Zbankrutować bank

Życie polityczne pędzi jak szalone, a temu pędowi towarzyszą rozwijające się zdolności językowe jego uczestników. Dzięki tak zwanej aferze KNF dowiedzieliśmy się o istnieniu szumideł, niewiele później usłyszeliśmy o istnieniu nowego zjawiska.

zbankrutować
fot. PAP/L. Szymański

Jak donoszą media, w aferze KNF, zwanej także aferą Czarnecki–KNF lub aferą Getin Noble Banku, spore znaczenie miał „plan Zdzisława”.  W skrócie polegał on na tym, że pewne osoby nie czekają na kryzys, a wykorzystują sytuację i odpowiednie narzędzia, przeznaczone dla sytuacji nadzwyczajnych, by zmusić właściciela do sprzedaży banku „za złotówkę”.

Do tej pory słyszeliśmy o bankrutowaniu banków, o tym, że bankom grozi bankructwo lub że stają się bankrutami. Sądownie ogłoszona upadłość lub niewypłacalność były skutkiem wydarzeń, które poniekąd działy się „same”. Choć sytuacja nowa, „plan Zdzisława” uświadomił nam starą prawdę, że nic samo się nie dzieje. Dzięki Andrzejowi Derze, sekretarzowi stanu w kancelarii prezydenta Dudy, dowiedzieliśmy się, że można bank zbankrutować. Jestem pod wielkim wrażeniem zdolności językowych pana Dery i podziwiam go za to, że odpowiednie rzeczy dał słowo. Przypuszczam, że niewielu z nas, tkwiących w koleinach przyzwyczajeń słownikowych i ograniczeń gramatycznych, wymyśliłoby tak adekwatne określenie. Lekkość, z jaką politycy wszelkich ugrupowań i partii podchodzą do reguł języka ojczystego, tym razem przyniosła znakomity efekt.

Zastanawiam się teraz, jak równie treściwie nazwać podpalanie domu przez strażaków.