Kwoty uchodźców

Beata Szydło, kwoty uchodźców
fot: Kancelaria Premiera

To, że słowa mają wielką siłę rażenia, wiadomo nie od dziś. Mnie ostatnio poraziły słowa pani premier Beaty Szydło:
„Mówimy bardzo jasno: nie ma zgody polskiego rządu na to, aby przymusowo były narzucone jakiekolwiek kwoty uchodźców”.

I nie chodzi mi o polityczną deklarację. Liczenie ludzi w kwotach to coś niezwykłego. W pierwszej chwili sądziłam, że się przesłyszałam. Ale nie, sprawdziłam, a Internet prawdę powie. Internet też rozprzestrzenia wszystko błyskawicznie. Czytamy, słuchamy i przejmujemy, coraz częściej bez refleksji. Kolejnymi politykami z pierwszych stron gazet, którzy liczą ludzi w kwotach, okazali się Paweł Kukiz i Michał Boni.  Ale nie tylko oni. „W tej chwili tylko Budapeszt i Warszawa aktywnie zwalczają kwoty uchodźców” – powiedział unijny dyplomata, o czym doniosła „Rzeczpospolita”, o kwotach uchodźców słyszę też od dziennikarzy.

To prawda, że dawniej słowem kwota określało się ilość lub liczbę, ale śmiem twierdzić, że staropolszczyzna mało jest znana współczesnym, zwłaszcza politykom. W ekonomii stosuje się słowo kwota dla określenia ilościowego lub wartościowego ograniczenia w imporcie towarów. Przypuszczam (chyba powinnam podejrzewać, by iść z duchem czasu), a właściwie jestem pewna, że znowu winna jest angielszczyzna i jej quota, czyli kontyngent, przydział i kwota właśnie, a konkretnie quota refugees, widniejąca w dokumentach Unii Europejskiej. Ale przełożenie miar towarów lub pieniędzy na ludzi nie wydaje mi się stosowne.

Wcześniej co i rusz słyszałam o ilości uchodźców (imigrantów/migrantów/terrorystów – dla doraźnej potrzeby politycy udają, że te słowa to synonimy). Na przykład wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki oznajmił któregoś dnia:
„Odchodzimy od polityki Platformy Obywatelskiej, która twierdziła, że przyjmie każdą ilość imigrantów”.

Rozróżnienie między liczbą (dla rzeczowników policzalnych) a ilością (dla niepoliczalnych) nie zawsze jest przestrzegane i jest tak częste, że pomyłka mniej boli. Ale kwoty? Niezbadany jest język polityków.