„Tak naprawdę” naprawdę nie jest piękne

Drażni mnie owo tak naprawdę niepomiernie. Po trzecie dlatego, że jest nadużywane. Zdarza mi się usłyszeć jedno zdanie, w którym ktoś trzy razy coś tak naprawdę przeżył, zobaczył, zrozumiał… Wielu dziennikarzy popełnia ów grzech nadużycia, na przykład Justyna Pochanke swego czasu (teraz nieco rzadziej) tak często wplatała w wypowiedź tak naprawdę, nierzadko z emfazą, że pod koniec przeprowadzanego przez nią wywiadu podskakiwałam.

Po drugie – ponieważ wyrażenie to wyrugowało w istocie, w rzeczywistości, w gruncie rzeczy, istotnie, naprawdę, faktycznie, właściwie, bez wątpienia, rzeczywiście, prawdę powiedziawszy, a więc język zubożał.

Kilka przykładów:
„Tak naprawdę klucz do rozwiązania kryzysu leży w rękach […]”.
(Agata Adamek, dziennikarka)

„Co tak naprawdę prezydent chce osiągnąć tymi spotkaniami?”.
(Bogdan Rymanowski, dziennikarz)

„Tak naprawdę większość jest po stronie opozycji”.
(Rafał Trzaskowski, poseł)

„Nasza uchwała jest apelem tak naprawdę”.
(Rafał Dębowski, sekretarz Naczelnej Rady Adwokackiej)

„Przez cały weekend tak naprawdę nieobecności prezydenta […].
(Michał Tracz, dziennikarz)

Aż klawiatura świerzbi, by owo nieszczęsne tak naprawdę zastąpić właściwie, w gruncie rzeczy lub rzeczywiście.

A po pierwsze – mimo że uznane przez językoznawców i zapisane w słownikach – wydaje mi się być tworem co najmniej dziwnym. Tak dobrze, tak pięknie, tak źle, tak wspaniale, tak uroczo, tak brzydko, tak przyjemnie, tak ładnie – te konstrukcje są jasne, ale tak NAPRAWDĘ? Czemu nie: tak PRAWDZIWIE? Naprawdę nie rozumiem.

 

 

 

 

fot. A. Adamek: tvn24.pl, B. Rymanowskiego: tvn24/x-news, R. Trzaskowskiego: se.pl, R. Dębowskiego: tvrzeczpospolita, youtube, M. Tracza: tvn24.pl

O konsultowanej kandydaturze i nie tylko

Rafał Bochenek stanie się chyba moim ulubieńcem. Mówiąc o Jacku Saryuszu-Wolskim (tak, Saryuszu, to nie herb, a przydomek, podlega więc odmianie) oznajmił, że jego „kandydatura [na przewodniczącego Rady Europejskiej] była konsultowana”. Przykre to, że rzecznik polskiego rządu nie dba o polszczyznę. Ale nie tylko on. Poseł PiS, Dominik Tarczyński, zadał w jakimś wywiadzie dramatyczne pytanie: „Dlaczego nie był głosowany kandydat Polski?”. Także zgłoszona właśnie kandydatura Grzegorza Schetyny na stanowisko premiera, zdaniem Ryszarda Petru, nie była konsultowana z partiami opozycyjnymi. Wcześniej Sławomir Neumann zapewniał bałamutnie, że przewodniczący PO „nie będzie głosowany na premiera”. A złotousty Tadeusz Cymański któregoś dnia stwierdził: „Nie mówmy o tym, co nie zostało zaprzeczone”. Bezmyślne odwzorowywanie form języków zachodnich, w których strony biernej używa się znacznie częściej niż w języku ojczystym, staje się powszechne.

Swoją cegiełkę do rozwoju przepięknego języka polityków dołożył ostatnio Rafał Trzaskowski, który – mówiąc o zależnościach między braćmi Kaczyńskimi – oznajmił, że „Jarosław Kaczyński konsultował Lecha Kaczyńskiego”.

Często też słyszę o procedowaniu ustawy. Związek Nauczycielstwa Polskiego na swojej stronie internetowej poinformował społeczeństwo o „procedowaniu ustaw oświatowych w parlamencie”, a gazety co rusz donoszą „o procedowaniu ustawy o sieci szpitali”.

Jak można procedować ustawę? Dziennikarze i politycy niemal codziennie próbują przekonać mnie, że można. Przypuszczam, że rozumieją przez to dyskusję nad projektem ustawy. Ale procedować to przecież postępować zgodnie z określoną procedurą. Paskudne jest to słowo, dziecko polityki. Niebezpiecznie bliskie słowu proceder, które nie kojarzy się dobrze.

 

Zdjęcie R. Bochenka: Radek Pietruszka, PAP, D. Tarczyńskiego: PR24, Mateusz Rekłajtis, S. Neumanna: sejm.gov.pl/rynekaptek, R. Petru: wirtualnemedia.pl, T. Cymańskiego: Wojciech Barczyński, R. Trzaskowskiego: se.pl