O konsultowanej kandydaturze i nie tylko

Rafał Bochenek stanie się chyba moim ulubieńcem. Mówiąc o Jacku Saryuszu-Wolskim (tak, Saryuszu, to nie herb, a przydomek, podlega więc odmianie) oznajmił, że jego „kandydatura [na przewodniczącego Rady Europejskiej] była konsultowana”. Przykre to, że rzecznik polskiego rządu nie dba o polszczyznę. Ale nie tylko on. Poseł PiS, Dominik Tarczyński, zadał w jakimś wywiadzie dramatyczne pytanie: „Dlaczego nie był głosowany kandydat Polski?”. Także zgłoszona właśnie kandydatura Grzegorza Schetyny na stanowisko premiera, zdaniem Ryszarda Petru, nie była konsultowana z partiami opozycyjnymi. Wcześniej Sławomir Neumann zapewniał bałamutnie, że przewodniczący PO „nie będzie głosowany na premiera”. A złotousty Tadeusz Cymański któregoś dnia stwierdził: „Nie mówmy o tym, co nie zostało zaprzeczone”. Bezmyślne odwzorowywanie form języków zachodnich, w których strony biernej używa się znacznie częściej niż w języku ojczystym, staje się powszechne.

Swoją cegiełkę do rozwoju przepięknego języka polityków dołożył ostatnio Rafał Trzaskowski, który – mówiąc o zależnościach między braćmi Kaczyńskimi – oznajmił, że „Jarosław Kaczyński konsultował Lecha Kaczyńskiego”.

Często też słyszę o procedowaniu ustawy. Związek Nauczycielstwa Polskiego na swojej stronie internetowej poinformował społeczeństwo o „procedowaniu ustaw oświatowych w parlamencie”, a gazety co rusz donoszą „o procedowaniu ustawy o sieci szpitali”.

Jak można procedować ustawę? Dziennikarze i politycy niemal codziennie próbują przekonać mnie, że można. Przypuszczam, że rozumieją przez to dyskusję nad projektem ustawy. Ale procedować to przecież postępować zgodnie z określoną procedurą. Paskudne jest to słowo, dziecko polityki. Niebezpiecznie bliskie słowu proceder, które nie kojarzy się dobrze.

 

Zdjęcie R. Bochenka: Radek Pietruszka, PAP, D. Tarczyńskiego: PR24, Mateusz Rekłajtis, S. Neumanna: sejm.gov.pl/rynekaptek, R. Petru: wirtualnemedia.pl, T. Cymańskiego: Wojciech Barczyński, R. Trzaskowskiego: se.pl