W tym momencie

Rafał Bochenek, w tym momencie
fot. KPRM/flickr.com/domena publiczna

„W tym momencie nie ma żadnego stanowiska rządu w sprawie reparacji” – powiedział rzecznik rządu Rafał Bochenek.

Moment ma to do siebie, że trwa krótko, można by więc było liczyć, że w następnym momencie rząd zajmie jednak jakieś stanowisko w tej bolesnej kwestii. Sądzę, że liczyłoby na to wielu z nas, którym sprawy stosunków polsko-niemieckich leżą na sercu. Niestety, nadzieja jest płonna.

Rzecznik rządu nie stara się posługiwać staranną polszczyzną, pełno w jego wypowiedziach potocznych wyrażeń i zwrotów, takich jak w tym momencie właśnie. Niestety, nie jest sam. Mówi tak premier Beata Szydło, mówią tak ministrowie, mówią dziennikarze. Jakiś czas temu w tym momencie zaczęło zastępować aktualnie, obecnie lub teraz i – niestety – pan Bochenek wpisał się w panującą modę. Najprawdopodobniej to kalka angielskiego at the moment. Urzędnicy uwielbiają także nieco starsze na chwilę obecną, na ten moment, na dzień dzisiejszy, jakby uznawali, że proste słowa ujmą ich wypowiedziom rangi. A uszy i rozum cierpią.

Nie trwaj, momencie, nie jesteś piękny!

Ciężko zrozumieć

Nasz wspaniały kolarz Rafał Majka, który uległ wypadkowi podczas Tour de France, zdecydował o rezygnacji z dalszej jazdy i opisując swój stan zdrowia, powiedział między innymi: „Ciężko mi się oddycha”. Dlaczego ciężko, a nie trudno? Akurat ciężkie oddychanie łatwo zrozumieć, bo chory ma wrażenie, że czuje ciężar na klatce piersiowej. Jednak zastrzygłam uszami, słysząc to, ponieważ bardzo nam wszystkim ostatnimi czasy ciężko, choć właściwie jest nam trudno.

Mariusz Ciarka, ciężko zrozumieć

Ciężko mi się odnieść do takich sytuacji” – powiedział któregoś razu Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji;
Ciężko mi powiedzieć, co pan prezydent Trump będzie chciał powiedzieć – to słowa rzecznika prasowego rządu, Rafała Bochenka, pytanego o przebieg wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Polsce (przy okazji złośliwie zauważę, że zapytany także o to, dlaczego pani premier Beata Szydło nie spotka się z prezydentem Stanów Zjednoczonych, odpowiedział w wyszukanej współczesnej polszczyźnie „To nie jest format premierowski”);

Marcin Kierwiński, ciężko zrozumiećAndrzej dera, ciężko zrozumiećAgnieszka Kublik, ciężko zrozumieć
Ciężko sobie wyobrazić, że pani premier weźmie udział we wtorkowej debacie” – to poseł Platformy Obywatelskiej Marcin Kierwiński;
Ciężko mi znaleźć pozytywne efekty pracy Donalda Tuska w Radzie Europejskiej” – a to już Andrzej Dera, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta;
„Temu też ciężko dać wiarę” – i dziennikarka Agnieszka Kublik.

Gdzie się nie ruszyć, natykamy się na coś ciężkiego. Ciężko nam coś zrozumieć, ciężko z czegoś rezygnować, ciężko milczeć, ciężko patrzeć, ciężko być bezsilnym, ciężko rozwiązać jakiś problem, ciężko wybierać, ciężko żyć, ciężko się podnieść po przegranej, ciężko się dogadać, ciężko cierpieć, ciężko coś sklasyfikować, ciężko walczyć o coś, czasami ciężko nawet kochać…

Od lat mówimy o ciężkiej pracy, ciężko zarobionych pieniądzach, ciężkich sytuacjach czy ciężkich czasach i przywykliśmy do tego. Ale słowo ciężko ewoluuje i coraz częściej zastępuje trudno. Niestety, ta ewolucja ma czasami ciężki przebieg.

 

Zdjęcia: Mariusza Ciarki – Daniel Gnap/East News, Rafała Bochenka – parlamentarny.pl, Marcina Kierwińskiego – Wojciech Kusiński/Polskie Radio, Andrzeja Dery – Andrzej Wiśniewski/East News, Agnieszki Kublik – youtube.com

Podejrzewam, że przypuszczam

Naród ostatnimi laty stał się bardzo podejrzliwy. A to ktoś podejrzewa, że sąsiadka jest w ciąży, a to pani w sklepie podejrzewa, że ceny truskawek nie spadną, ktoś inny podejrzewa, że nadciąga burza. Robert Makłowicz w którymś wywiadzie też okazał podejrzliwość:

„Podejrzewam, że 500 plus w takiej formie miało na celu przede wszystkim zdobycie elektoratu, pomoc ludziom rzecz jasna też, ale głosy były najważniejsze”.

Podobnie wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, mówiąc o spodziewanych reakcjach na planowaną reformę wymiaru sprawiedliwości:
„Podejrzewam, że znowu będzie krzyk, znowu będzie awantura”.

A także Rafał Bochenek, rzecznik rządu, pytany o informacje zawarte w oświadczeniu majątkowym ministra środowiska Jana Szyszki:
„Nie znam sprawy, natomiast podejrzewam, że to pomyłka”.

Zastanawiam się od dawna, czemu podejrzewamy, a nie przypuszczamy, sądzimy, domyślamy się, przeczuwamy. Możemy także domniemywać, ale rozumiem opór przed używaniem tego słowa, bo odmiana przysparza trudności (regularna forma domniemywam wydaje się niektórym podejrzana…).

Podejrzewać źle się kojarzy, rzucić podejrzenie oznacza posądzać kogoś o coś złego, w postępowaniu karnym podejrzany to osoba, wobec której wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutów, podejrzanego się przesłuchuje, mówimy, że coś jest podejrzane, a więc pokrętne, pochodzące z kradzieży, nielegalne, dwulicowe, niewłaściwe, nieautentyczne, czyli wątpimy w tego czegoś jakość, prawdziwość, uczciwość.

Językoznawcy co prawda mają łagodny stosunek do podejrzenia jako przypuszczenia, skoro w słowniku języka polskiego PWN widnieje taki zapis: podejrzewać: 1. posądzać kogoś o coś 2. przypuszczać coś, mnie jednak połączenie tych dwóch znaczeń przeszkadza. Rodakom zaś zupełnie nie. Stojąc na przystanku, pewnie będą podejrzewać, że tramwaj nie przyjedzie na czas, w pracy – że szef ma zły humor, a wieczorem będzie ich męczyć  podejrzenie, że wpadną niezapowiedziani i nielubiani goście.

I ja też podejrzewam – że żadne wywody tego nie zmienią.

 

 

 

Zdjęcie R. Makłowicza: wars-stars.pl, M. Wójcika: michalwojcik.pl, R. Bochenka: parlamentarny.pl

Sejmowe refleksyjki

Sejmowa debata nad konstruktywnym wotum nieufności dla rządu, której fragmenty oglądałam, jak wiele innych debat napełniła mę duszę smutkiem.  I tak:

Jarosław Kaczyński twierdził, że „mechanizmów kontrolnych nie wyłancza się dla zabawy” i mimo chóralnych poprawek płynących z sejmowych ław postanowił nie zmieniać swoich przyzwyczajeń językowych. Na ten temat przetoczyła się już w Internecie fala potępienia, poprzestanę więc tylko na wspomnieniu tego wstydliwego faktu.

Grzegorz Schetyna mówił o rzekomym agencie rosyjskim w najwyższych władzach i zastanawiał się, „jak byłby on zadaniowany”. To słowo jest tak paskudne, że nie mam ochoty poświęcać mu uwagi, niechby wszyscy jak najszybciej o nim zapomnieli.

Marszałek Marek Kuchciński prosił posła Dominika Tarczyńskiego, by nie gestykulował rękami. Zmartwiłam się w imieniu temperamentnego posła, bo czym w takim razie miałby gestykulować?

Ale najwięcej smutku mej duszy przysporzyła wypowiedź pani premier po przemówieniu Michała Kamińskiego, choć dotyczy to nie spraw języka, a historii literatury polskiej. Otóż znany poseł, nawiązując do Krótkiej rozprawy między trzema osobami, panem, wójtem a plebanem Mikołaja Reja, mówił o tym, kto – jego zdaniem – rządzi aktualnie naszym krajem. Rolę pana przydzielił Jarosławowi Kaczyńskiemu, wójta – Beacie Szydło, a plebana – ojcu Rydzykowi. Pani premier wyraźnie oburzona przypomniała, że była burmistrzem, a nie wójtem…

Omówienia tej debaty nie poprawiły mi humoru. Najpierw rzecznik rządu Rafał Bochenek o liderze PO powiedział, że „wychodząc na ring z kobietom, okazało się, że został znokautowany”. Natychmiast przypomniało mi się ulubione zdanie polonistów Idąc do domu, padał deszcz, obrazujące niepoprawną konstrukcję imiesłowową, a wywołujące u nich śmiech lub furię – zależnie od temperamentu. Przypomniały mi się także Trójkowe audycje nieodżałowanej Ewy Szumańskiej, zaczynające się zawsze zdaniem: „Będąc młodą lekarką, wszedł raz do mnie pacjent”.

Profesor Ireneusz Krzemiński, ulegając obejmującej coraz szersze kręgi manierze dookreślania lub wzmacniania znaczenia słów, które tego wcale nie potrzebują, powiedział, że Grzegorz Schetyna wysunął bardzo uargumentowane zarzuty, że rząd trzeba punktować bardzo rzeczowo i żepartia Kaczyńskiego jest po prostu grupą plemienno-ideologiczną. I to jest bardzo przerażające”. Znacznie lepiej byłoby, gdyby rząd punktowano rzeczowo, zarzuty były wystarczająco uargumentowane, a wspomniana partia pana profesora „tylko” przerażała. A bardzo niechby sobie zostało na marginesie.

Na deser Leszek Miller, który uznał Michała Kamińskiego za bardzo przekonywującego. Panie Premierze, może mężczyznę poznać także po tym, że jest przekonujący?

 

Zdjęcie J. Kaczyńskiego: Krzysztof Burski, G. Schetyny: Platforma Obywatelska RP, M. Kuchcińskiego: marekkuchcinski.pl, M. Kamińskiego: fakt24.pl, B. Szydło i R. Bochenka: Radek Pietruszka, PAP,  I. Krzemińskiego: tvn24.pl, L. Millera: Grzegorz Jakubowski, PAP

O konsultowanej kandydaturze i nie tylko

Rafał Bochenek stanie się chyba moim ulubieńcem. Mówiąc o Jacku Saryuszu-Wolskim (tak, Saryuszu, to nie herb, a przydomek, podlega więc odmianie) oznajmił, że jego „kandydatura [na przewodniczącego Rady Europejskiej] była konsultowana”. Przykre to, że rzecznik polskiego rządu nie dba o polszczyznę. Ale nie tylko on. Poseł PiS, Dominik Tarczyński, zadał w jakimś wywiadzie dramatyczne pytanie: „Dlaczego nie był głosowany kandydat Polski?”. Także zgłoszona właśnie kandydatura Grzegorza Schetyny na stanowisko premiera, zdaniem Ryszarda Petru, nie była konsultowana z partiami opozycyjnymi. Wcześniej Sławomir Neumann zapewniał bałamutnie, że przewodniczący PO „nie będzie głosowany na premiera”. A złotousty Tadeusz Cymański któregoś dnia stwierdził: „Nie mówmy o tym, co nie zostało zaprzeczone”. Bezmyślne odwzorowywanie form języków zachodnich, w których strony biernej używa się znacznie częściej niż w języku ojczystym, staje się powszechne.

Swoją cegiełkę do rozwoju przepięknego języka polityków dołożył ostatnio Rafał Trzaskowski, który – mówiąc o zależnościach między braćmi Kaczyńskimi – oznajmił, że „Jarosław Kaczyński konsultował Lecha Kaczyńskiego”.

Często też słyszę o procedowaniu ustawy. Związek Nauczycielstwa Polskiego na swojej stronie internetowej poinformował społeczeństwo o „procedowaniu ustaw oświatowych w parlamencie”, a gazety co rusz donoszą „o procedowaniu ustawy o sieci szpitali”.

Jak można procedować ustawę? Dziennikarze i politycy niemal codziennie próbują przekonać mnie, że można. Przypuszczam, że rozumieją przez to dyskusję nad projektem ustawy. Ale procedować to przecież postępować zgodnie z określoną procedurą. Paskudne jest to słowo, dziecko polityki. Niebezpiecznie bliskie słowu proceder, które nie kojarzy się dobrze.

 

Zdjęcie R. Bochenka: Radek Pietruszka, PAP, D. Tarczyńskiego: PR24, Mateusz Rekłajtis, S. Neumanna: sejm.gov.pl/rynekaptek, R. Petru: wirtualnemedia.pl, T. Cymańskiego: Wojciech Barczyński, R. Trzaskowskiego: se.pl

Rzecznik rządu powiedział

fot. parlamentarny.pl

Rafał Bochenek, mówiąc o piśmie do prezydenta Sopotu w sprawie przyjęcia sierot z Aleppo, powiedział, że „zawiera [ono] stwierdzenie pewnego stanu faktycznego, który rzeczywiście istnieje”. Przykro było tego słuchać. Pan Bochenek jest przedstawicielem współczesnego młodego pokolenia, które uwielbia wielosłowie. Proste nazywanie prostych spraw jest uważane za anachronizm, koniecznie trzeba tworzyć związki frazeologiczne i zdania, których główną cechą – ogólnie rzecz ujmując, nie wdając się w rozważania o pleonazmach i tautologii  –  jest dużo słów, mało treści. Wynika to z nonszalancji i nieznajomości znaczenia słów (o, przepraszam, idąc z duchem czasu, powinnam powiedzieć: braku znajomości znaczenia słów).

Stan faktyczny nie może też po prostu być stanem faktycznym, musi być pewnym stanem faktycznym. No cóż, rozmywanie znaczenia to współczesna maniera. Temu „służy” i jakby, i pewne, i pewnego rodzaju. Jarosław Kaczyński mówi o pewnych nieporozumieniach, pewnych porównaniach, w jego wypowiedziach pojawiają się też pewnego rodzaju oszustwa, pewne rozumowania prawne i pewne szersze zjawiska. Posłanka Katarzyna Lubnauer oznajmiła któregoś razu, że w BOR panuje pewien chaos, Paweł Terlecki, radny Warszawy, wypowiadając się na temat ustawy o metropolii warszawskiej, zapowiedział, że projekt ustawy zostanie poddany pewnym konsultacjom, Olaf Lubaszenko stwierdził, że serial Belle epoque ma pewien rozmach, były wiceszef BOR-u określił zadania funkcjonariusza jako w pewnym sensie ochronę VIP-a, a minister Szyszko oznajmił, że „właściciele działek będą chcieli mieć pewną architekturę widoku„.

Naukowcy z kolei bardzo lubią słowo swoiste, ale to już inna historia.

Ps. Po wypadku premier Szydło pod Oświęcimiem pan Bochenek powiedział: „Lekarze stwierdzili postępującą stabilizację stanu zdrowia premier”. Zastanawiam się, na czym polega postęp stabilizacji…