Rekomendacje – co to takiego?

Katarzyna Kolenda-Zaleska, rekomendacje
fot. natemat.pl

Znana dziennikarka Katarzyna Kolenda-Zaleska w którymś z programów telewizyjnych wygłosiła takie zdanie: „Komisja Europejska wysłała kolejne rekomendacje dla Polski”. Rekomendacje wysyła członkom rządu premier Szydło, wcześniej czynił to premier Tusk, o rekomendacjach mówi też rzecznik rządu Rafał Bochenek i dziesiątki innych polityków.

Rekomendacje, które zastępują zalecenia, stają się (niestety) chlebem powszednim. Rekomendować po polsku to wydawać pozytywną opinię o kimś/o czymś, polecać kogoś/coś, to recommend – polecać, zalecać. No właśnie: polskie polecać kogoś/coś i angielskie polecać coś zlało się w jedno. Mnie razi. I przeszkadza, bo muszę zastanawiać się, o co chodzi. W którejś gazecie przeczytałam: „Obecni podczas prezentacji przedstawiciele krajów ONZ dali rządowi PiS szereg rekomendacji. Problem w tym, że różne rekomendacje wydało Polsce łącznie kilkadziesiąt krajów […]. Rekomendacje nie są wiążące, choć trudno je odrzucić […].

Wygląda na to, że należę do coraz mniejszej grupy czytelników i słuchaczy, którym dobrze było z pierwotnym znaczeniem tego słowa. I niechby tak zostało. Ale obawiam się, że nie zostanie.

Ps. 1 Ostatnio pani Kolenda-Zaleska mówiła już o zaleceniach Komisji Europejskiej. Brawo!

Ps. 2 Smutnym akcentem była wypowiedź żegnającego się ze służbą generała Mirosława Różańskiego, dowódcy Generalnych Rodzajów Sił Zbrojnych, który rekomendował, a nie zalecał żołnierzom czytanie konstytucji Rzeczypospolitej.