O atencji bez atencji

atencja
fot. Magdalena Ubysz

Natalia Kukulska udzieliła wywiadu jakiemuś czasopismu. Na pytanie dziennikarki, czy nadal zakrywa się, wychodząc na ulicę, odpowiedziała: „Mniej się przejmuję. Są takie dni, że na kozaka wchodzę w tłum bez ciemnych okularów i nie przeszkadza mi atencja. Przecież żyję normalnie. Zakupy, urzędy, kino… Trudniej mi, kiedy mam gorszy dzień, gorszą cerę i najchętniej schowałabym się w kącie, a nie konfrontowała się z cudzymi spojrzeniami”.

Jako starożytna użytkowniczka języka przez chwilę miałam kłopot ze zrozumieniem tej informacji. Zastanawiałam się też gorączkowo, w jaki sposób okazuje się atencję na ulicy. Atencja przecież oznacza szacunek, uznanie, respekt, okazywanie komuś szczególnych względów, także czujność, baczność, gotowość. Ale szybko uświadomiłam sobie, że pani Natalia, zgodnie ze współczesnym trendem przyswajania polszczyźnie angielskich znaczeń podobnie brzmiących słów, ma na myśli uwagę, zainteresowanie, czyli attention. Także redaktor przygotowujący wywiad do druku uznał, że wszystko jest w porządku. Krótka wyprawa do Internetu (lub internetu – dyskusja trwa) uświadomiła mi, jak bardzo atencja w znaczeniu uwaga jest rozpowszechniona.
Dowiedziałam się więc, że:
pewien dog niemiecki zazdrości swojemu bratu atencji pana,
atencja musi się zgadzać,
jakaś Kasia nie szuka atencji w Internecie – nie wstawia swoich nagich fotek,
ktoś desperacko pragnie atencji,
troll niekarmiony atencją umrze śmiercią głodową,
ktoś podziela czyjąś atencję,
ktoś inny rozpaczliwie krzyczy o odrobinę atencji,
a także, że odrobina większej atencji piwowara, wyższe wysycenie i dłuższe leżakowanie spowodowałyby, że pewien gatunek piwa bardziej cieszyłby podniebienie.

I trudno mi wykrzesać z siebie atencję dla tych wszystkich atencjuszy.

Ps. Językoznawca z pewnością nie jest kontent, czytając te zdania. Content po angielsku to zawartość. Rodacy, do dzieła!