Optyka patrzenia

optyka patrzenia
fot. PAP/Paweł Supernak

Słowa pani premier już kilka razy wywołały u mnie nerwowy skurcz.

„Unia Europejska zmieniła swoją optykę patrzenia na kryzys migracyjny pod wpływem zdecydowanej i nieustępliwej postawy Polski, jeżeli chodzi o pokazywanie, w jaki sposób polityka migracyjna powinna być realizowana” – powiedziała premier Beata Szydło podczas wystąpienia podsumowującego dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Słowa pani premier już kilka razy wywołały u mnie nerwowy skurcz. A to informowała naród, że „wartości europejskie zaczynają lec w gruzach”, a to postanowiła liczyć ludzi w kwotach („Mówimy bardzo jasno: nie ma zgody polskiego rządu na to, aby przymusowo były narzucone jakiekolwiek kwoty uchodźców”), a to podczas targów Hannover Messe 2017 w kwietniu tego roku zapewniała kanclerz Angelę Merkel o dobrych widokach na przyszłość polsko-niemieckiej wspólnej współpracy. Skoro pani premier podkreśliła wspólnotę, należy założyć, że w tym przypadku współpraca niewspólna nie wchodzi w grę.

Do grupy ciekawostek w języku pani premier, godnych szczególnej uwagi, dołączyła właśnie optyka patrzenia, zwłaszcza jeżeli chodzi o pokazywanie. Optyka, czyli «sposób widzenia czegoś» poprzez patrzenie oraz pokazywanie to wyjątkowo interesujące zjawisko. Pewnie pani premier chciała wyraźnie zaznaczyć, że nie chodzi jej o dział fizyki, a o optykę (przez wielu) rozumianą jako stanowisko, przekonanie. Można tę wizję rozwinąć i mówić także o optyce widzenia i spostrzegania. Może również dostrzegania, zauważania, poznawania i odnotowywania. Pole do rozwoju pleonazmów jest spore. A gdyby tak rozszerzyć pojęcie optyki na inne zmysły? Optyka słyszenia, smakowania, dotykania, czucia… Czy to nie brzmi ciekawie?