Miej proporcje, Mocium Panie

„Miej proporcje, Mocium Panie. To powiedzenie z Zemsty Aleksandra Fredry pasuje do wrzasków totalnej opozycji o rzekomej izolacji Polski w Europie. Kompletnie przeczą temu fakty” – napisał na swoim blogu europoseł, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki.

miej proporcje, mocium panie
fot. Wojciech Kusiński/Polskie Radio

Kolejny raz zadumałam się nad beztroską polityków. Cytat ma to do siebie, że powinien być dokładny. W rzeczywistości Cześnik oczekuje od Dyndalskiego czegoś innego (Znaj proporcjum, mocium panie”). W innym miejscu o Podstolinie mówi: Ależ wdowa – doświadczona / Zna proporcją, mocium panie”. Te staromodne wyrazy i ich odmiana stanowią współcześnie wielką trudność, ale Polak przecież potrafi. I sięga po różne sposoby, by zabłysnąć. Cytat z Fredry – proszę bardzo, przecież to słynny polski (dziś wypadałoby powiedzieć: narodowy) komediopisarz! A że Zemsty się nie czytało albo tekst zapomniało, a sprawdzają u źródła tylko ci, co mają wątpliwości…

Poseł Czarnecki nieuważnie zaglądał do skarbnicy literatury polskiej i postanowił poprawić autora. Niezalezna.pl z kolei, dostrzegłszy popełnione przez niego błędy, postanowiła poprawić europosła i – publikując jego post – nadała mu litościwie tytuł Znaj proporcje, mocium panie. I tak dobrze, że nie Znaj proporcją, mocium panie, bo i takie zapisy widuję. Miłość do literatury polskiej różne ma imiona. Postanowiłam pójść w sukurs wielbicielom twórczości hrabiego Fredry i podpowiedzieć, że mocium panie to skrót od miłościwy panie, zakładając, że ta informacja przyda się też kolejnym politykom. Niektórym, nie tylko parlamentarzystom, podpowiem także, że hrabia to nie imię. Może nie będą więc pisać Aleksander Hrabia Fredro.

Mądrej głowie dość po słowie

„Mądrej głowie dość po słowie” napisał na Twitterze słynny poseł Ryszard Czarnecki w dyskusji ze Zbigniewem Bońkiem. Pan poseł dołączył do wielu osób, które powtarzają to przysłowie w niewłaściwej postaci. Nieznane sobie staropolskie formy wyrazów dwie słowie zmieniają na współcześnie brzmiące po słowie, żeby powstał rym. Po mądrej głowie chodzi, że coś jest na rzeczy.

Mądrej głowie dość dwie słowie
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

„Mądrej głowie dość dwie słowie” mówimy, mając na myśli to, że inteligentnej osobie nie trzeba niczego długo tłumaczyć, wystarczą dwa słowa. Dwie słowie jest archaiczną formą tak zwanej liczby podwójnej. To frazeologizm, nie powinien podlegać przekształceniom, bo jest częścią naszego językowego i kulturowego archiwum.

Internauci i posłowie to szczególne grupy – szacunek dla ojczystego języka ich nie dotyczy, a normy językowe i utrwalone znaczenia słów mają za nic. Można śmiało powiedzieć, że wart Pac pałaca, a pałac Paca. Walka z ich – delikatnie mówiąc – dezynwolturą to kwadratura koła i jest grą niewartą świeczki.

Tajemnicą poliszynela jest to, że posłowie lubią bić pianę. To niezwykłej wagi zajęcie wyklucza staranność wypowiedzi, bo na troskę o nią szkoda czasu. Słuchacze, czyli naród (albo suweren), najczęściej puszczają płazem przewiny parlamentarzystów, co powoduje, że rzeczeni osiadają na laurach, przekonani o swojej wielkości i nieomylności. I choćby stawało się na uszach i wychodziło ze skóry, by udowodnić, że to, co robią to często przelewanie z pustego w próżne i wciskanie głodnych kawałków, pozostaną niewzruszeni w owym przekonaniu. Tak bardzo chcą wypłynąć na szerokie polityczne wody, że – nie zważając na nic – po trupach dążą do celu. A że czasem są śmieszni? Nic to, najważniejsze, by nie znaleźć się poza nawiasem, a gdy powstanie problem, umyć ręce. Wszelkie oczekiwania, że posłowie, zwłaszcza niektórzy, wyzbędą się patosu i pustosłowia, przestaną powtarzać wyuczone formułki, a zaczną mówić z sensem i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, należy odłożyć ad calendas greacas.

Ot, ponarzekałam. Ale nikt tym zapewne się nie przejmie, bo to tylko takie austriackie gadanie.

Przenicować i oścież

Bronisław Komorowski, przenicować, oścież
fot. Jacek Turczyk/PAP

Staropolszczyzna to spory kłopot dla wielu z nas.

„Niezależnie od tego, co wyjdzie z kancelarii prezydenta, ważniejsze będzie to, co wyjdzie z sejmu. […] PiS, mając większość w sejmie, każdą z tych ustaw może przenicować na drugą stronę […]” – powiedział Bronisław Komorowski w telewizyjnym wywiadzie.

Przyznam, że zadziwił mnie pan prezydent. Co prawda w dobie bogatej oferty tak zwanych sieciówek i sklepów z używaną odzieżą (nazywanych zabawnie lumpeksami, ciuchlandami, szmateksami, szmatlandami i  bublowniami) chyba nikt już nie nicuje ubrań, ale nie sądziłam, że znaczenie tego – co prawda starego – słowa jest dla pana prezydenta niejasne. Przenicować to tyle, co przerabiać jakąś część garderoby, odwracając tkaninę na lewą stronę. Bronisław Komorowski, zapewne nieświadomie, poddał się zataczającej coraz szersze kręgi manierze dookreślania znaczenia słów, które tego wcale nie potrzebują.

Wpadek językowych (i nie tylko językowych) pan prezydent zaliczył sporo. Antagoniści wytykali mu „virtuti militarne”, „Jana Pawła III”, „Wisławę Czymborską”, „Uniwersytet Stefana Karola Wyszyńskiego”, inaugurację kolejnych „roków akademickich”, „tutej”, „dzisiej” czy – chyba najsłynniejsze – „w bulu i nadzieji”. Do bogatej kolekcji dołącza „nicowanie na drugą stronę”.

Staropolszczyzna to spory kłopot dla wielu z nas. Kiedyś usłyszałam bardzo młodą osobę, która mówiła, że gdy chce przewietrzyć pokój, otwiera okno na pełną oścież. Jak widać (a raczej jak było słychać) otworzyć na oścież nie oznaczało dla niej otwarcia na całą szerokość. Od tego czasu ja, starając się podążać za młodzieżą, otwieram okno na ćwierć lub pół ościeży, a i nierzadko na całą oścież.