Demokracja, dewastacja i inne de-

 

Od czasu, gdy władzę objęło Prawo i Sprawiedliwość, wzrosło zapotrzebowanie na używanie słów zaczynających się na de-.

demokracja
fot. Rafał Zambrzycki/www.sejm.gov.pl

Zaczęło się od demokracji. Słowo to było na ustach polityków wszystkich partii, choć z wymiany zdań wynikało jasno, że kryje się za nim jedno z najbardziej wieloznacznych pojęć. Demokracja stała się słowem-kluczem nieustających sporów – by łagodnie określić to, co działo się w sejmie i poza nim – i jednym z najczęściej w nich przywoływanych.

Potem nastąpił wysyp: delikt (konstytucyjny), demontaż (państwa prawa), destrukcja, dewastacja, destabilizacja, dezorganizacja. Oczywiście, w zależności od punktu widzenia (i przynależności partyjnej) opinie bywały różne: to, co dla jednych było deliktem, dla drugich było korzystaniem z prerogatyw; to, co dla poniektórych było demontażem państwa prawnego, dla innych było próbą zakwestionowania wyniku demokratycznych wyborów z października 2015 roku. Także destrukcja, dewastacja i destabilizacja okazały się pojęciami wieloznacznymi. Przedstawiciele partii rządzącej o dążenie do destrukcji państwa, jego dewastację i destabilizację oraz dezorganizację życia publicznego oskarżali demonstrujących na ulicach członków KOD i Obywateli RP, ci zaś mieli całkowicie odmienne zdanie. Niektórzy uczestnicy politycznych debat popadali w desperację, próbując przekonać do swoich racji.

Niemal w tym samym czasie królowanie rozpoczęły kolejne słowa-klucze: dekomunizacja i dezubekizacja, podobnie jak wyżej wymienione wywołujące ogromne emocje. O ile oznaczone nimi pojęcia bywały tak samo rozumiane po obu stronach politycznej barykady, o tyle postępujące ich śladem czyny już nie.

Gorące dyskusje wywoływały także decentralizacja i dekoncentracja (mediów). I znów wyraźnie zaznaczyły się różnice w rozumieniu kryjących się za tymi słowami pojęć. Dla decydentów i ich zwolenników oznaczały one dekoncentrację obcego kapitału na polskim rynku medialnym, dla ich przeciwników było to ograniczanie wolności słowa.

Ostatnie dni przyniosły wzrost użycia kolejnego słowa na de-: degradacja. Natychmiast pojawił się także zamiennik: degeneralizacja. Chodzi oczywiście o uchwaloną właśnie przez sejm tak zwaną ustawę degradacyjną. Na mocy tej ustawy osoby, które będąc w organach bezpieczeństwa państwa, działały na rzecz podtrzymywania reżimu komunistycznego oraz na szkodę państwa polskiego, zostaną pozbawione stopni oficerskich i podoficerskich. Złośliwcy pytają, kiedy kolej na karierę następnego słowa: dezorderyzacja.

A teraz posłużę się dedukcją: przypuszczam, że rodacy, porównując stan swoich kont bankowych z ministerialnymi po informacjach o wysokich nagrodach dla ministrów, wiceministrów i pracowników kancelarii prezydenta, często będą używać słowa debet.