Nie każdy event jest wydarzeniem

fot. hiltonhotels.com

Jakiś czas temu cała Polska zachorowała na event. Imprezy firmowe, konferencje, pikniki, a nawet śluby czy chrzciny zaczęto nazywać eventami, z czasem doszły też imprezy związane z szeroko rozumianą rozrywką i kulturą. Pojawili się event managerowie, branża eventowa, a także powierzchnia eventowa, posiadaniem której chwalił się w telewizyjnych reklamach warszawski hotel Double Tree by Hilton (ostatnio „poprawił się” i teraz w reklamach mowa jest o powierzchni konferencyjnej). Event to po angielsku wydarzenie (na przykład uliczne), ale także impreza kulturalna, u nas wydarzeniem w życiu kulturalnym nazywało się do niedawna spektakl teatralny czy koncert o wielkim znaczeniu. No i stało się – event, wydarzenie (czyli coś, co się wydarzyło lub wydarzy) i impreza kulturalna zlały się w jedno. Nie każdy event jest wydarzeniem i nie każde wydarzenie jest eventem, ale rodakom wszystko jedno. Gdy słyszę o organizowaniu wydarzeń, gdy teatry zapraszają na wydarzenia własne i wydarzenia gościnne, gdy Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza na nadchodzące wydarzenia, spektakularne wydarzenia sezonu i wydarzenia specjalne, gdy w formularzach wniosków o granty ministerstwa kultury (!) i dziedzictwa narodowego (!) czytam o wydarzeniach, które planują instytucje kultury, robi mi się słabo. W Łodzi powstała nawet instytucja o kuriozalnej, moim zdaniem, nazwie Łódzkie Centrum Wydarzeń, „która odpowiada za organizację i wsparcie festiwali, koncertów, widowisk oraz wydarzeń kulturalno-artystycznych”. Na Facebooku tworzy się wydarzenia… Ratunku!