Żywotne, nieżywotne

żywotne, nieżywotneCiągle uparcie nie wysyłam mejla i linka, tylko mejl i link, nie piszę posta, tylko post, i mam pomysł, a nie pomysła.

„Mam kursa na drugi kraniec miasta” – powiedział wiozący mnie taksówkarz, a ja nie podskoczyłam wysoko tylko dlatego, że ograniczała mnie przestrzeń pasażerska (jak widać idę z duchem czasu i nie siedzę po prostu w kabinie samochodu, a w wyodrębnionej dla pasażera przestrzeni). Podskoczyłam, bo drażni mnie odmienianie rzeczowników nieżywotnych rodzaju męskiego (przedmioty, rośliny, czynności, stany, zjawiska) według zasad obowiązujących w odmianie rzeczowników żywotnych (ludzie i zwierzęta). Ciągle uparcie nie wysyłam mejla i linka, tylko mejl i link, nie piszę posta, tylko post, i mam pomysł, a nie pomysła. Skąd ten upór? Otóż wiem, że dawno, dawno temu zarówno w odmianie żywotnych, jak i nieżywotnych mianownik równy był biernikowi. Mówiono więc: ojciec widzi syn i ojciec widzi topór. O ile w przypadku toporu nie było wątpliwości, kto co widzi, o tyle z synem i ojcem był problem. Dlatego też starożytni Polacy sięgnęli po sposób, by ów problem rozwiązać: dołożyli końcówkę -a w bierniku żywotnych i odtąd ojciec widział syna (albo też syn ojca). A potem do tej grupy dołączyły niektóre rzeczowniki nieżywotne. I tak od lat mamy pecha, tańczymy walca i twista, palimy papierosa, kupujemy mercedesa, kroimy ogórka, jemy kotleta, pijemy szampana, gramy w tenisa i kosza. Ale ciągle wysyłamy list, kupujemy chleb, organizujemy protest i gramy mecz. Skomplikowane to wszystko, lecz do niedawna nie mieliśmy problemu z wyborem końcówki. Teraz wszystko się wymieszało: wkładamy buta, jemy steka, kupujemy komputera, wycieramy nosa, gramy w bilarda. No i mamy kursa taksówką.

Ja postanowiłam tkwić w koleinach i nie oglądam samochoda tylko samochód, nie podziwiam obraza, tylko obraz i nie kupuję laptopa, tylko laptop. A także uparcie wysyłam esemes, a nie esemesa. I w przeciwieństwie do większości blogerów prowadzę blog, a nie bloga.