W krainie delikatności

Bardzo świat nam ostatnio wydelikatniał.

Pogodynki i pogodynkowie informują nas, że będzie padał delikatny deszcz lub delikatny śnieg, że ciśnienie delikatnie spada albo że wróci delikatna zima, dziennikarze, omawiając sondaże, twierdzą, że Platforma Obywatelska i Nowoczesna delikatnie zyskują, krótka pauza staje się delikatną pauzą, niektórzy mówią delikatnym szeptem, jakieś sprawy odznaczają się delikatnym kontrastem, robimy delikatne bilanse, dostrzegamy delikatne minusy jakiejś sytuacji, coś jest delikatnie zmienione, kobiety robią sobie delikatny manicure, ktoś nawet obwieścił światu, że przeżywa delikatną traumę. W sklepach roi się od delikatnych serów, delikatnych kremów i delikatnych szamponów (z metki jednego z nich dowiedziałam się, że jest “extremalnie delikatny”), czytam przepisy na delikatne omlety, proponuje mi się jedzenie delikatnych bananów, na wielkie wyjście mogę kupić delikatny naszyjnik. A przebojem jest delikatnie inaczej. W sieci bez większego trudu znalazłam takie oto przykłady:

“W zależności od koloru obudowy telefony mogą się delikatnie inaczej prezentować”.

„Nie ograniczam się do jednego zestawu ćwiczeń, uważam, że każdy wpływa delikatnie inaczej na nasze mięśnie”.

„Zdjęcie jest sprzed dwóch lat, teraz wyglądam delikatnie inaczej”.

„Bukmacherzy delikatnie inaczej typują jednak w tej kwestii”.

Skąd ta moda na delikatność? Nie wiem. Zapewne ktoś kiedyś w telewizji zamiast słaby, nieznaczny, subtelny, lekki, lekkostrawny, wrażliwy, łagodny, taktowny, nieznaczny, nieostry, blady, słabo/mało widoczny, czuły, kruchy, łamliwy powiedział delikatny, co oczywiście nie jest błędem, i pooooszło, nie zawsze we właściwym kierunku. Ale nadmiar delikatności może skutkować czkawką. Delikatną oczywiście.