Przenicować i oścież

Bronisław Komorowski, przenicować, oścież
fot. Jacek Turczyk/PAP

Staropolszczyzna to spory kłopot dla wielu z nas.

„Niezależnie od tego, co wyjdzie z kancelarii prezydenta, ważniejsze będzie to, co wyjdzie z sejmu. […] PiS, mając większość w sejmie, każdą z tych ustaw może przenicować na drugą stronę […]” – powiedział Bronisław Komorowski w telewizyjnym wywiadzie.

Przyznam, że zadziwił mnie pan prezydent. Co prawda w dobie bogatej oferty tak zwanych sieciówek i sklepów z używaną odzieżą (nazywanych zabawnie lumpeksami, ciuchlandami, szmateksami, szmatlandami i  bublowniami) chyba nikt już nie nicuje ubrań, ale nie sądziłam, że znaczenie tego – co prawda starego – słowa jest dla pana prezydenta niejasne. Przenicować to tyle, co przerabiać jakąś część garderoby, odwracając tkaninę na lewą stronę. Bronisław Komorowski, zapewne nieświadomie, poddał się zataczającej coraz szersze kręgi manierze dookreślania znaczenia słów, które tego wcale nie potrzebują.

Wpadek językowych (i nie tylko językowych) pan prezydent zaliczył sporo. Antagoniści wytykali mu „virtuti militarne”, „Jana Pawła III”, „Wisławę Czymborską”, „Uniwersytet Stefana Karola Wyszyńskiego”, inaugurację kolejnych „roków akademickich”, „tutej”, „dzisiej” czy – chyba najsłynniejsze – „w bulu i nadzieji”. Do bogatej kolekcji dołącza „nicowanie na drugą stronę”.

Staropolszczyzna to spory kłopot dla wielu z nas. Kiedyś usłyszałam bardzo młodą osobę, która mówiła, że gdy chce przewietrzyć pokój, otwiera okno na pełną oścież. Jak widać (a raczej jak było słychać) otworzyć na oścież nie oznaczało dla niej otwarcia na całą szerokość. Od tego czasu ja, starając się podążać za młodzieżą, otwieram okno na ćwierć lub pół ościeży, a i nierzadko na całą oścież.