Witam Serdecznie!

Gdyby za kryterium oceny stosunku Polaków do siebie uznać zwroty z mejli, okazałoby się, że darzymy się niezwykłą wprost serdecznością. Moja skrzynka czasem pęka od listów przysłanych przez zupełnie nieznane mi osoby, które serdecznie się ze mną witają, a żegnając – serdecznie mnie pozdrawiają. Nie bardzo wiem, czemu oferujący mi zakup tego lub owego albo dokonujący za pośrednictwem poczty elektronicznej zwykłych formalności mają do mnie kordialny stosunek. By ciepłe uczucia podkreślić, zapisują te miłe słowa dużymi literami, wszak uprzejmość nakazuje, by w korespondencji, z szacunku dla adresata, duże litery stosować. A że w zasadach pisowni trudno się rozeznać, to – idąc za ciosem – nadawcy okazują szacunek także samym sobie. Tak więc nie dość, że w nagłówku czytam Witam Serdecznie lub Dzień Dobry, nie dość, że na końcu widnieje Serdecznie Pozdrawiam, to jeszcze dowiaduję się, że Nam (czyli nadawcom) na czymś zależy, a ja powinnam skorzystać z Ich (Jego, Jej) usług. Często też czytam refleksje nawiązujące do Naszej wcześniejszej rozmowy telefonicznej. Nie wiem także, czemu pozdrawianie się, w starożytności oznaczające przekazywanie komuś wyrazów sympatii za czyimś pośrednictwem lub będące wyrazem urlopowej pamięci, teraz oznacza pożegnanie. Pozdrawiam zamiast  Do widzenia/usłyszenia coraz częściej słyszę w zakończeniu rozmowy telefonicznej – mejlowa moda obejmuje także komórkową dziedzinę życia.

Komu przeszkadzało „Z wyrazami szacunku” lub „Z poważaniem” w listach? Uznano widocznie, że to staroświeckie i (oczywiście) sięgnięto do anglojęzycznych wzorów. „Kind regards” często kończy korespondencję Anglików i Amerykanów, a więc – bez głębszej refleksji i przekładając wprost – rodacy postanowili nie być gorsi.

Oj, strasznie marudzę. A więc kończę i Miłych Czytelników Serdecznie Pozdrawiam.