Manifestacje, protesty i miesięcznice

manifestacje, protesty i miesięcznice
fot. Maciej Kulczyski/PAP

Młodzi dziennikarze, a i politycy, bardzo ostatnio polubili personifikację.

Przypisywanie cech ludzkich pojęciom abstrakcyjnym i zjawiskom byłoby godne pochwały, wszak historia literatury zna wiele pięknych przykładów, gdyby nie szczegół: zastosowanie.

W naszym życiu politycznym zaznaczają się ostatnio manifestacje, protesty i miesięcznice. Z relacji dziennikarskich dowiaduję się, że manifestacje nie tylko są organizowane, ale także – nabrawszy życia – ruszają przed siebie. Dziennikarze informują widzów, że manifestacje i protesty idą pod sejm, Sąd Najwyższy lub dom Jarosława Kaczyńskiego (kiedyś „chodziły” pod dom Wojciecha Jaruzelskiego). Każdego dziesiątego dnia miesiąca dociera do mnie informacja, że Krakowskim Przedmieściem przechodzi miesięcznica smoleńska lub że odbywa się pochód miesięcznicy. W jaki sposób manifestacje, demonstracje i protesty mogą się przemieszczać – nie wiem, ale wiedzą to relacjonujący owo przemieszczanie.

Cech ludzkich nabiera także monitoring, rozumiany jako stały nadzór nad jakimś obiektem. To angielskie słowo zadomowiło się w polszczyźnie (kiedyś obserwowano, nadzorowano, kontrolowano, teraz się monitoruje) i choć mnie razi, milknę, bo językoznawcy zaakceptowali jego istnienie.

Życie monitoringu jest nawet ciekawsze niż życie protestów, manifestacji i miesięcznic. Z telewizyjnego okienka płyną informacje, że policja nie może wpaść na ślad przestępców, bo monitoring był uszkodzony, znikł albo go w ogóle nie było. W monitoring wyposaża się pociągi, budynki, szkoły czy sklepy. I gdy coś złego się stanie, a rzeczony monitoring jest z jakichś powodów nieobecny, trudno sobie poradzić z ustaleniem przebiegu wydarzeń.

Także transport zaczyna żyć własnym życiem. Z telewizji dowiedziałam się, że pewien „transport sprzętu wojskowego zahaczył o wiatę dworca kolejowego”.

Kiedyś personifikowano cnoty, grzechy, pory roku, żywioły… Komu to przeszkadzało?