf Lubaszenko stwierdził, że serial Belle epoque ma pewien rozmach, były wiceszef BOR-u określił zadania funkcjonariusza jako w pewnym sensie ochronę VIP-a, a minister Szyszko oznajmił, że „właściciele działek będą chcieli mieć pewną architekturę widoku„.

Naukowcy z kolei bardzo lubią słowo swoiste, ale to już inna historia.

Ps. Po wypadku premier Szydło pod Oświęcimiem pan Bochenek powiedział: „Lekarze stwierdzili postępującą stabilizację stanu zdrowia premier”. Zastanawiam się, na czym polega postęp stabilizacji…