Polska dawaj!

Polska dawaj!Z łezką w oku przypomniałam sobie czasy, kiedy podczas mundialowych zmagań śpiewano „Do przodu, Polsko!”.

Po zakończeniu meczu z Czarnogórą, którego wynik zdecydował o awansie polskiej drużyny piłkarskiej do Mistrzostw Świata w Rosji w 2018 roku, podopieczni Adama Nawałki włożyli koszulki z napisem Polska dawaj! 2018 i wykonali rundę honorową wokół boiska, dziękując kibicom za doping. Ten napis widniał także na banerach z logo Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nie wiem, ile osób zdziwił, mnie na pewno. No bo w jakim to języku? Po rosyjsku? Rosyjski akcent w słowie dawaj aż się prosi. Ale dlaczego, przecież trudno oczekiwać, że Rosjanie będą Polaków dopingować. I dlaczego Polska, a nie Polsko? Brak przecinka po nazwie naszego kraju zdziwił mnie mniej, bo już dawno zauważyłam, że wielu z nas traktuje znaki interpunkcyjne jak wymysł szatana. A że obecność przecinka lub jego brak może przesądzić o sprawach wielkiej wagi? Kto by się tym przejmował. Ważne, że nadawca wie, co chciał powiedzieć, mniejsza o odbiorcę.

Z łezką w oku przypomniałam sobie czasy, kiedy podczas mundialowych zmagań śpiewano „Do przodu, Polsko!”. Wtedy pamiętano jeszcze, że w odmianie rzeczownika istnieje wołacz i że przecinki wymyślono nie po to, by nas udręczyć, a po to, by uwydatnić logiczno-składniową konstrukcję zdania.

Przypomniałam sobie także sceny z filmu Pora umierać z wielką Danutą Szaflarską. Jej bohaterka ze zniecierpliwieniem poprawiała wnuczkę, która zwracała się do niej słowem babcia, a nie: babciu. Na wnuczce nie robiło to większego wrażenia.

Wygląda na to, że rzeczownik w wołaczu w funkcji wołacza przestaje być potrzebny, awansował natomiast do funkcji mianownika. Kiedyś wszystko było jasne: „Kaziu, zakochaj się!” śpiewała Zofia Kucówna do Jeremiego Przybory, a Starszy Pan wiedział, że na imię ma Kazio. Teraz nic już jasne nie jest.

 

fot. pudelek.pl