Tak?anie

Mam żal do Olgi Lipińskiej, bo – chcąc wyśmiać takanie – przyczyniła się do jego rozpowszechnienia. Gdy jedna z postaci jej kabaretu po każdym niemal zdaniu stawiała pretensjonalne i bezsensowne tak?, pękałam ze śmiechu. Ale to było kilka lat temu. Teraz gdy słyszę: Idę do pracy, tak?, Kupiłam sobie nową sukienkę, tak? Mam problem, tak?, to do śmiechu mi nie jest. Olga Lipińska nie wzięła pod uwagę, że „czytanie” satyry stanie się umiejętnością deficytową i że rodacy, słysząc coś w telewizji, powtórzą to bez namysłu. Podobnie zadziałało „Mam pomysła” Ferdynanda Kiepskiego. Miało być śmiesznie, a wyszło jak wyżej.

Nie jest mi do śmiechu, gdy w audycji w TVP Kultura poświęconej Annie Seniuk słyszę jej byłą studentkę, Ewę Konstancję Bułhak, mówiącą ze wzruszeniem: „Poznałam panią profesor jako człowieka, tak?”, gdy Mateusz Kijowski twierdzi, że „nie zamierza szukać winnych, tak?” i że go „nie interesuje, jakie ktoś życie prowadzi, tak?”, a ten ktoś „jest normalnym człowiekiem, tak?”, gdy Kazimierz Michał Ujazdowski mówi: „Polska potrzebuje nowej konstytucji, ale na gruncie jej poszanowania, tak?”, a Michał Laskowski, sędzia i rzecznik prasowy Sądu Najwyższego, wyjaśnia: „Zwracam uwagę na błędy moim zdaniem, tak?”.

To manieryczne, pozbawione sensu tak? (bo przecież autorzy zacytowanych słów nie podają niczego w wątpliwość ani nie oczekują potwierdzenia) przetoczyło się przez liczne publiczne wypowiedzi. Ostatnio straciło na sile, ale ciągle daje o sobie znać. Przez niektórych jest chyba uznawane za przejaw przynależności do elit. Często słyszę osoby pobieżnie wykształcone, które – jak mi się wydaje – uważają, że tak? na końcu zdania przydaje wypowiedzi wagi. A ja – podobnie jak w przypadku jakby, o czym pisałam w kwietniu – reaguję histerycznie i rozmawiając z takającą osobą, z trudem resztkami (bo zasoby mi się wyczerpują) dobrych manier powstrzymuję złośliwą reakcję. Czekam w napięciu na kolejne tak? (lub taak?) i przestaję słyszeć wszystko inne.

 

 

fot: E.K. Bułhak – print screen, TVP2, M. Kijowskiego: AP, se.pl, K.M. Ujazdowskiego: Andrzej Owczarek, radiowroclaw.pl, M. Laskowskiego: Bartłomiej Zborowski/PAP

To znaczy powiem tak

 

Swego czasu drżałam, gdy na ekranie telewizora pojawiała się Małgorzata Wassermann, ponieważ każdą odpowiedź na pytanie dziennikarza zaczynała słowami to znaczy powiem tak. O ile powiem tak, też królujące w wielu wypowiedziach, choć niezbyt mądre, ma jakiś sens, to cała kwestia już nie bardzo. Teraz najczęściej stawia się samo to znaczy albo znaczy przed konkretną odpowiedzią na pytanie.

Ostatnio usłyszałam u lidera KOD-u Mateusza Kijowskiego: „To znaczy to jest bardzo trudne pytanie” i „Znaczy, że są ludzie, którzy tak mówią”,
u Mariana Piłki, posła: „Znaczy ja myślę, że prokuratura ma na celu przestrzeganie prawa”,
u drugiego posła, Pawła Olszewskiego: „Znaczy dziwię się pana zdziwieniu”,
i profesora Pawła Śpiewaka: „ To znaczy to jest zmiana polskiego systemu politycznego” .

Niewolni od natręctwa są także dziennikarze. I tak Agnieszka Romaszewska-Guzy oznajmiła któregoś dnia: „Znaczy ja myślę, że, znaczy tak […]” i po chwili „Znaczy ja myślę, że to potwierdza moją tezę […]”, a Piotr Gabryel stwierdził dobitnie: „Znaczy jak się wydaje […]”. Niestety, przykłady można by mnożyć (w nieskończoność…).

Nie potrafię zgadnąć, skąd wzięło się przekonanie, że wypowiedź trzeba poprzedzić wtrętem-natrętem. Przecież to znaczy coś znaczy.

 

Zdjęcie M. Wassermann: print screen youtube.com, M. Piłki: parlamentarny.pl, M. Kijowskiego: AP, se.pl, P. Śpiewaka: Michał Dukaczewski/RMF FM, A. Romaszewskiej-Guzy: kresy.pl, P. Gabryela: dorzeczy.pl